<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770</id><updated>2012-02-23T22:51:45.628-08:00</updated><category term='etyka'/><category term='estetyka'/><category term='religia'/><category term='filozofia społeczna'/><category term='ontologia'/><category term='egologia'/><category term='sztuka'/><category term='aforyzmy'/><title type='text'>Płaszczyzna Immanencji</title><subtitle type='html'>blog filozoficzny</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>27</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-6255549426575121740</id><published>2012-02-19T23:19:00.000-08:00</published><updated>2012-02-19T23:19:28.519-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aforyzmy'/><title type='text'>LVIII</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Rzut oka na dzieje - niewolnicy, chłopi pańszczyźniani, robotnicy fabryczni - kolejne etapy przemiany "klasy niższej", zawsze wyraźnie odgrodzonej od "klasy wyższej" w tym, co czyni tę ostatnią taką: literatury, sztuk plastycznych, muzyki, języka, tańca, strojów, posiłków, gestów, obyczajów - ogólnie: od (wyższej) kultury. Na dodatek wszystkie te służalcze ludy były coraz bardziej odczłowieczane: odebrano im wolność i zrozumienie dla niej, ziemię i miłość do niej, zwyczaje, język, a w końcu "rasie" robotniczej odebrano kulturę i myślenie w ogóle - codzienna, wielogodzinna, prowadząca do alienacji praca dla kapitalisty ograniczająca "wolne", "autonomiczne" działania do tego, co zwierzęce: jedzenia, picia, spania, srania i pieprzenia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Potem nagle, niemalże jednym gestem "wyzwalamy" tych ludzi! Oddajemy władzę, decyzje, kulturę, politykę w ich ręce. Po drodze - w dwu wojnach światowych oraz pod żaglami partii "komunistycznych" - wyżynamy większość elit "obyczajowych" i intelektualnych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;I cóż innego może z tego powstać, niż neoliberalna demokracja?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-6255549426575121740?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/6255549426575121740/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/02/lviii.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6255549426575121740'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6255549426575121740'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/02/lviii.html' title='LVIII'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-2677206934068314151</id><published>2012-02-12T12:06:00.000-08:00</published><updated>2012-02-14T02:19:22.641-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ontologia'/><title type='text'>Przybliżenia (1): Kant, Husserl, Heidegger</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jakiś czas temu gościłem na blogu &lt;a href="http://filozofia.tv/" target="_blank"&gt;Filozofia.TV&lt;/a&gt; z wpisem. Dzięki większej ilości wolnego czasu mogłem również częściej komentować inne, zamieszczane tam, teksty. W wyniku tego, jakiś czas temu, redakcja owego bloga zaproponowała mi stałą współpracę. Trochę się wahałem, ale postanowiłem spróbować. Możecie już obejrzeć pierwszy owoc tej decyzji: &lt;a href="http://filozofia.tv/2012/02/%E2%80%9Eprzyblizenia-1-kant-husserl-heidegger/" target="_blank"&gt;"Przybliżenia (1): Kant, Husserl, Heidegger&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Serdecznie zapraszam i zachęcam do lektury oraz komentowania!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-2677206934068314151?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/2677206934068314151/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/02/przyblizenia-1-kant-husserl-heidegger.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2677206934068314151'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2677206934068314151'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/02/przyblizenia-1-kant-husserl-heidegger.html' title='Przybliżenia (1): Kant, Husserl, Heidegger'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-2542424400648560237</id><published>2012-02-07T23:36:00.000-08:00</published><updated>2012-02-07T23:55:47.541-08:00</updated><title type='text'>Holizm, czyli o słabościach "filozofii analitycznej"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Pozwoliłem sobie dziś na nieco luźniejszy wpis - wpis metaprzedmiotowy, metafilozoficzny (bo filozofia jest taką nietypową dziedziną, która za swój przedmiot może obrać również samą siebie, tworząc refleksyjne koło... żywiołem filozofii jest bowiem immanencja, nie ma żadnego na zewnątrz, z którego mogłaby ona mówić o samej sobie... ale też o świecie... filozofia jest zawsze zaangażowana w to, o czym myśli... Ale czyż to co piszę już nie jest zaangażowane?).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;O TYM, CO JASNE I KLAROWNE&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Aby uniknąć pewnych nieporozumień zaznaczam, że nawiązuję do pewnego, grubymi nićmi szytego, podziału: na filozofię kontynentalną oraz anglosaską. Ta pierwsza jako grzebiąca się w spekulacjach dotyczących wielu, różnorodnych kwestii i ta druga, gdzie praca polega na skupieniu się na pewnym konkretnym problemie. Ta pierwsza metaforyczna, literacka, dokonująca nadinterpretacji teorii naukowych, często politycznie zaangażowana i ta druga, spokojna, opanowana, dokonująca chłodnych analiz, przede wszystkim językowych, mocno przywiązana do zasad logiki formalnej. Podział jest o tyle "naciągany", że i na kontynencie znajdą się specjaliści i wśród anglosasów systemowcy. I u tych pierwszych filozofowie języka&amp;nbsp;oraz logiki i u tych drugich "literaci", czy działacze społeczni. Są również punkty styku, komunikacji pomiędzy tymi nurtami. Ale pewne schematy na tyle się zakorzeniły na naszym lokalnym gruncie, że odwoływanie się do nich pozwala na łatwiejsze przekazanie pewnych treści.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Chcę uderzyć tzw. filozofię analityczną właśnie z uwagi na jej skłonność do specjalizacji i analiz klasyfikujących.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Przyjrzyjmy się&amp;nbsp;typowej książce napisanej&amp;nbsp;przez "analityka" (np. pewne rozdziały w pozycji "Świadomość i pamięć. Uzasadnienie dualizmu antropologicznego" Stanisława Judyckiego). Jest poświęcona konkretnemu, wąskiemu (mniej lub bardziej) problemowi. Pojawiają się tam również rozdziały zawierające omówienie stanowisk - co do danej kwestii - innych filozofów. Ten był subiektywistą, a ten obiektywistą, ten dualistą, a ten monistą, ten idealistą, a ten realistą. Niby wszystko okay. Jasne, klarowne, a przy okazji dobre dla studenta.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Jeśli jednak przyjrzymy się jednemu z&amp;nbsp;tekstów źródłowych, należących do filozoficznej "klasyki", to dostrzeżemy, że pojęcia, wprowadzane przez danego myśliciela, zazębiają się, odsyłają jedne do drugich i dopiero w takim "splocie" uzyskują swój sens. I bardzo często jest to sens odległy od tego, jaki kryje się za naszym codziennym (a nawet "codziennym-filozoficznym") użyciem tych samych słów. Doskonałym przykładem jest tu Kantowskie pojęcie przyrody jako ogółu zjawisk danych w naoczności. Zjawisko powstaje przez "przepuszczenie" wrażeń zmysłowych przez aprioryczne formy naoczności (czas i przestrzeń) i kategorie intelektu. Czasu i przestrzeni nie należy rozumieć metafizycznie, lecz transcendentalnie. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej... I jakąż łatkę tu przypiąć?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Kant jest dziś na tyle przyswojony, że zdążyło się już wymyślić łatkę nową (np. idealizm transcendentalny), ale wystarczy spojrzeć na pierwsze spory wokół "Krytyki czystego rozumu". Większość z nich wynikała z tego jednego: "jasnych" i "klarownych" klasyfikacji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Nie chodzi o to, że takie "etykietki" są złe w ogóle. Są przydatne na poziomie dydaktycznym (chociaż należałoby je, po szybkim&amp;nbsp;przyswojeniu, równie szybko zapomnieć)&amp;nbsp;oraz gdy&amp;nbsp;pragnie się coś szybko,&amp;nbsp;skrótowo zakomunikować. Gdy jednak stają się częścią metody filozofowania, wówczas objawiają się ich "plugawe moce".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Pisze się pracę z zakresu filozofii umysłu: szuka się u innych autorów tego, co powiedzieli na temat ciała, umysłu/duszy, wzajemnej relacji pomiędzy tymi dwoma, wolnej woli, tożsamości itp. Pomija się zaś kwestie nie związane bezpośrednio z tematem, np. etykę czy estetykę. Złożone analizy ontologiczne i epistemologiczne sprowadza się do haseł: monizm, racjonalizm, determinizm. Co się za tym wszystkim kryje? Wiara w uniwersalność i niezależność pojęć (np. że wolna wola u Kartezjusza, Spinozy, Leibniza, Kanta, Hegla, Schopenhauera znaczy dokładnie to samo, niezależnie od niuansów danego systemu).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Przykład z Kantem pokazuje coś dokładnie odwrotnego. Podobnie zresztą rzetelniejsza lektura Spinozy: to ani nie wolna wola, ani nie determinizm, ale przekroczenie tego podziału, "trzecia droga" - nie dostrzeże się tego bez uwzględnienia całej specyfiki systemu, bez uwzględnienia całości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Oto mój pierwszy zarzut do filozofii analitycznej: poprzez wpisane w nią ukierunkowanie na wąski problem pomija się całą specyfikę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Można tu widzieć "wniosek z..." lub "potwierdzenie" antysubstancjalizmu, o którym pisałem. Jeśli to miejsce (czyli system relacji) wyznacza "istotę" obiektu, który je zajmuje, wówczas pojęcie nie ma żadnej uniwersalnej, aczasowej istoty, ale jego sens i znaczenie wyznacza całość systemu filozoficznego, w którym się pojawia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Nie oznacza to oczywiście, że kiedy Spinoza pisze o wolnej woli to ma na myśli "chleb", a kiedy pisze o niej Kant to ma na myśli "dzień dobry", tzn. że chodzi o dwie totalnie odrębne rzeczy. Nie twierdzę nic takiego - nie popadajmy w absurd! Chodzi mi o to, że takie pojęcia nie mają wspólnego "twardego rdzenia", ale jednak występuje pomiędzy nimi "rodzinne podobieństwo". Różnią się "odcieniami", ale te odcienie jednak mają ogromne znaczenie. Poza tym, "ostatecznie", w toku "ewolucji" filozofii, może dochodzić do pewnych silnych przemieszczeń, wystarczy porównać analizę tego co mentalne: klasycznie mówiło się o "duszy", dziś mówi się o "umyśle".&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;O ZIEMI, KTÓRĄ PRZEMIERZAMY&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Nie na zazębianiu pojęć, kończy się spór holizmu ze specjalizacją. Każde badanie konkretnego, wąskiego zagadnienia filozoficznego pozostaje w takim stosunku do pewnego "holistycznego systemu", w jakim pozostaje nauka do filozofii w ogóle. Nauka pomija namysł nad swoimi podstawami: bada życie biologiczne, ale nie pyta "co to jest życie?", albo "jak możliwe jest życie?", bada energię, ale nie pyta "co to jest energia?". A jeśli już pyta, to wchodzi właśnie na teren filozofii (na ogół nieświadomie i nieporadnie).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Ale ta krytyka nauki, od czasów Husserla, jest znana większości filozofów. Ci sami jednak ludzie często nie dostrzegają, że popełniają analogiczny błąd: pomijają namysł nad swoimi podstawami. Zajmując się (na sposób "analityczny") wyłącznie estetyką, albo wyłącznie filozofią umysłu, albo wyłącznie filozofią społeczną, albo wyłącznie etyką, albo wyłącznie ontologią, albo wyłącznie filozofią języka, etc., albo - na przemian, dla urozmaicenia - kilkoma z nich, pomijamy namysł nad głębszym tłem, nad założeniami - nad tym, co określam jako "holistyczny system", ale nie jest to najlepsza nazwa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Nie chodzi tu o ontologię, jako filozofię pierwszą, ani - przyjmując Kartezjańską krytykę - o epistemologię. Chodzi raczej o pewną całość, pierwotną wobec swoich części, tzn. nie dającą się sprowadzić do ich sumy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Badając jakieś wąskie zagadnienie, np. z zakresu bioetyki, przyjmuję - nieświadomie - już jakieś założenia z zakresu ontologii, epistemologii, aksjologii, metodologii (w możliwie szerokim rozumieniu tych terminów). Założenia, których nie badam, bo nie zdaję sobie sprawy z ich istnienia. Oczywiście integralnym elementem filozofii jest spór, dialog (który mogę wieść nawet z samym sobą), w wyniku którego wyłaniają się kolejne wątpliwości, które da się rozwiązać jedynie schodząc na "głębszy" poziom i odpowiadając na bardziej podstawowe pytania: właśnie te z zakresu ontologii, epistemologii, aksjologii, metodologii. Ale czy badam te zagadnienia? Moim zdaniem nie (nie robi tego filozofia nastawiona na specjalizację). Jedynie dostrzegam je. Ale nie uświadamiam sobie ich funkcji, tego, że są założeniami właśnie. Przeciwnie: traktuję je jako wnioski. Najpierw mówię, że np. aborcja jest czymś złym, a potem "wnioskuję", że to dlatego, że już w zarodku istnieje dusza, nawet jeśli nie w pełni, to &lt;i&gt;in potentia&lt;/i&gt;, że z duszą wiąże się osoba, zatem w zarodku istnieje &lt;i&gt;in potentia&lt;/i&gt; osoba, a do osoby przynależy godność, której nie można jej odebrać. Ale nie pytam już o prawomocność samego rozróżnienia na &lt;i&gt;in potentia&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;in actu&lt;/i&gt;, nie pytam o to dlaczego godność osoby jest wartością. Zapytany powołuję się najwyżej na oczywistość zdrowego rozsądku ("A ty byś chciał, żeby ktoś nie szanował twojej godności?", albo "Bez uznania godności za wartość co nas powstrzymuje od wysłania kogoś do komory gazowej?"). A jeśli już ktoś nam naprawdę nie daje spokoju z pytaniami i wymaga od nas uzasadnienia w kontekście jakiejś większej całości, po raz kolejny wychodzi nam platonizm, tomizm, czy kantyzm i jesteśmy z siebie zadowoleni: wielkie nazwisko za nas poświadcza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Przeciw temu "nawołuję" do namysłu, który zajmuje się badaniem tych najgłębszych "założeń", "podstaw", namysłu systemowego (ale nie koniecznie na zasadzie średniowiecznych i wczesnonowożytnych systemów metafizycznych, chodziłoby mi raczej o &lt;u&gt;system otwarty&lt;/u&gt;, z wpisaną weń zasadą przeobrażania i uwzględniania nowej porcji wiedzy) i holistycznego. I nie da się tego wszystkiego sprowadzić do ontologii czy pokartezjańskiej epistemologii, gdyż zawsze pozostają &lt;u&gt;równie pierwotne&lt;/u&gt; pytania o wartość i cel, o wolę: czemu buduję taką, a nie inną ontologię? jakiemu społeczeństwu ona służy? jaki system chcę usprawiedliwić? czemu wyżej stawiam świadomość niż nieświadomość? czy moje "fenomenologiczne oko" jest poza światem czy w jego wnętrzu? czy kategorie naoczności (wywodzące się pierwotnie ze wzroku) są lepsze do opisu świata niż inne? jaką jakość ma moja wola?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Takie podejście wymaga od filozofa wiedzy o szerokim zasięgu. Zdarzyło mi się usłyszeć kiedyś od kolegi ze studiów: [parafrazując] "po co miałbym zajmować się sztuką awangardową? nie interesuje mnie estetyka... może i jest ważną dziedziną filozofii, ale najpierw powinniśmy dobrze przysiąść nad ontologią i epistemologią". Ale cóż po latach pracy nad systemem ontologicznym, gdy okazuje się, że nie jest on w stanie później wyjaśnić ontologicznej (sic!) struktury współczesnego dzieła sztuki? Filozof ma to "niewdzięczne" zadanie, że powinien znać się na wszystkim. Na sztuce, nauce, historii, polityce, społeczeństwie, psychologii, etc. (przy czym np. znać się na sztuce, nie oznacza wyłącznie znać jej teorię, oznacza również obcować z nią, znać się na społeczeństwie to również współ-żyć i współ-działać z ludźmi, znać się na polityce to również partycypować w życiu publicznym). &lt;u&gt;Zdaję sobie sprawę&lt;/u&gt;, że dziś jest to zadanie niewykonalne, że ilość informacji, ilość wiedzy zgromadzonej przez ludzkość jest tak duża, że jeden człowiek nie jest jej w stanie opanować. Ale &lt;u&gt;to nie usprawiedliwia&lt;/u&gt; specjalizacji, zamknięcia się w jednym, dwóch, trzech wąskich zagadnieniach. Beznadziejność położenia nie usprawiedliwia naszej bierności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;O MEZALIANSIE POZNANIA Z MNIEMANIEM&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Filozofia analityczna ma skłonność do opierania się na zdrowym rozsądku, na potocznych oczywistościach. Czerpie z nich i zarazem je usprawiedliwia. Nie chodzi już o proste "Słońce krąży dookoła Ziemi" czy "mam całkowicie wolną wolę". Nasz zdrowy rozsądek przyswoił dziś wiele z odkryć nauki (zarówno fizyki, jak i psychologii czy socjologii), czasem nawet filozofii. Ale nauka i nawet filozofia wciąż pełne są zdrowego rozsądku i mniemań. "Co (w intencji: Kto?) było przyczyną Wielkiego Wybuchu? Przecież musi istnieć jakaś pierwsza przyczyna?", "Jeśli Wszechświat się rozszerza, to w czym się rozszerza?", "Może i istnieje wiele społecznych i biologicznych, nieświadomych determinant, ale przecież musi być jakaś wolna wola - bo czemu bym mówił, to, co właśnie mówię? - i musi być jakieś &lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;gt;&amp;gt;&lt;/span&gt;ja&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;lt;&amp;lt;&lt;/span&gt; - bo kto by teraz mówił? i kto by rozumiał to co mówię? Przecież czuję, że jestem &lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;gt;&amp;gt;&lt;/span&gt;ja&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;lt;&amp;lt;&lt;/span&gt;, czuję, że mam wolną wolę, że - chociaż odrobinę - sam o sobie decyduję."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Wbrew temu wszystkiemu pewne filozofie miały odwagę odróżniać &lt;i&gt;episteme&lt;/i&gt; (wiedzę) od &lt;i&gt;doxa&lt;/i&gt; (mniemań) i przyznawać wyższą rangę tej pierwszej, nawet jeśli nie była w zgodzie z tą drugą. Nawet jeśli miała zapłacić za to niepewnością i hipotetycznością oraz narazić się na pewną śmieszność ze strony nie-filozofów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Wyprowadzane z "holistycznego systemu" wnioski często są obce wobec naszego codziennego spojrzenia na świat, wobec przyjmowanego przez nas światopoglądu, wobec sądów naszych bliźnich. Dla wielu był to zarzut wobec takich filozofów jak Heidegger, Foucault, a przede wszystkim Hegel (ale być może również Hume czy Spinoza). Ale nie raz przyjęcie tego "nierozsądnego" punktu widzenia okazywało się płodniejsze, pozwalało więcej wyjaśnić. Owe systemy nie były przecież tworzone na podstawie snów i marzeń autora, ale były próbą odpowiedzi na konkretne problemy. Choćby Hegel: jako jeden z pierwszych trafił on na fenomen historii, "dziania się dziejów" i próbował wyjaśnić jak on jest możliwy. Albo Heidegger, który próbował dać wyraz naszemu praktycznemu zanurzeniu w świat codziennej egzystencji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Filozofia, która nie ryzykuje niezgodności ze zdrowym rozsądkiem, ostatecznie staje się bezpłodna: uzasadnia to, co wpierw bezmyślnie przyjęła. Stawia światopogląd przed "holistycznym systemem", zamiast postąpić na odwrót. Ostatecznie okazuje się filozofią &lt;i&gt;status quo&lt;/i&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;O WNIOSKACH, KTÓRE POCHOPNIE WYCIĄGAMY&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Czy to wszystko oznacza, że mamy zrezygnować z analizy na rzecz kosmicznych syntez? Zrezygnować z konkretnych problemów i szczegółowych zagadnień, by rzucić się w wir systemu? Zrezygnować ze zdrowego rozsądku i dać się pochłonąć chaosowi spekulacji?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Nie, nic z tych rzeczy. Chodzi tylko i wyłącznie o "uczciwość" ze "samym sobą" i "ciężką pracę". O to, by wiedzieć jaki cel mają analizy i jak poprawnie je przeprowadzać - co pominąć można, a czego nie. O to, by nie dać się ogłupić pozornym i powszechnie przyjmowanym "oczywistościom" i głosowi "autorytetów".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Nie chcę również zupełnie odbierać wartości "specjalizacji". Filozof "systemowy" nie jest w stanie sam przeprowadzić wszystkich koniecznych badań i musi polegać na wiedzy dostarczonej przez specjalistów: nie tylko przyrodników, psychologów i historyków, ale również filozofów-specjalistów (co, z drugiej strony, nie oznacza ślepej wiary w te informacje). Również ktoś, kto zajmował się tylko jakimś wąskim zagadnieniem, może doprowadzić do odkrycia, które każe jemu, albo innemu filozofowi, zacząć pracę nad pewnym nowym systemem. Ponadto ujęcie holistyczne nie powinno być zupełnie oderwane od wyników osiągniętych przez nauki i filozofie szczegółowe - nie chodzi o radykalne cięcie pomiędzy wielkim systemem, a wszystkimi innymi dziedzinami, ale raczej o wzajemne potwierdzanie, inspirowanie, przeformułowywanie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Chodzi o to, by odróżnić pozycję specjalisty i "systemowca". Chociaż są oni zależni, to ich zadania nie są równorzędne. Specjalizacja nie może być celem samym w sobie, ale musi ona służyć ujęciu całościowemu (to ostatnie ma natomiast służyć jako podpora, "uspójnienie" badaniom szczegółowym). Naukowiec czy filozof "specjalista" musi sobie również zdawać sprawę z tego, że zawsze nieświadomie działa na jakimś systemie i dlatego, albo powinien zająć się jego badaniem i "budową", albo powinien skorzystać z tego, który skonstruował ktoś inny - i to raczej nie z tego zgodnego z prywatnym światopoglądem i intuicjami, ale tego, który próbuje zmierzyć się z nowymi problemami. Raczej Hegel niż Platon, gdyż uwzględnia problem historycznych przemian. Raczej Heidegger niż (przynajmniej wczesny) Husserl, gdyż uwzględnia bycie-w-świecie. Ale ostatecznie: raczej samodzielność niż jakikolwiek autorytet.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Na zakończenie chciałbym podzielić się z wami pewną historyjką. To tylko anegdotka, ale mam nadzieję, że da wam do myślenia, tak jak i mi dała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Byłem już po kilku wykładach na temat Heideggera, po lekturze kilku jego tekstów i właśnie skończyłem czytać "Bycie i czas". Któregoś dnia zaczepiłem na korytarzu jednego z wykładowców i zapytałem go: "Doktorze, jak to w końcu jest z tym &lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;gt;&amp;gt;&lt;/span&gt;Byciem i czasem&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;lt;&amp;lt;&lt;/span&gt;? Heidegger przyjmuje tam stanowisko subiektywistyczne czy obiektywistyczne?". W odpowiedzi usłyszałem: "Panie Czarku, niech pan wreszcie skończy myśleć kategoriami ze &lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;gt;&amp;gt;&lt;/span&gt;Wstępu do filozofii&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&amp;lt;&amp;lt;&lt;/span&gt; Stępnia."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-2542424400648560237?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/2542424400648560237/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/02/holizm-czyli-o-sabosciach-filozofii.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2542424400648560237'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2542424400648560237'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/02/holizm-czyli-o-sabosciach-filozofii.html' title='Holizm, czyli o słabościach &quot;filozofii analitycznej&quot;'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-6845144233075526235</id><published>2012-01-31T23:42:00.000-08:00</published><updated>2012-01-31T23:42:30.261-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aforyzmy'/><title type='text'>LVII</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Gdy ktoś niezbyt zamożny wybierze się do wykwintnej restauracji, by ucieszyć - choć skromnie - swe podniebienie: nikt nie spogląda i nie myśli o nim z taką pogardą, jak kelner - ten, który &lt;u&gt;tylko podaje&lt;/u&gt; i sam nigdy, w takich miejscach, nie jada.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Młodzi smakosze mądrości - chciałbym wam dać i tę radę: strzeżcie się kelnerów ducha! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-6845144233075526235?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/6845144233075526235/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/lvii.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6845144233075526235'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6845144233075526235'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/lvii.html' title='LVII'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-1869251110429374404</id><published>2012-01-25T02:35:00.000-08:00</published><updated>2012-01-25T02:35:28.987-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ontologia'/><title type='text'>Perspektywizm i antysubstancjalizm</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;W komentarzach do etyki immanentnej i hierarchicznej pojawiało się czasem pojęcie "perspektywizm". Chciałbym nieco przybliżyć to, co się pod nim kryje. Konieczne jednak jest by wpierw powiedzieć kilka słów na temat antysubstancjalizmu (tak, jak go rozumiem).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;ANTYSUBSTANCJALIZM&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Antysubstancjalizm nie jest idealizmem, solipsyzmem, czy antymaterializmem. To, że nie ma substancji, nie oznacza, że są tylko iluzje, ułudy. Oznacza to, że nie ma stałego, niezmiennego podłoża (substratu) wszelkich zmian. Ojcem antysubstancjalizmu nie jest Berkeley, lecz Heraklit. Antysubstancjalizm to ontologia dla zmiany, dla nieustannego ruchu, stawania się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Przemianie ulega tu zarówno to, co można by nazwać "formą" (jakaś struktura, czy "terytorium"), jak i to, co można by nazwać "materią" (ale nie jest to klasyczne, ani potoczne pojęcie materii, już prędzej chodziłoby o siłę, czy energię). (Możliwe są również ontologie antysubstancjalistyczne, w których "materia" i "forma" "zlewają" się, pochodzą od czegoś bardziej pierwotnego.)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Jest to również ontologia, w której pierwotne nie są jakieś "rzeczy", "istoty", lecz relacje. Przywołajmy pierwociny antysubstancjalizmu: strukturalizm (pierwociny, ponieważ jest tam element relacji, ale element zmiany jeszcze niedomaga). Niech to będzie nawet zupełny początek: strukturalistyczne językoznawstwo. Co pokazuje de Saussure? Że litery same w sobie nie mają żadnego "znaczenia", żadnej "istoty", że te zostają im nadane dopiero przez relacje. Miejsce w strukturze jest ważniejsze niż to, co je zajmuje, to ono wyznacza "istotę". Dźwięk &amp;gt;a&amp;lt; sam przez się nie ma żadnej "istoty", uzyskuje ją dopiero w odróżnieniu od innych dźwięków (artykułowalnych &amp;gt;be&amp;lt;, &amp;gt;ce&amp;lt;, itd. oraz nieartykułowalnych), a także w odróżnieniu od braku jakiegokolwiek dźwięku. Tak samo zbitka dźwięków, np. &amp;gt;k&amp;lt; + &amp;gt;o&amp;lt; + &amp;gt;t&amp;lt; [kot], czy ma jakieś znaczenie, czy sama w sobie wskazuje na jakiegoś, żywego lub wyobrażonego kota? Nie. Uzyskuje je dopiero w odróżnieniu od innych dźwięków (czy ich braku) ORAZ w skutek arbitralnego połączenia z "umysłową reprezentacją" tego, do czego ma się odnosić [fachowo: znak to połączenie znaczonego i znaczącego].&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Antysubstancjalizm, jaki mnie interesuje, idzie o tyle dalej, że wprowadza również zasadę zmiany samych "miejsc struktury", samych relacji. Jak i zmiany "materii", która je wypełnia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nie jest to oczywiście stanowisko jednolite - mogą być jego odmiany "idealistyczne" i "materialistyczne", "dualistyczne" i "monistyczne". (Wystarczy porównać zmianę, jaka zaszła u Deleuze'a pomiędzy "Różnicą i powtórzeniem", a "Kapitalizmem i schizofrenią". Pisze o tym Herer w swojej "monografii".)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;PERSPEKTYWIZM&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Perspektywizm nie jest relatywizmem. To, że nie ma platońskiego świata idei, aczasowych istot, że wszystko staje się, że zamiast niezmiennej substancji są zmienne siły, nie oznacza, że "wszystko wolno", że to jaki jest świat zależy od zachcianki "subiektu", że jeśli wyjdę na drogę i będę mocno wierzył, że samochód mnie nie potrąci, tylko przeniknie przeze mnie, to tak się stanie. Wola mocy nie oznacza jakiejś nadprzyrodzonej "siły woli".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Co zatem oznacza perspektywizm? To konsekwencja antysubstancjalizmu. Nie ma istot, lecz są "formy", które mogą być "wypełnione" przez różne siły. I o tyle istnieją "różne prawdy" - inna, dla każdej z sił.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Używając Heideggerowskich terminów (ale nie pojęć!) można by powiedzieć: byt ("forma") jest zawsze "ten sam", ale wypełniają go różne bycia ("materie", siły różnego typu). A dokładniej: zawsze współistnieją w nim wszystkie typy sił, ale różne z nich mogą być dominujące i wówczas różna jest "istota" "tego samego" bytu. [Widzicie ilu cudzysłowów wymaga język tradycyjnej metafizyki? ;) ]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Za przykład niech nam posłuży to, co pisałem w "etyce hierarchicznej". Istnieją cztery różne typy sił [Deleuze by powiedział, że mieszam tu typy i jakości, ale pomińmy to na razie]: afirmatywne-aktywne, afirmatywne-reaktywne, negatywne-aktywne i negatywne-reaktywne. Jeśli teraz zechcemy zapytać "jaka jest istota człowieka?" ["Co...?"] to należy odpowiedzieć, że jest to źle postawione pytanie: nie ma żadnej, ustalonej raz na zawsze, istoty człowieka. Człowiek jest różny (nie w tym sensie, że "każdy z nas jest inny" - poruszamy się w końcu w krainie "abstrakcji" i o czym innym mówimy), zależnie od tego, jaki typ sił w nim dominuje. Należałoby raczej zapytać "jaka wola (ale nie chodzi oczywiście o wolę jednostkową, psychiczną, ale o wolę mocy jako zasadę ontologiczną) kryje się w tym człowieku?", "czego ta wola chce?" ["Kto...?"]. Jeden będzie przedstawicielem typu dostojnego, inny kapłańskiego, jeszcze inny cynicznego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ale to nie ogranicza się tylko do ludzi. Swojej istoty nie mają również społeczeństwo, religia, moralność, nauka czy sztuka. Oznacza to, że nie każda religia jest "zła" (z punktu widzenia nietzscheańskiego), może bowiem istnieć taka, którą władają siły afirmacji i aktywności (Nietzsche widział je w kulcie Dionizosa). Sztuka może być petryfikująca lub wyzwalająca stawanie-się. Itd.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Cały "trick" polega na tym, że te siły nie zamykają się wyłącznie w "formie", którą wypełniają (np. religii, człowieku czy sztuce), ale "oddziałują" na siebie na wzajem (byt jest otwarty) tworząc wielki splot (kłącze). To jakiego typu siła dominuje np. w "fenomenie" religii, nie zależy wyłącznie od sił wypełniających religię, ale również od tych, które wypełniają pozostałe "fenomeny". Człowiek afirmatywny i aktywny może przemienić afirmatywną-reaktywną sztukę w aktywną, ale sam może również zostać przemieniony przez nią w negatywnego-aktywnego itp.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ale to, że człowiek może zmienić "istotę" jakiegoś zjawiska, nie oznacza, że zrobi on to za sprawą jakiejś magicznej mocy, "siły woli", "immanentnych" obrazów świadomości, powierzchownego chcenia. Dokonać się to może raczej po przez czyn, którego świadomość (może) ale nie musi być częścią - i to nie najważniejszą częścią. Czyn, działanie należy raczej do dziedziny "nieświadomości" - do dziedziny tworzenia i eksperymentu. Sztuki nie zmieni się wyłącznie uświadamiając sobie jasno i wyraźnie jej istotę i to, co trzeba zrobić, ale przede wszystkim trzeba robić: malować, komponować, rzeźbić, nawet bez świadomości, że dokonuje się przełomu. By dokonać przełomu w fizyce nie trzeba być wcale utytułowanym akademikiem, który publikuje artykuły naukowe w najlepiej punktowanych czasopismach - można być "garażowym", nieco obłąkanym wynalazcą, który nie zna dobrze wszystkich teorii i wzorów, bo zamiast studiować książki woli obserwować wodę w strumieniu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Perspektywizm ma również bardziej "jednostkowy" wymiar. Np. religię "opanowaną" przez siły afirmatywne-reaktywne inaczej będzie postrzegał i oceniał człowiek o typie afirmatywnym-aktywnym, inaczej o afirmatywnym-reaktywnym itd. Oznacza to, że nie ma żadnego transcendentnego punktu, w którym mógłby umieścić się podmiot, by stamtąd obiektywnie poznawać świat. Jesteśmy częścią rzeczywistości wokół nas i zawsze jesteśmy w nią zaangażowani. To właśnie kryje się w Nietzscheańskiem zamiarze usunięcia miejsca po Bogu, w tezie o Immanencji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Prawda - klasycznie rozumiana (wraz ze wszystkimi założeniami, jakie się kryją w jej definicji) - nie istnieje. Możemy - to pierwsza opcja - wyłącznie wierzyć, że "nasza prawda", jest świętą i absolutną Prawdą (mieszkającą w jakiejś platońskiej sferze idei).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ale jeśli prawdy nie ma, to czym jest ten tekst? Relatywizm uderza sam w siebie i siebie obala. Ale nie jesteśmy w królestwie relatywizmu. Jest jeszcze druga opcja: prawda jako hipoteza = prawda jako (współ)tworzenie ze światem = prawda jako eksperyment. Pozostają nam tylko hipotezy, tylko niepewność, wieczna podejrzliwość wobec samych siebie. Ale "za to" otwiera się przed nami cała dziedzina tworzenia (ale pamiętajmy: tworzenie zawsze dotyczy czasu przyszłego, nigdy nie tworzymy wstecz, tworzenie nie jest "fałszywą" interpretacją): skoro świat jest nieskończonym stawaniem się, stawajmy się wraz z nim, wyzwalajmy filozofią stawanie się, a wówczas, chociaż "formalnie", "strukturalnie" nasze "sądy" zbliżą się do "rzeczywistości" i osiągamy prawdę. [Na uwadze trzeba mieć oczywiście całą teorię tworzenia/stawania się jaka za tym stoi: a w jej skład wchodzi m.in. odniesienie do "tego, co było", do "przeszłości". Filozofia - jako teoria i dążenie do "prawdy" - to nie tylko projekt (stawanie się), ale też opis i znajomość dziejów.]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;[Pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię: powyżej przedstawiam jedynie prostsze z dwóch zagadnień: zmianę "przedmiotu" wywołaną zmianą "materii", która wypełnia daną "formę". Pomijam zagadnienie trudniejsze: zmianę samej "formy", a więc pozorność istnienia "przedmiotu". Chodziłoby tu o coś takiego, jak w badaniach Foucaulta - pokazuje on, że nie istnieje "sam w sobie" taki "przedmiot", jak np. &lt;i&gt;szaleństwo&lt;/i&gt; (jedynie wypełniane różnymi siłami), ale że "przedmiot" ten, ta "forma" jest powoływana do "życia" przez specyficzny dyskurs, specyficzną &lt;i&gt;episteme&lt;/i&gt; i bez niej nie istnieje. Tak jak nie istnieje aczasowa istota "idei", lecz wypełniająca ją gra sił, powodująca swoiste "istoczenie", tak samo nie istnieje sama aczasowa "idea", "przedmiot", "forma", ale mamy do czynienia z genezą form.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Oczywiście nie oznacza to, że empirycznie nie istnieje żaden "przedmiot": szaleństwo, religia, czy człowiek. Aby być bardziej precyzyjnym należałoby zrezygnować z całego tego quasi-arystotelesowskiego języka materii i formy, na rzecz języka transcendentalizmu: podziału na pole transcendentalne, z jego (historycznymi) warunkami możliwości oraz sferę empiryczną, z jej zjawiskami. Albo w ogóle zrezygnować z podziału na "głębię" i "powierzchnię", jak marzyło się Foucaultowi w "Archeologii wiedzy", a czego próbowali dokonać Deleuze i Guattari w obu tomach "Kapitalizmu i schizofrenii". Ale to już materiał na inne rozważania i inny wpis.]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;NIETZSCHE&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Często słyszę głosy, że pisma Nietzschego są pełne sprzeczności. Że raz mówi on o czymś jedno, drugi raz coś zupełnie innego, przeciwstawnego. Raz kocha, raz nienawidzi Wagnera, raz podziwia Żydów, raz oskarża ich o zatrucie ducha, raz jest dumny z bycia Niemcem, raz wypiera się swojego pochodzenia itd.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Fakt. Pisze takie rzeczy. Ale czy to oznacza sprzeczności? Albo zdradza objawy choroby psychicznej, na którą później zapadł? Nie! Raczej świadczy o czytelniku: o powierzchowności lektury, manii etykietkowania, a czasem wręcz niechęci myślenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nietzsche po prostu działa jak na symptomatologa przystało: wydobywa wielość, różnorodność (sił) tkwiącą w zjawisku. Bo nie ma jednej, aczasowej, niezmiennej istoty Wagnera, Żydów, Jezusa, filozofii, Niemców, religii, sztuki, nauki (itd., itd., itd.), ale kryjąca się pod tą "istotą" wielość sił i ich wzajemna "gra" (tą grą - jako rozciągniętym w czasie procesem - zajmuje się genealogia). &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;INTERPRETACJA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;"Wszystko jest interpretacją" - pisze Nietzsche w jednym z aforyzmów mającym wchodzić w skład planowanego dzieła o tytule "Wola mocy". Często przywołuje się te słowa. Gdy chce się wykpić niektórych XX-wiecznych (zwłaszcza francuskich) myślicieli, albo - przeciwnie - gdy chce się usprawiedliwić swoje bezpłodne, pełne pustych metafor, pseudoliterackie artykuły.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Cóż jednak Nietzsche miał na myśli? Czy swobodę mówienia i "myślenia" (reprezentowania w świadomości) o czymś? Nie... Raczej to, że nie ma żadnych niezmiennych istot, a tylko "puste" "formy", które w toku dziejów wypełniały różne siły... i które może wypełnić również nasza (nie na poziomie "wyobrażenia", "chcenia", ale raczej "czynu").&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nie ma jednej Prawdy, bo nie ma  zewnętrznego wobec świata miejsca, z którego można by go poznawać i  oceniać. Jest za to "wiele prawd", tak wiele, jak wiele jest perspektyw,  z których spoglądamy na świat (nie chodzi mi o perspektywy  "epistemiczne"/"ontyczne", lecz "ontologiczne"), bo jest tylko ten świat, nic poza nim. Jeden będzie widział i oceniał dany "fenomen" (sztukę, religię, a nawet konkretniej: danego muzyka, określone wyznanie, czy nawet jego odłam, partię polityczną, sąsiada...) tak, drugi inaczej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ale Nietzsche pisze coś jeszcze: należy udać się w góry. Im wyżej i dalej od wszystkiego jesteś, tym twoja perspektywa jest czystsza i obejmuje więcej... Perspektywizm nie oznacza, dla mnie, równości wszelkich perspektyw... Wierzę, że istnieje hierarchia poznania i działania... &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Chociaż wciąż możliwa jest wielość dróg, wielość perspektyw (a nie, jak chciał Peirce, nieskończone przybliżanie się do jednej Prawdy)...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-1869251110429374404?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/1869251110429374404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/perspektywizm-i-antysubstancjalizm.html#comment-form' title='Komentarze (38)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/1869251110429374404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/1869251110429374404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/perspektywizm-i-antysubstancjalizm.html' title='Perspektywizm i antysubstancjalizm'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>38</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-4451802237701006767</id><published>2012-01-18T05:24:00.000-08:00</published><updated>2012-01-31T23:23:51.865-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aforyzmy'/><title type='text'>LI</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ogląd - Ogląd potrzebuje miejsca z daleka od tego, czemu chcemy się przyjrzeć. Poza dobrem i złem jest właśnie takim &lt;u&gt;miejscem&lt;/u&gt;. &lt;u&gt;Nie jest rezygnacją z wartości&lt;/u&gt; ("moralnych"), lecz spokojnym przyjrzeniem się im z dystansu - po to, by je ocenić i, jeśli trzeba, rozbić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Być może i dla Rozumu, dla świadomości potrzeba dziś takiego miejsca. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-4451802237701006767?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/4451802237701006767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/li.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4451802237701006767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4451802237701006767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/li.html' title='LI'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-8384278470422713344</id><published>2012-01-11T11:06:00.000-08:00</published><updated>2012-01-11T11:20:46.119-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><title type='text'>Haystack</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Dzisiejszy wpis będzie nieco luźniejszy, bardziej pamiętnikowy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Jakieś 6 lat temu, jeszcze na informatyce, poszedłem na domówkę do ledwo co znanych ludzi. Przyszedł tam też koleś - chudy, w długich włosach. Miał gitarę. Siadł na kanapie i zagrał kilka prostych dźwięków. Nie jestem w stanie opisać, co wtedy poczułem. Mój umysł otworzył się na nowe doznania - każdy dźwięk przywoływał obrazy, silne i wyraźne, niczym po zażyciu środków psychoaktywnych. Pierwszy raz przytrafiło mi się coś takiego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Następnego dnia dociekałem źródła. Dotarłem na pewną, nie istniejącą już, stronę internetową, z wrzuconymi mp3-kami i tekstami. Pobrałem wszystkie kawałki. Większość była krótka - po 2-3 minuty. I działały na mnie dokładnie tak samo jak te kilka dźwięków, które usłyszałem na imprezie. Gdybym nie był starym ateuszem napisałbym o objawieniu i doznaniach mistycznych - ponieważ słowa nie są w stanie wyrazić wprost głębi świata wokół i skazują nas na wiecznie niedoskonałe metafory.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Na tamtej stronie był też adres e-mail. Napisałem niego, otrzymałem odpowiedź i zacząłem "czatować" z osobą "po drugiej stronie". Niedługo później wsiadłem w pociąg i pojechałem 200 km dalej - do nieznanego miasta i nieznanych ludzi, by posłuchać tej muzyki na żywo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Jakiś czas później nasze drogi rozeszły się, rozeszły na długo. Oni przestali komponować, ja pogrążyłem się w innych sprawach. Niedawno ktoś z "drugiej strony" znowu do mnie napisał, znowu gra, znowu komponuje. Myślałem, że już jest stracony. Cieszę się, że się pomyliłem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nie napiszę o tej muzyce w języku perceptów, afektów i kompozycji z uwagi na problem - nie jestem w stanie. Chciałbym tylko przekazać wam ten dar pochodzący z pełni, z nieskończonego nadmiaru jakim jest Życie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/user/haystackdmilith" target="_blank"&gt;http://www.youtube.com/user/haystackdmilith&lt;/a&gt;&amp;nbsp; - oficjalny, często aktualizowany kanał na yt&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://dmilith.verknowsys.com/WebLog/Music_Podcasts/Music_Podcasts.html" target="_blank"&gt;http://dmilith.verknowsys.com/WebLog/Music_Podcasts/Music_Podcasts.html&lt;/a&gt;&amp;nbsp; - log dmilith'a, a konkretnie ta jego część, w której znajdziecie kawałki gotowe i dopiero komponowane&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Szczególnie polecam "Birds of pray", które znajdziecie jako numer 3 w tej paczce&lt;a href="http://the%20needle/" target="_blank"&gt;&lt;/a&gt;:&amp;nbsp;&lt;a href="http://dmilith.verknowsys.com/WebLog/Music_Podcasts/Entries/2011/10/17_The_Needle_%28part_1_of_3%29.html" target="_blank"&gt;The Needle&lt;/a&gt; - nie wiem jak dmilith to zrobił, ale ten nieziemsko zajebisty kawałek, jaki poznałem 6 lat temu, zmienił dziś na jeszcze lepszy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-8384278470422713344?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/8384278470422713344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/haystack.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8384278470422713344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8384278470422713344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/haystack.html' title='Haystack'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-8182193874917028317</id><published>2012-01-04T11:29:00.000-08:00</published><updated>2012-01-04T11:29:01.465-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aforyzmy'/><title type='text'>XXX</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pisanie - Pisanie w pośpiechu nie jest wcale nieprzemyślane, gorsze od pisania powolnego, ostrożnego. Jest nawet przeciwnie! Myśl spisana w pośpiechu bliższa jest namiętności, która ją zrodziła. Bo to właśnie we mnie jest i we wszystkich mówiących, piszących, myślących. &lt;u&gt;Namiętności!&lt;/u&gt; Namiętności, dla których nie mamy słów, nazw, wyrazów, które kotłują się już wcześniej, które &lt;u&gt;nie są obecne&lt;/u&gt; (namiętność niewypowiedziana nie jest czymś obecnym!). Kłębią się i "przemyśliwują" (w pewnym sensie: przed-myśliwują), żyją, szukając "myśli" i słów, które je wypowiedzą, uobecnią, ale i &lt;u&gt;uproszczą&lt;/u&gt;. Filozof jest tym, który nosi w sobie sto namiętności.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Oczywiście są jeszcze "filozofowie" "analityczni". Cóż... stare panny nie bywają namiętne...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-8182193874917028317?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/8182193874917028317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/xxx.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8182193874917028317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8182193874917028317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2012/01/xxx.html' title='XXX'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-4859062188514167263</id><published>2011-12-28T10:34:00.000-08:00</published><updated>2011-12-28T10:34:39.896-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia społeczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Etyka hierarchiczna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;I. KONSEKWENCJA &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wyciągnijmy pewną konsekwencję z etyki immanentnej. Wyobraźmy sobie, że każdy ją przyjmuje i postanawia zgodnie z nią żyć (lub inaczej: pokażmy, kto nie jest w stanie jej zaakceptować). Dochodzi tu do dwóch selekcji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Po pierwsze: "odrzuceni" zostają wszyscy ludzie niezdolni tworzyć (to słowo nie oznacza ani przetwarzania, kopiowania, ani mechanicznego produkowania, ani bezmyślnej pogoni za nowością, nonkonformizmu wyrastającego ze zwykłej woli zaprzeczania). Każda jednostka, której egzystencja ogranicza się wyłącznie do podtrzymywania swojej wegetacji, pasożytowania na innych, odbierania innym sił i petryfikowania zastanego porządku ujawnia swój brak wartości - brak wewnętrznej mocy, brak "zdolności" do "prawdziwego" chcenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Po drugie: "sprawdzian" wiecznego powrotu. Jeśli nawet jesteś w stanie tworzyć, ale nie jesteś w stanie afirmować swojego chcenia, po przyjęciu immanentnej etyki czeka cię nieskończona bierność. Za każdym razem, kiedy będziesz podejmował jakieś zadanie i zastanowisz się, czy chcesz go do potęgi "n-tej" (a nie jesteś do tego zdolny), czeka cię wahanie i - ostatecznie - rezygnacja. Jakość twojej siły jest "kiepska" - negatywna, a nie afirmatywna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Tym samym okazuje się, że etyka immanentna jest etyką hierarchiczną - wprowadza do świata różnicę, nierówność. Nie jest to jakiś sztywny, dziedziczny system kastowy. A co najważniejsze: zasada podziału jest wewnętrzna (immanentna), a nie zewnętrzna (transcendentna). Nie decyduje ani urodzenie, ani jakiś objawiony, teologiczny porządek, ani grubość portfela, ani siła fizyczna, ani uznanie innych ludzi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ch&lt;span style="font-size: small;"&gt;ociaż Immanencja oznacza płaski świat: świat bez Transcendensu, z usuniętym nie tylko Bogiem, al&lt;/span&gt;e i miejscem po Bogu - to zarazem nie jest to świat demokracji, świat równości. Jak napisałem w innym miejscu: nomada rozumie Hierarchię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;II. CZTERY TYPY&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Przedstawione w pierwszej części wpisu selekcje mogą sugerować istnienie trzech typów: reatywnego, aktywnego-afirmatywnego i aktywnego-negatywnego. Jednak tak naprawdę (co, mam nadzieję, sugeruje wpis "Zarys etyki immanentnej") pierwszy z powyższych dzieli się również na dwa: afirmatywny i negatywny. W sumie dostajemy cztery ogólne typy (wśród których mogą jeszcze zachodzić pewne podziały, ze względu na dodatkowe czynniki - podam kilka przykładów, ale nie będę zbytnio rozwijał tego wątku):&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;u&gt;afirmatywny-aktywny&lt;/u&gt; - jest to typ zdolny samemu (z własnego "wnętrza") wyznaczać sobie cele, tworzyć wartości i je realizować, działać zgodnie z nimi. Tu zaliczają się Nietzscheańscy: członek rasy panów, człowiek dostojny, nadczłowiek.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;u&gt;afirmatywny-reaktywny&lt;/u&gt; - jest to typ zdolny realizować pewne cele i wartości, działać, "samodzielnie" podejmować wysiłek, jednakże jest nie-twórczy, dba on o zachowanie &lt;i&gt;status quo&lt;/i&gt; lub przynajmniej swoje cele i wartości bierze z zewnątrz. Ponieważ twórczość i aktywność wiążą się z życiem, nie-twórczość, reaktywność odsyłają do negowania życia, odbierania mu wartości. Zaliczyłbym tu ascetę, kapłana i nihilistę "czynnego".&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;u&gt;negatywny-aktywny&lt;/u&gt; - chce twórczo działać, pragnie "nowości", "rewolucji", "nonkonformizmu", kreacji, ale nie przechodzi "sprawdzianu chcenia do potęgi n-tej", przez co ostatecznie pozostaje "bierny". Zaliczyłbym tu człowieka z "nieczystym sumieniem" i człowieka "bezsilnego".&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;u&gt;negatywny-reaktywny&lt;/u&gt; - nie chce działać, nie chce nic zmieniać, ostatecznie nie chce już niczego: jest dobrze tak jak jest, niech tak zostanie. To Nietzscheański bierny nihilista, "ostatni człowiek" - współczesny cynik, "liberalna ironistka".&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;U Deleuze'a - w "Nietzsche i filozofia" - pojawia się bardzo podobny podział i omówienie, z wynikami zebranymi w tabelkę. Istnieje jednak pewna różnica pomiędzy moim i jego podziałem. Deleuze sprowadza wszystko do dwóch typów: afirmatywnego, w którym umieszcza to, co ja w typie pierwszym oraz negatywnego, w którym umieszcza trzy pozostałe. Chociaż wydobywa on dzięki temu pewne, istotne elementy koncepcji Nietzschego, to myślę, że równocześnie zapoznaje inne (a wynika to, być może, z tego, że rozważania Deleuze'a prowadzone są z pozycji, z perspektywy, jednego z tych typów).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną kwestię. To nie podział wyłącznie typów ludzkich, ale typów sił. Może tyczyć się on różnych kwestii, np. społeczeństw. Do pierwszego typu być może należałoby zaliczyć te społeczności (a raczej: tylko jedną z ich klas), w ich wczesnych etapach, które powstały poprzez najazd silnych barbarzyńców na ludy osiadłe. Drugi to teokracje, czy państwa średniowiecznej Europy. Trzeci - może państwa oparte na buddyzmie, albo zachodnie demokracje po II wojnie światowej. Czwarty - współczesna, neoliberalna demokracja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wszystko to są oczywiście pewne "typy idealne", a raczej: powyższe przyporządkowanie było grubymi nićmi szyte. Chciałem nim zasugerować pewne analogie, ale przede wszystkim pokazać pewną "naiwność" takiego podziału. Ukazanie typów i jakości sił w bycie społecznym wydobywa coś, co mogłoby pozostać ukryte w przypadku mówienia o człowieku. Wiara w duszę, w podmiot, w ja sprawia, że uznajemy pewną prostotę: albo jesteś tym, albo innym typem sił (to właśnie ta, wspomniana przed chwilą, naiwność). Nie zaryzykujemy jednak takiej prostoty mówiąc o społeczeństwie: przecież we współczesnej, neoliberalnej demokracji nie każdy jest "ironistką", a w średniowieczu nie każdy był kapłanem czy ascetą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;W rzeczy samej! Chodzi o to, że każdy byt składa się z wielu takich typów sił, które są w nieustannym konflikcie. Ale też zawsze jedna z tych sił staje się dominująca i podporządkowuje sobie pozostałe - dlatego pewnych ludzi czy pewne społeczeństwa można zaliczyć do tego, a nie innego typu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Jako przykład posłuży mi typ negatywny-aktywny. Pomyślmy najpierw o jego genealogii: skąd on się bierze? Wyjdźmy od Nietzscheańskiej hipotezy "stanu pierwotnego": ludzie dzielą się na aktywnych Panów i reaktywnych Niewolników. Niewolnik jest zbyt słaby, by przeciwstawić się panu, dlatego zemstę, której pragnie, przenosi poza świat - w świat fantazji, czy wreszcie w religijny zaświat. Wreszcie dochodzi do buntu niewolników: wyłania się Kapłan - czyli ten, który jest zbyt słaby by przeciwstawić się sile Pana i dlatego, by wygrać, musi mu ją odebrać: staje się "siewcą zarazy", czyni wolę chorą, aktywne siły zwraca przeciwko nim samym i czyni je reaktywnymi, osłabia życie. Tutaj wyłania się cała Nietzscheańska krytyka judeo-chrześcijaństwa: grzech pierworodny, jako teza, że człowiek z urodzenia jest zły i musi się podporządkować czemuś zewnętrznemu wobec siebie, że nie może działać sam z siebie, ale zgodnie z tym co nakazują "tablice", sumienie - jako "wewnętrzny kapłan", instancja kontrolująca czyny, itd. Kapłan (siły afirmatywne-reaktywne: zdolne działać, jednak działające zawsze w oparciu o to co zewnętrzne i przeciwko temu, co "samowolne") podważa wartość Pana i czyni z niego Nieczyste Sumienie. Człowiek o "nieczystym sumieniu" jest tym, który jest zdolny do twórczego działania i pragnie twórczego działania, ale nigdy nie będzie go w stanie podjąć, ponieważ nie afirmuje swojego chcenia. Jego sumienie zawsze pyta go: "czy to na pewno dobre?", "czy na pewno tego chcesz?", "czy to na pewno aktywne? a może to w istocie jest reaktywne, może to co uważasz za rewolucyjne tylko podtrzymuje &lt;i&gt;status quo&lt;/i&gt;?". Ostatecznie nie podejmie on żadnego aktywnego działania, z obawy o to, że postąpi źle. By nie ryzykować będzie wolał działać tak, by nie naruszać wolności innych, przyjmując powszechną równość. Będzie marzył o "Napoleonach", ale wszędzie będzie widział co najwyżej "Hitlerów". Będzie kochał człowieka przyszłego, wyższego, nadczłowieka, ale nigdzie go nie dostrzeże, nikomu nie przyzna tego miana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Tak właśnie widzę stan zachodnich demokracji po XX-wiecznych totalitaryzmach: zmiana może być tylko zmianą na gorsze, przyjęcie jakiejkolwiek nierówności, wyznaczanie ludziom celu doprowadzi nas znowu do obozów koncentracyjnych. W takim społeczeństwie istnieją oczywiście trzy pozostałe typy. Negatywny-reaktywny będzie akceptowany, ponieważ jest niegroźny - nie chce zmian, rewolucji, nie grozi zatem totalitaryzmem. Aktywny-reaktywny jest akceptowany o tyle, o ile swoją aktywność podporządkowuje wartościom demokratycznym: walczy o prawa człowieka tam, gdzie są one łamane. Jeśli jednak aktywny-reaktywny wyznaje "stare wartości", jest konserwatywno-narodowo-religijny, o tyle jest nadzwyczaj groźny - jest fanatyzmem, jest homofobią, jest rasizmem, sprzeciwia się emancypacji kobiet, multikulturalizmowi (chętnie wskażemy muzułmanów, ale i na naszym, chrześcijańskim podwórku, znajdziemy dziś jeszcze różnych "rydzyków"). Podobnie ambiwalentny jest stosunek takiego społeczeństwa do człowieka afirmatywnego-aktywnego: będzie nadzieją, będzie tym, na którego z utęsknieniem się czeka, ale zarazem nigdy mu się nie zaufa. Każdego afirmatywnego-aktywnego będzie podejrzewało się o bycie afirmatywnym-reaktywnym (w wersji "fanatycznej") i w związku z tym będzie się go zatruwało nieczystym sumieniem by doprowadzić go do stanu negatywnego-aktywnego, czyli: demokraty. Każdy, kto zna swoją wartość, kto dobrze o sobie myśli, będzie od teraz podejrzany.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Co istotne: żaden z tych typów nie będzie ukazywał siebie w złym świetle, mówiąc inaczej: zawsze będzie ukazywał siebie jako najlepszy z możliwych. Średniowieczny feudalizm będzie siebie uzasadniał mówiąc o ustanowionym przez Boga porządku. Społeczeństwo negatywne-aktywne powie: "może i demokracja jest zła, ale lepszego systemu nie wymyślono".&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;III. HIERARCHIA &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wróćmy jeszcze do kwestii hierarchii: w oparciu o dwie zasady podziału dosyć łatwo wskazać najbardziej i najmniej wartościowy (dla etyki immanentnej) typ - są to, odpowiednio, afirmatywny-aktywny i negatywny-reaktywny. Co jednak z dwoma środkowymi typami, jakie "pozycje" im przyznać? Przyznaję, że jest to dla mnie problem, że wciąż się waham. Sprawa nie jest błaha, gdyż to, jakiej udzieli się odpowiedzi, wiąże się z tym, jaką kondycję człowieka się przyjmie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Dla przykładu Deleuze [!!! przyznaję, że opieram się tu na książkach Herera oraz Tormey'a i Townshenda, ponieważ jestem dopiero w trakcie lektury "Kapitalizmu i schizofrenii"] lepiej by ocenił typ negatywny-aktywny. Uznaje on, że każdy człowiek z "istoty", z "natury" jest aktywny, a dopiero pod wpływem społeczeństwa, które blokuje jego naturalną witalność, staje się reaktywny. O tyle likwidując (ew. zmieniając) maszynę społeczną, uwolnimy ludzi od działających nań mechanizmów, które czynią ich reaktywnymi. Przez pryzmat tej teorii typ negatywny-aktywny, po zlikwidowaniu maszyny społecznej, na powrót stałby się afirmatywnym-aktywnym. Rozpoczęty przez Kapłanów proces (osłabianie woli) zostałby odwrócony. Typ negatywny-aktywny jest zatem bliski afirmatywnemu-aktywnemu, natomiast typ afirmatywny-reaktywny jest sługą (ale zarazem i ofiarą) maszyny społecznej, i o tyle jest "wrogi" Deleuze'owi. [To uzasadniałoby, tak myślę, tabelkę z "Nietzsche i filozofia".]&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Z drugiej jednak strony, przyjrzyjmy się temu, co pisał Nietzsche: niejednokrotnie wskazywał on na pewną wartość kapłana, ascety, aktywnego nihilisty - mówił nawet, że są oni maskami, jakie musiał przywdziewać filozof (i o tyle, sam nimi był). Tę ambiwalencję widać w Zaratustrze: choć u Nietzschego jest on tym, który zapowiada nadejście nadczłowieka, to jako postać historyczna jest on przecież tym, który wprowadził monoteizm owocujący ostatecznie chrześcijaństwem. Również ten smutek, za "człowiekiem wyższym" (który, w dużej mierze, klasyfikuje się jako negatywny-aktywny), ta sugestia braku nadziei dla niego... Do tego jeszcze to, co pisał - biorąc to od Nietzschego z resztą - Deleuze o "przyśpieszaniu procesów" [i o tyle: albo odczytania Herera i innych są błędne, albo Deleuze "sam siebie nie zrozumiał"!] - procesów nie należy zatrzymywać, nie należy ich zawracać, ale przyśpieszać by doprowadzić je do ich ostatecznej konsekwencji. Na końcu procesu, jakim jest Nieczyste Sumienie (ten, którego wola została zarażona, który obawia się chcieć) jest Ostatni Człowiek (ten, którego wola umarła, ten, który niczego już nie chce). Natomiast w wypadku typu afirmatywnego-reaktywnego jest tak, że Kapłan (ten, który chce uśmiercić wszystkich aktywnych) przeradza się w Nihilistę Czynnego (tego, który chce uśmiercić cały świat), a ten... Nietzsche pisze, że lepiej "chcieć nic" niż "nic już nie chcieć"... Chociaż Nihilista Czynny chce Nicości, to jednak wciąż jeszcze chce, &lt;u&gt;wciąż jest zdolny do chcenia&lt;/u&gt; i o tyle może przerodzić się w typ afirmatywny-aktywny. Tak przynajmniej to rozumiem: od tego, który chciałby być twórczy, chciałby działać, ale nie jest w stanie, lepszy jest ten, który nie chce być twórczy, ale wciąż chce, jest zdolny chcieć, działać. Lepszy jest zbuntowany niewolnik, niż pan, który dał się zniewolić (czy też: lepszy jest owoc pierwszego z tych procesów). W związku z tym wyżej należałoby umieścić typ afirmatywny-reaktywny (i tak zrobiłem w początkowym wyliczeniu).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Za poglądami Deleuze'a kryje się, tak by wynikało z tych rozważań, uznanie człowieka za "dobrego" (a dokładniej: aktywnego, twórczego, witalnego) z natury. Co wynika z tego, za czym ja się opowiadam? Czy - tak jak w judeo-chrześcijaństwie - człowiek zły (tam: grzeszny) z natury? Nie. Raczej człowiek z natury różny, nie-równy. Nazywam to &lt;u&gt;różnicą antropologiczną&lt;/u&gt; (termin ten pojawia się również u B&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;ö&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;hmego, ale kryje się za nim zupełnie inne pojęcie).&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;IV. UWAGA KOŃCOWA &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Chociaż etyka immanentna wskazuje na różne typy ludzkie, to jej zadaniem nie jest ustalenie, kto należy do jakiego, by w ten sposób stworzyć odpowiednie społeczeństwo - np. "wyłowić" tych, którzy będą dobrymi politykami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ocena zależy zawsze od tego Kto (jaka siła, jaka wola) jej dokonuje i nie może tu być mowy o jakimś "obiektywizmie", o jakimś transcendentnym miejscu, do którego można by dotrzeć i stamtąd stawiać diagnozy. To, że ktoś powie "jestem dostojny, działam z immanentnych pobudek", a potem zrobi coś, czemu przyklaśnie ogół &lt;u&gt;nic nie znaczy&lt;/u&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Etyka immanentna ma być wyłącznie testem dla Ciebie samego, twoją prywatną sprawą, etosem, który przyjmujesz wyłącznie, jeśli chcesz (a raczej: jeśli jesteś w stanie). To coś indywidualnego, tak jak indywidualny był dla pewnych grup honor. Chociaż jest to coś dla każdego, nie jest to coś dla wszystkich.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Z drugiej strony - również ci, którzy nie przejdą "testu" twórczości i chcenia do potęgi "n-tej" muszą działać, jakoś działają... Być może potrzeba różnych "moralności" dla różnych typów, np. protestanckiej etyki pracy dla typu negatywnego-aktywnego, który nie potrafi działać sam z siebie, którego do działania trzeba przymusić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ul&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-4859062188514167263?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/4859062188514167263/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/etyka-hierarchiczna.html#comment-form' title='Komentarze (53)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4859062188514167263'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4859062188514167263'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/etyka-hierarchiczna.html' title='Etyka hierarchiczna'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>53</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-2228037776981644084</id><published>2011-12-22T09:01:00.000-08:00</published><updated>2011-12-22T09:01:06.650-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aforyzmy'/><title type='text'>XIX</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wola prawdy - jeżeli ktoś obawia się, że w pewnej teorii czy książce ukryte są polityczne cele, oznacza to jedno: sam ma, własne, polityczne cele.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-2228037776981644084?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/2228037776981644084/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/xix.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2228037776981644084'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2228037776981644084'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/xix.html' title='XIX'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-8610524428776790330</id><published>2011-12-15T06:30:00.000-08:00</published><updated>2011-12-15T06:30:56.978-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia społeczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Zarys etyki immanentnej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Zacznijmy od pewnej, pseudo-Heideggerowskiej zabawy słowem, źródłosłowem, etymologią. Nie po to, żeby popisać się znajomością starożytnej greki - bo jej nie znam -, ale po to, by wprawić pewien termin w ruch, tchnąć w niego nowe życie i nowe znaczenie. Chodzi mi o słowo "etyka", pochodzące od greckiego&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'New Athena Unicode',Gentium,'Palatino Linotype','Lucida Grande',Galilee,'Arial Unicode MS',sans-serif; font-weight: bold;"&gt;ἠθικός&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'New Athena Unicode',Gentium,'Palatino Linotype','Lucida Grande',Galilee,'Arial Unicode MS',sans-serif; font-size: x-small; font-weight: bold;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;(moralny, etyczny), które pochodzi od&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'New Athena Unicode',Gentium,'Palatino Linotype','Lucida Grande',Galilee,'Arial Unicode MS',sans-serif; font-weight: bold;"&gt;ἦθος&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'New Athena Unicode',Gentium,'Palatino Linotype','Lucida Grande',Galilee,'Arial Unicode MS',sans-serif; font-size: x-small; font-weight: bold;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;(charakter; zwyczaj; mieszkanie; ojczyzna). W naszym języku odczuwamy różnicę pomiędzy moralnością (która przywodzi na myśl obyczaj i ogół społeczeństwa) i etosem (który przywodzi na myśl rycerzy i sztywny zbiór zasad). Na wykroczenie wobec moralności możemy często przymknąć oko, ale nieprzestrzeganie etosu zdaje się już czymś poważnym. Obyczaje są czymś zastanym, pośród czego wyrastamy, czymś niezależnym od nas, zaś etos jest czymś, co się świadomie i dobrowolnie przyjmuje. Grecki&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'New Athena Unicode',Gentium,'Palatino Linotype','Lucida Grande',Galilee,'Arial Unicode MS',sans-serif; font-weight: bold;"&gt;ἦθος&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;odsyła do mieszkania, ojczyzny... Jaka jest ta nasza (nas - nowych filozofów) dzisiejsza ojczyzna? Jakie terytorium zajmujemy? Nie jest to już Niebo, Królestwo Transcendencji, ale Ziemia - Wielki Step albo Morze Immanencji. Powody, dla których postępujemy tak, a nie inaczej nie pochodzą już z zewnątrz - z kamiennych tablic, z tradycji, od ludzi wokół czy ze względu na obowiązek -, ale z naszego wnętrza.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;W którymś miejscu Deleuze pisze o Nietzschem pewną rzecz - nie wiem na ile będzie to mój pomysł, na ile Deleuze'a (co z resztą dobrze wkomponowuje się w sposób, jaki uprawiał on "historię" filozofii). Należy przeformułować imperatyw kategoryczny Kanta: nie sprawdzaj czy twoja maksyma (twoje chcenie) może być prawem moralnym, sprawdź czy chciałbyś wiecznego powrotu tego, czego chcesz, czy twoje chcenie ma stopień najwyższy, jest chceniem do potęgi "n-tej". Czy jeżeli zrobisz to, czego chcesz, zawsze i w każdej sytuacji, z dumą przyznasz: "zrobiłem to, bo tego chciałem!" ? Czy będziesz afirmował, to chcenie, po dniach, miesiącach, latach? Czy nawet jeśli zmieni się rząd, zmieni się społeczeństwo, zmienisz się ty sam, chciałbyś tego jeszcze raz, zrobiłbyś to jeszcze raz? Gdyby całość wszechświata miała nieskończoną liczbę razy powracać - za każdym razem taka sama w każdym calu: czy chciałbyś tego? by to chcenie i ten czyn powtarzały się w nieskończoność? Czy też przy pierwszej nadarzającej się okazji wyprzesz się tego czynu - pomyślisz: źle zrobiłem, albo: to grzech chcieć czegoś takiego, to podłe, to nikczemne. Czy będzie "gryzło cię sumienie" z powodu tego czynu? A może nie udźwignąłbyś ciężaru "odpowiedzialności" nieskończonego powracania tego, co zrobiłeś i pragnienia, które za tym stało?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nie chodzi tu o wyparcie się (lub potwierdzenie) czynu przed innymi, ale - tylko i wyłącznie - o wyparcie się (lub potwierdzenie) przed samym sobą. A przede wszystkim: nie chodzi tu o żadną moralną ocenę. Nie jest tak, że do potęgi "n-tej" można chcieć tylko tego, co dobre, a to, co złe nie przechodzi tego testu. Przeciwnie: zarówno tego, co &lt;i&gt;wedle aktualnie panującej moralności&lt;/i&gt;, nazywa się dobrym, jak i tego, co nazywa się złym, można pragnąć w stopniu najwyższym, pragnąć aby powtarzało się w nieskończoność.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ale nie na tym się kończy. (I pamiętajcie: jestem holistą, jeśli coś piszę, to uważam, że sens ma tylko jako całość, we współgraniu wszystkich elementów i krytykowanie jednego z nich, bez powiązania go z całością, mija się z celem.) Należy wprowadzić &lt;i&gt;teraz&lt;/i&gt; pewne nietzscheańskie "równanie": (prawdziwe) chcenie = tworzenie. Za Deleuzem i Guattarim z "Kapitalizmu i schizofrenii": pragnienie jest aktywne, "produktywne", rewolucyjne (w znaczeniu: pragnienia "nowego", "innego"). A dokładniej: chcenie, aby przez etykę immanentną było "oceniane" pozytywnie, musi być chceniem twórczym. Wyjaśnię to na przykładzie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Jakiś czas temu gdzieś usłyszałem lub wyczytałem, że popularną praktyką wśród chińskich naukowców jest popełnianie plagiatów. I pomyślałem sobie tak: czy ja popełniłbym plagiat? Gdybym miał 100% pewności, że nikt się nigdy nie dowie, że popełniłem plagiat, a dzięki temu plagiatowi zdobyłbym potrzebne punkty - do kolejnego stopnia naukowego - i jakieś pieniądze, to czy bym go popełnił? I odpowiedziałem sobie: nie. Ale nie dlatego, że to grzech (kradzież), albo, że nie mógłbym z tego uczynić prawa moralnego, albo, że byłoby to nieużyteczne społecznie itp. Jedynym powodem jest to, że zajmuję się nauką (filozofią) ponieważ tego &lt;i&gt;chcę&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i &lt;i&gt;chcę&lt;/i&gt;&amp;nbsp;być twórczy, &lt;i&gt;chcę&lt;/i&gt;&amp;nbsp;wnieść jakiś wkład od siebie - nie dla punktów, tytułów, pieniędzy, czy społeczeństwa, ale wyłącznie dla samego siebie. Zajmuję się tym bo chcę, bo mnie to "interesuje" i nie obchodzą mnie żadne zewnętrzne czynniki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wracając do języka nietzscheańskiego należałoby takie chcenie nazwać aktywnym, chcenie "chińskich naukowców" zaś - reaktywnym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Przekonujemy się tym samym, że etyka immanentna jest etyką nietzscheańską. Chcenie możemy afirmować lub negować, ono samo może zaś być aktywne lub reaktywne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Jest to etyka immanentna, ponieważ liczy się wyłącznie to co "w naszym wnętrzu", nie zaś jakieś zewnętrzne nakazy, przykazania, normy. To twoja sprawa, czego chcesz i co robisz. Liczy się wyłącznie czy afirmujesz to i czy jest to aktywne, twórcze. Jest immanentna również dlatego, że nie jest moralnością, w której wyrosłeś i którą ci narzucono, ale "etosem", który sam, dobrowolnie przyjąłeś, którego chcesz (i nie ma w tym żadnego obowiązku).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-8610524428776790330?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/8610524428776790330/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/zarys-etyki-immanentnej.html#comment-form' title='Komentarze (61)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8610524428776790330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8610524428776790330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/zarys-etyki-immanentnej.html' title='Zarys etyki immanentnej'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>61</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-6671225047466501522</id><published>2011-12-09T05:13:00.000-08:00</published><updated>2011-12-09T05:13:47.483-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aforyzmy'/><title type='text'>XV</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Przyjaciel - Przyjaciel nie jest panem, ni sługą, nie jest kapłanem, ni wyznawcą; jest kimś równym - przynajmniej (i co najważniejsze) w oczach tego, z kim się przyjaźni; równym i na tyle bliskim, że może pozwolić sobie na coś więcej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Przyjaciel nie jest zawsze posłuszny, miły, zgodny. Przyjaciel może &lt;u&gt;zmieniać&lt;/u&gt;&amp;nbsp;tych, których darzy przyjaźnią.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Bądźmy przyjaciółmi mądrości !!!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-6671225047466501522?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/6671225047466501522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/xv.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6671225047466501522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6671225047466501522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/xv.html' title='XV'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-2499077545663552274</id><published>2011-12-07T12:48:00.000-08:00</published><updated>2011-12-07T12:48:07.493-08:00</updated><title type='text'>Gościmy się dalej...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Tym razem przyszło nam zagościć na uczcie u Sokratesa i jego doborowej kompanii... Wina i dziczyzny było pod dostatkiem, a Kant zabawiał nas sprośnymi dowcipami... Jeden z nich szczególnie zapadł mi w pamięć: "Przychodzi Nietzsche do lekarza..."&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;No, ale odchodzę od tematu. Od dłuższego czasu działa w sieci&amp;nbsp;&lt;a href="http://filozofy.blox.pl/html" target="_blank"&gt;blog&lt;/a&gt;&amp;nbsp;ukazujący filozofię od nieco innej strony. Autorzy postanowili dziś wspomnieć i o tym moim poletku, za co jestem im bardzo wdzięczny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Zastanawiałem się w jaki sposób to zrobią i... jak zwykle nie zawiodłem się. Zajrzyjcie tutaj:&amp;nbsp;&lt;a href="http://filozofy.blox.pl/2011/12/Plaszczyzna-immanencji.html" target="_blank"&gt;filozofy o immanencji&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Pozdrowienia dla Tylmura i Pan-Raca!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-2499077545663552274?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/2499077545663552274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/goscimy-sie-dalej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2499077545663552274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2499077545663552274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/goscimy-sie-dalej.html' title='Gościmy się dalej...'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-1161818187974829355</id><published>2011-12-03T04:42:00.000-08:00</published><updated>2011-12-03T04:44:17.745-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='estetyka'/><title type='text'>2. Bathory - "mit założycielski"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Wahałem się, czy zamieścić ten wpis. Te analizy są jeszcze &lt;i&gt;bardzo&lt;/i&gt; robocze, ktoś może nawet rzeknie: bardzo naciągane. Ale czyż nie jest to jednym z mechanizmów tego bloga? Ukazywać myśl w jej dzianiu się, myśl jako proces? Czyż nie po to jest opcja komentowania, żeby zapoznać się z waszym zdaniem? Zatem... spróbujmy!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Jak napisałem w teoretycznej części notki o Beksińskim: dzieło sztuki jest komponowane z uwagi na pewien ożywiający je problem. W przypadku Beksińskiego, Gigera czy Stelarca jest nim ciało: kwestia przekraczania granic cielesności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ten wpis chciałbym poświęcić &lt;i&gt;black&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i &lt;i&gt;viking metalowi&lt;/i&gt;&amp;nbsp;(przede wszystkim temu ostatniemu, przede wszystkim skandynawskiemu). Problemem, jaki ożywia te gatunki muzyczne jest coś, co można by nazwać "mitem założycielskim": kwestia fundamentów naszej cywilizacji. Muzyka ta uderza w konformistyczny, zniewalający jednostkę kolektywizm naszej cywilizacji oraz jej oddalenie się od natury - obie te rzeczy łączy przede wszystkim z chrześcijaństwem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Black&lt;/i&gt;&amp;nbsp;przyjmuje postawę przede wszystkim krytyczną, negatywną, de(kon)strukcyjną. (Nie będę się tu nim zajmował - więcej na ten temat znajdziecie w moim artykule, który ukarze się w "Estetyce i Krytyce", a który następnie postaram się zamieścić, do pobrania, na tym blogu.)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Inaczej jest w przypadku &lt;i&gt;viking metalu&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- tam zadanie jest pozytywne, konstruktywne. Sprzeciw wobec zastanego porządku nie jest wyrażany przez jego krytykę, ale poprzez ukazywanie innych możliwości życiowych. Inspiracje czerpane są z okresu pogańskiego, przedchrześcijańskiego, czyli poprzedzającego naszą cywilizację w jej aktualnej formie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Szwedzki zespół "Bathory" jest tu najlepszym przykładem. Jest tak z kilku powodów. Przede wszystkim to dzięki niemu narodził się &lt;i&gt;viking metal&lt;/i&gt;. Narodził się i kształtował w wyniku pewnej ewolucji i to ona, a zwłaszcza jej ostatni etap, są dla mnie istotne. Pierwsze wydane przez zespół płyty były &lt;i&gt;black metalowe&lt;/i&gt;, później, wraz z płytą "Blood Fire Death", pojawiła się nowa jakość: &lt;i&gt;viking metal&lt;/i&gt;. Ale ten ostatni wciąż ewoluował, co pokazują dwie ostatnie płyty, zatytułowane "Nordland". Na pierwszej z nich chciałbym się skupić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Viking metal&lt;/i&gt;&amp;nbsp;swój sprzeciw wobec fundamentów naszej cywilizacji wyraża zazwyczaj przez ukazywanie alternatywnego, "pogańskiego" życia. Utwory opowiadają o epickich bitwach, braterstwie, morskich wyprawach, albo pobudzają mitotwórczą wyobraźnię, by ukazać od wewnątrz "przedchrześcijańską" codzienność. Takiej tematyce poświęcona jest druga płyta "Nordland" oraz niektóre utwory z pierwszej - przede wszystkim&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;"Broken Sword" i "Great Hall Awaits A Fallen Brother".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W tym wpisie chciałbym jednak zająć się przewodnią tematyką pierwszej płyty. Nie jest nią projekt "społeczny", ale szerszy, czy też głębszy: kulturowy, cywilizacyjny, czy wręcz: ontologiczny. O ile wcześniejsze, &lt;i&gt;viking metalowe&lt;/i&gt;, płyty funkcjonowały jeszcze w oparciu o dualizm - podział na świat ludzki, ziemski i nadprzyrodzony, boski, o tyle "Preludium" do pierwszej płyty "Nordland" można by określić jako takie zejście z Walhalli na ziemię, które jednocześnie przebóstwia tę ostatnią. Następuje zerwanie z Transcendensem i "pogrążenie" w immanencji. To już nie Odyn galopujący na swym ośmionogim koniu ponad Północą, przyglądający się wszystkiemu z góry, z zewnątrz ("Blood Fire Death"), ale świat ukazany od wewnątrz. Cały ten nastrój podkreśla "pomruk", "zaśpiew" chóru. Przypomnijmy: chór ma grecki rodowód; był nieodłącznym składnikiem wszelkich rytuałów religijnych ale i tragedii. Być może już dla Greków był tym, co splata Niebo i Ziemię.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Kolejny utwór, tytułowy "Nordland", to &lt;i&gt;percept&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- nie z lotu ptaka, nie z daleka, ale z grzbietu rumaka, z bliska, w zasięgu ręki - krainy, którą przyjdzie nam poznać, czy też raczej: zamieszkać (być-w-niej). Postępuje tu nadal proces rozpoczęty w preludium: świat, otoczenie staje się "boskie" (co należy rozumieć, oczywiście, po grecku, a nie po chrześcijańsku). Wszystko "kwitnie", rośnie, rozwija się. Życie wybucha z całą swą mocą. (Oto esencja&amp;nbsp;&lt;i&gt;heavy metalu&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- ten gigantyczny ładunek energii jaki wzbudza w odbiorcy.)&amp;nbsp;Ziemia wzbija się ku niebu. Ale nie jest to bezsilne wyciąganie rąk-wieżyc gotyckich katedr. Niebo również postępuje ku ziemi. Oboje, niegdyś rozdzieleni, łączą się ponownie. Splatają. Bowiem nie jest to jakieś zestawienie zewnętrznych wobec siebie bytów ale ich "scalenie" w jeden.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ten temat podejmuje również utwór z drugiej płyty - "Flash of the Silverhammer".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Następne utwory opowiadają o człowieku, który zamieszkuje (choć bynajmniej nie "zadomawia") tę krainę - nadal jednak w oparciu o omówiony wcześniej element. "Vinterblot" to opowieść o tym jak istota ludzka włącza się w tę relację pomiędzy ziemią i niebem (a raczej: jak wplata się w ziemio-niebo, w świętą "doczesność", "boską" zmysłowość). Nie jest to jednak spokojna koegzystencja. Wymaga ona krwawych ofiar. Ta krew jest "deszczem" dla świętego drzewa, jesionu, Yggdrasila, który łączy niebo i ziemię. Oto przesłanie: za rozłam, którego dokonano, należy zapłacić krwią. Trzeba spełnić obrządek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Czy to oznacza poddaństwo? Bynajmniej. Widać tu tę samą hardość co wśród pięknych greków. To, że bogów się czci nie oznacza, że nie można z nimi zadrzeć. Choć ofiara ma być krwawa, nie przelejemy naszej krwi; poświęcimy to co słabsze od nas: psy, bydło, konie i niewolników. To samo pokazuje "Dragon's Breath" - zmaganie z przeważającymi siłami tego, co nieludzkie (i tyleż ze świata bogów, co świata natury), które kończy się (niemożliwym, chciało by się rzec) zwycięstwem. Tak oto człowiek, poganin, wiking, heros staje "ponad" swoimi bogami. "Gods in the shy". Krzyk wokalisty wyraża tu tyleż wiktorię, co kolosalny ciężar całego przedsięwzięcia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Piąty utwór na płycie, nastrojowa ballada "Ring of Gold", powraca do wcześniejszego tematu. Jeszcze raz podnosi kwestię podziału i zjednoczenia nieba i ziemi. Rozbicie ukazane jest jako fakt zastany - co można zinterpretować jako naszą obecną świadomość kulturową - człowiek zaś jest tym, który ma doprowadzić do ponownej "unii". W warstwie wokalnej ten sens ukazany jest za pomocą dwóch sposobów wykonywania zwrotek. Pierwsza i trzecia, "przyjmujące" podział śpiewane są w normalny sposób, druga i czwarta zaś - "nawołujące" do zespolenia - w ten sposób, że ostatnie słowa nieparzystych wersów nikną w tle, "zagłuszane" przez pierwsze słowa wersów parzystych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Unia nieba z ziemią - być może za słabo to dotąd dawałem do zrozumienia - oznacza unię nieba z przyrodą. Chrześcijaństwo zawsze występowało przeciw naturze, przeciw sferze zmysłów, czyniło ziemie poddaną sobie, wyrąbywało lasy, by zrobić miejsce dla swej zimnej i martwej świątyni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ci wikingowie, poganie - w których świat "przenosi" nas "Nordland" - również mają swoich bogów, którym nie tylko sprzeciwiają się, ale i oddają cześć. Gdzie znajdują się ich świątynie? Musimy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: czym jest świątynia? Heidegger powiada: Śmiertelni żyją na Ziemi, pod Niebem jako siedzibą Bogów. Świątynia jest tym miejscem, które jednoczy tę Czwórnię Świata. Ale jest również dziełem sztuki. Wedle Heideggerowskiej koncepcji sztuki, dzieło sztuki wyprowadza w nieskrytość świat. W "Źródle dzieła sztuki" Heidegger analizuje grecką świątynię. Zacytuję pewne fragmenty tego tekstu:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;"&lt;i&gt;Budowla otacza postać Boga i w tym skryciu pozwala jej wychynąć przez otwartą salę kolumnową w świętą sferę. Poprzez &amp;nbsp;świątynię wyistacza się w świątyni Bóg. [...] To właśnie dzieło-świątynia spaja dopiero i skupia zarazem wokół siebie jedność tych kolein i związków, w których narodziny i śmierć, nieszczęście i szczęście, zwycięstwo i klęska, przetrwanie i rozpad przybierają dla istoty ludzkiej postać udzielonego jej losu. [...] Jawnie stojąc, budowla spoczywa na skalnym gruncie. Owo spoczywanie dzieła wydobywa ze skały niewiadomą jej nieugiętego, a przecież do niczego nie przymuszonego dźwigania. Jawnie stojąc, budowla stawia opór przetaczającej się nad nią burzy i dopiero w ten sposób ukazuje samą burzę w jej potędze. [...] Stanowcze wypiętrzenie uwidacznia niewidoczną przestrzeń powietrza. Niezłomność dzieła opiera się falom morskiego przypływu i swoim spokojem pozwala przejawić się jego wzbieraniu. Drzewo i trawa, orzeł i byk, wąż i świerszcz wchodzą najpierw w podjętą przez siebie postać i w ten sposób wychodzą na jaw jako to, czym są.&lt;/i&gt;"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Przez ten pryzmat interpretuję "Foreverdark Woods". Miejscem kultu, miejscem, w którym ujawnia się sacrum, gdzie spotyka się Czwórnia Świata nie jest kamienna świątynia, lecz las. Ogromny, żywy, niezależny od człowieka - istniejący na długo przed nim i wciąż trwający po nim. Drzewa, których korzenie drążą ziemię pełną kości przodków, których korony pną się ku słońcu. Gdzieś pośród nich święty Yggdrasil. To wśród tych mroków człowiek spotyka się z tym co nieludzkie, a więc - w pewnym sensie - niecodzienne, niezwyczajne, nie należące do &lt;i&gt;profanum&lt;/i&gt;. Jego "modlitwą" nie są wypowiadane na kolanach słowa, ale wielkie bitwy, które tu stacza (lub krwawe ofiary, które składa - &lt;i&gt;vinterblot&lt;/i&gt;). Ale jest to również miejsce jego kontaktu z przodkami, to tu, pośród tego półmroku, rodzą się legendy opowiadające o czynach jego ojców i dziadków. Tu też ukazuje się świat zwierząt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;"Mother Earth Father Thunder" ukazuje człowieka jako połączenie pierwiastków ziemskich i niebiańskich, boskich.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Pierwszą płytę kończy "wizja" kołysanego przez fale statku. Roztacza się tu atmosfera spokoju, jakiegoś odetchnięcia po trudach (trudach podróży do tych ziem?), może otuchy. Potwierdza to sam tytuł - "Heimfard". Słowo to oznacza mniej więcej to samo co niemieckie "zurü&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;ck" (z powrotem) albo "zu Hause" (w domu).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;"The vinterblot, a reawakening, hail Nordland"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-1161818187974829355?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/1161818187974829355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/2-bathory-mit-zaozycielski.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/1161818187974829355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/1161818187974829355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/2-bathory-mit-zaozycielski.html' title='2. Bathory - &quot;mit założycielski&quot;'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-2084688413661393594</id><published>2011-12-01T09:43:00.000-08:00</published><updated>2011-12-01T12:24:11.201-08:00</updated><title type='text'>Gościmy się, gościmy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Mam przyjemność poinformować was, że ekipa popularyzującego filozofię bloga&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://filozofia.tv/" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;" target="_blank"&gt;filozofia.tv&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;zechciała opublikować mój tekst w ramach swojej serii postów "Co w sieci myśli". I ja, przy okazji, chciałbym polecić ich portal. Wpisy pojawiają się tam częściej niż u mnie i nie są tak ciężkostrawne :) Co będzie szczególnie korzystne dla osób rozpoczynających swoją przygodę z filozofią. Poza tym ekipa nie działa tylko w sieci: organizują gdyńską wersję socrates cafe, konkursy, szkolenia, debaty. O ile ja, jak ten Heraklit zaszyłem się w swojej jaskini (obym chorób nie leczył w ten sam sposób), o tyle oni - niczym Sokrates - wychodzą na agorę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Mój wpis znajdziecie pod tym adresem:&amp;nbsp;&lt;a href="http://filozofia.tv/2011/12/o-nauczycielach-filozofii-o-filozofii_nauczycielce/" target="_blank"&gt;mój własny wpis&lt;/a&gt;. Obrazek, który tam widzicie (wykonany, o ile się nie mylę, przez Kocika) powstał w ramach mojej idei umieszczania w dziełach filozoficznych rozkładówek z filozofami (takich a la pisemka pornograficzne).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Przyjemnej lektury życzę wam. A ekipie filozofia.tv, aby się dalej kłączyli po sieci i poza nią ;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-2084688413661393594?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/2084688413661393594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/goscimy-sie-goscimy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2084688413661393594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/2084688413661393594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/goscimy-sie-goscimy.html' title='Gościmy się, gościmy'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-4533045157207535909</id><published>2011-12-01T02:15:00.000-08:00</published><updated>2011-12-01T05:36:12.189-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aforyzmy'/><title type='text'>VII</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Dzieci demokracji - stworzeni przez tłum, przez zera, tysiące zer. Suma dowolnej ilości zer daje zawsze zero. Znalezienie sobie nauczycieli, którzy są li tylko ułamkami tworzy sumę dodatnią, większą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Są zapewne również ludzie ujemni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Swego czasu miałem zwyczaj - co tu ukrywać, pod wpływem dzieł Nietzschego - zapisywać różne myśli w formie aforyzmów. Postanowiłem podzielić się, z wami, niektórymi z nich. Może dzięki temu powrócę do tego pięknego stylu... A jeśli niektóre z nich zbyt podobne okażą się do swoich "pierwowzorów"? Cóż z tego?! Ważne, że płaszczyzna immanencji będzie zakreślana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-4533045157207535909?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/4533045157207535909/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/7.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4533045157207535909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4533045157207535909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/12/7.html' title='VII'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-9000397837983768009</id><published>2011-11-15T17:16:00.000-08:00</published><updated>2011-11-24T05:33:34.798-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='estetyka'/><title type='text'>1. Zdzisław Beksiński - deterytorializacja ciała</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Kilka najbliższych wpisów chciałbym poświęcić analizie pewnych dzieł sztuki. Zanim jednak do tego przejdę konieczne jest wprowadzenie pewnych narzędzi-pojęć. Niektóre z nich pojawiły się we wcześniejszym wpisie, ale myślę, że warto je tu powtórzyć i nieco doprecyzować. Pochodzą one z rozważań Deleuze'a i Guattariego - przede wszystkim z tych, zawartych w dziele "Co to jest filozofia?". (Część "historyczno-filozoficzna" nabierze większego znaczenia przy kolejnych postach, w związku z czym można darować sobie lekturę pierwszej części tego wpisu, by wrócić do niej w dogodnym momencie. Mogą również to zrobić ci, którzy mieli okazję zapoznać się z moim tekstem na konferencję lub znają wspomnianą książkę. Umieszczam ją tutaj tylko dla porządku wywodu.)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;DELEUZE'A I GUATTARIEGO KONCEPCJA SZTUKI&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Filozofowie ci określają &lt;u&gt;dzieło sztuki jako podtrzymującą siebie samą kompozycję wrażeń, będących blokami perceptów i afektów&lt;/u&gt;.&amp;nbsp;Cóż jednak kryje się za tą zbitką pojęć?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Percept nie jest percepcją jakiegoś przedmiotu posiadaną przez jakiś podmiot (czy to twórcy, czy odbiorcy). Jest skonstruowaną przez artystę i istniejącą samą w sobie wizją – stworzoną nie w oparciu o przeżycia, czy pamięć autora, ale w wyniku spotkania z Chaosem, z czystym Życiem. Percept czyni „odczuwalnymi nieodczuwalne siły, które wypełniają świat i działają na nas”. Filozofowie nazywają percept nieludzkim krajobrazem. Za przykłady niech posłużą: sąd z „Procesu” Kafki, wrzosowisko u Hardy’ego, ocean u Melville’a, miasto u Virginii Woolf - wszystkie one istnieją samodzielnie, zachowują w sobie jakąś porę dnia, ciepło jakiejś chwili, albo gęstość powietrza, których nie przyzywają z naszej pamięci, ale wydobywają z samych siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Podobnie jak percept nie jest percepcją, tak samo afekt nie jest uczuciem czy doznaniem. Nie pochodzi on z pamięci autora, nie odwołuje się również do pamięci odbiorcy, ale jest skonstruowanym (jako nowe) lub odkrytym (jako zapoznane) przez artystę nieludzkim stawaniem-się człowieka. Za przykład niech posłużą: stawanie-się-słonecznikiem u van Gogh’a albo stawanie-się-wielorybem w „Moby Dicku” Melville’a. Deleuze i Guattari piszą: „[n]ie jesteśmy w świecie, raczej stajemy się wraz ze światem, stajemy się poprzez kontemplowanie go. Wszystko jest widzeniem, stawaniem się. Stajemy się uniwersum. Stawanie się zwierzęciem, rośliną, molekułą, stawanie się zerem.”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Warto, w tym momencie, powiedzieć kilka słów na temat stawania się. Nie jest ono fantazją czy snem, jest całkowicie realne. W stawaniu się zwierzęciem nie chodzi o jego naśladowanie czy udawanie. Oczywiście człowiek nigdy „naprawdę” nie będzie zwierzęciem. Ale nie o to chodzi w stawaniu się – nie jest ono utożsamieniem się. Alternatywa: albo (coś) udajesz albo (czymś) jesteś jest fałszywa. Stawanie się produkuje wyłącznie samo siebie i nic innego. Prawdziwą realnością jest wyłącznie stawanie się. &amp;nbsp;Człowiek, zwierzę czy roślina nie są żadnymi zamkniętymi „monadami”, nie mają u podłoża żadnej niezmiennej substancji, nie są punktami, ale raczej liniami, „bytami otwartymi”, nieustannym stawaniem się – bez progresu czy regresu, a także bez celu. Stawanie się nie jest ewolucją: nie przebiega pomiędzy „pokrewnymi” (powiązanymi filiacją) „seriami”, ale „seriami” heterogenicznymi (stajemy się w wielu różnych „kierunkach”). W kontekście sztuki, nieco upraszczając, można rozumieć stawanie-się jako odantropologizowaną wersję hermeneutycznej fuzji horyzontów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W jednym ze swych wczesnych dzieł Deleuze rozróżnia stawanie-się-aktywne i stawanie-się-reaktywne, w okresie „Kapitalizmu i schizofrenii” zastąpione podziałem na molekularne i molowe – przy czym &lt;i&gt;prawdziwym&lt;/i&gt; stawaniem się, tym które powyżej omówiłem, zostaje nazwane tylko to pierwsze (aktywne, molekularne). Stawanie-się-reaktywne jest złudnym stawaniem się, jest zetknięciem z siłami, które powodują, że linie ujścia, po których przebiega stawanie się, zostają zwrócone do wewnątrz i „byt” zamiast „rozwijać” się, ulega petryfikacji. W „Anty-Edypie” pojęcia te wykorzystane zostają w teorii społecznej: Deleuze i Guattari twierdzą, że człowiek „z natury” jest aktywny, istnieje w nim pewna nadwyżka, „pragnienie” nowego, pragnienie tworzenia. Jest to energia, na której pasożytuje maszyna społeczna. A przy tym ta „energia” jest „rewolucyjna” i o tyle zagraża maszynie społecznej. Płynność i pełnia pragnienia sprawiają, że państwo zaczyna je represjonować oraz nieustannie je ukierunkowywać w społecznie wzmacniane zachowania, takie jak np. konsumeryzm. W ten sposób, zamiast zmieniać, poprawiać stosunki społeczne, podtrzymujemy te już istniejące. Zamiast być aktywni jesteśmy reaktywni. Już w tym momencie widać, że sztuka, z uwagi na swój związek ze stawaniem się, ma swój wymiar polityczny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Taka kompozycja perceptów i afektów, która podtrzymuje i trwa sama w sobie to wrażenie. Ono również jest niezależne od swojego twórcy i aktualnego widza. Bloki wrażeń nazywane są przez tych filozofów również pomnikami – przy czym zaznaczają oni, że działają one nie poprzez pamięć, ale fabulację. Pomnik nie upamiętnia tego, co przeszłe, ale zwraca wciąż trwające wrażenie ku przyszłości. „Pisząc nie wykorzystujemy wspomnień z dzieciństwa, ale dziecięce bloki, będące stawaniem-się-dzieckiem teraźniejszego.” Tak jak percept przeciwstawia się percepcji, a afekt doznaniom i uczuciom, tak wrażenie przeciwstawia się mniemaniu. Artysta odrywa wrażenie od mniemania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pozostało już tylko wyjaśnić czym jest płaszczyzna kompozycji. Filozofowie określają ją jako nieskończone pole sił, „świat przed ludźmi, nawet jeśli został stworzony przez człowieka”. Nie jest ona czymś założonym z góry, ale powstaje w miarę tego, jak dzieło rozwija się. Płaszczyzna kompozycji jest komplementarna wobec kompleksów wrażeń, współistnieją one, jedna nie może rozwijać się bez drugiego. Jest ona swego rodzaju podłożem dla bloków wrażeń. O ile te ostatnie są skończone, o tyle ta pierwsza próbuje osiągnąć nieskończoność, by w ten sposób dotrzeć do tego, co Deleuze nazywa Chaosem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Sztuka istnieje tylko o tyle, o ile istnie kompozycja. Komponuje się zaś z uwagi na pewien problem. Ten zaś jest wyrażany poprzez wrażenia. I sam ten problem jest ważniejszy niż udzielona na niego odpowiedź.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Przeciwnie rzecz ma się w kiepskiej sztuce, sztuce mniemań. Tam liczy się odpowiedź. Taka sztuka jest również inaczej zbudowana: zamiast z wrażeń, składa się z mniemań, które są takimi funkcjami percepcji i doznań, że mogą przynależeć do każdego, bo chociaż związane z obszernym strumieniem mniemań autora, to albo są podzielone tak, że przerzucają się na postacie, albo ukryte, by odbiorca mógł ujawnić mniemania własne. Deleuze i Guattari wyjaśniają to przykładzie pisarstwa: do stworzenia powieści nie wystarczają własne percepcje i doznania autora, albo te pochodzące ze wspomnień i archiwów, podróży i złudzeń, od dzieci i rodziców, nie wystarczają interesujące postaci (te, które się spotkało i ta sam autor) oraz sklejające to wszystko w całość mniemania. „Powieści” złożone z wymienionych wyżej elementów to powieści dziennikarskie, reportaże: „sztuka” infantylna i okrutna. „Niczego się nam nie oszczędza pod nieobecność pracy rzeczywiście artystycznej.” Nie chodzi tu jednak tylko o „sztukę” środowiskową czy pamiętnikarską – podobna bezpłodność manifestuje się u „wszystkich &lt;/span&gt;&lt;i style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;epigonów&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt; awangardy i abstrakcji, wegetujących na płaszczyznach stworzonych przez innych”. „Sztuka mniemań” jest petryfikująca, molowa, czyni stawanie się reaktywnym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;PROBLEM CIELESNOŚCI NA PRZYKŁADZIE OBRAZÓW ZDZISŁAWA BEKSIŃSKIEGO&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Jednym z problemów, na jakie natrafia współczesność, jest problem cielesności - jej granic i możliwości ich przekraczania, deterytorializowania ciała, cielesnego stawania-się. Ten teren od pewnego czasu eksploatuje antropologia i &lt;i&gt;gender studies&lt;/i&gt;, ale nie pozostaje on obcy również sztuce. Podejmował go m.in. australijski performer Stelarc oraz (znany z projektu ksenomorfa, do filmu "Obcy - ósmy pasażer Nostromo") Hans Rudolf Giger. Ten wpis chciałbym jednak poświęcić naszemu rodzimemu artyście - Zdzisławowi Beksińskiemu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-j010tcF6jO8/TsL03bLzucI/AAAAAAAAABs/-2Rox4Yfl6A/s1600/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+zdeformowane+%25283%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-j010tcF6jO8/TsL03bLzucI/AAAAAAAAABs/-2Rox4Yfl6A/s320/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+zdeformowane+%25283%2529.jpg" width="230" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Już jego najwcześniejsze dzieła podejmują problem ciała - choć jeszcze w dosyć ograniczonej formie. Dominują tam elementy perwersyjne, sado-masochistyczne. Ciała są torturowane, związywane, ściskane, ograniczane. Efekt, który potem zostanie osiągnięty za pomocą zupełnie innych środków, tu jest uzyskiwany poprzez blokowanie, zamknięcie. Ciało zmienia się, ale pozostając na własnym "terytorium", trwając we własnej indywidualności. Deformacje wiążą się z bólem i to jemu służą. Sama przemiana ciała jest na drugim planie, ma jedynie służyć wyłuskiwaniu cierpienia. Ale to cierpienie, ten ból - choć tak okrutne, wciąż są bardzo ludzkie, bardzo subiektywne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ten temat, temat cierpienia, będzie wciąż powracał, ale zmieni się jego sens.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Kolejny okres twórczości Beksińskiego zwany jest okresem fantastycznym, ze względu na symbolikę i nastrój, po jakie sięga artysta. Ale lepiej byłoby powiedzieć, że to okres, w którym natrafia on na problem deterytorializacji (nie tylko cielesnej). Jego obrazy przedstawiają percepty świata, w którym człowiek jest tylko obcym dodatkiem. Świata przed człowiekiem, bez człowieka lub - o wiele częściej - świata po człowieku, gdy pozostałości po nim powoli wchłaniane są przez Chaos.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Temat ciała nie znika, ale przekształca się. Nie chodzi tu już o ludzkie ciało, mające wyrażać ból, ale o ciało, które przestaje być ludzkie. Ciało, które staje-się, które zatraca swoją indywidualność i odrębność. Już nie zablokowanie i zamknięcie, lecz otwarcie się na to co obce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ciała ludzkie łączą się ze sobą, tworząc pozbawioną indywidualności wielo-jedność. Nie ma już "ja", ani "my" - słowa przestają mieć jakikolwiek sens, ciało milknie. Tego, co się z nim dzieje nie jest w stanie wyrazić żaden język, żadne słowa, które znamy - możemy tylko widzieć i stawać-się w raz z nimi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pNIc5t_TonA/TsL8AVH9pQI/AAAAAAAAAB0/Pd5NZsiWv9E/s1600/zdzislaw_beksinski+-+wiele+cia%25C5%2582+%25283%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-pNIc5t_TonA/TsL8AVH9pQI/AAAAAAAAAB0/Pd5NZsiWv9E/s200/zdzislaw_beksinski+-+wiele+cia%25C5%2582+%25283%2529.jpg" width="185" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;"Postaci" na obrazie przytulają się niczym kochankowie - ale ta komunia ciał, do jakiej dochodzi sprawia, że nie sposób już powiedzieć, czy to dwoje ludzi, czy jedna, dziwaczna istota, otulająca samą siebie. Dwojga stawanie-się-jednym, stawanie-się-sobą-nawzajem. Ciało tyleż samo chore, co pełniejsze niż nasze własne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ekRywbCEUPA/TsL8Dx3eogI/AAAAAAAAAB8/K9mFYTWoAbI/s1600/zdzislaw_beksinski+-+wiele+cia%25C5%2582+%25285%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-ekRywbCEUPA/TsL8Dx3eogI/AAAAAAAAAB8/K9mFYTWoAbI/s320/zdzislaw_beksinski+-+wiele+cia%25C5%2582+%25285%2529.jpg" width="297" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Drugi z obrazów przedstawia już &amp;nbsp;nie dwoje, ale tworzący jedność "tłum". Ciągnący się w nieskończoność i rozbijający się o mur - nie w wyniku własnej ślepoty, ale nieustannego naporu, z tyłu. Bezwolne i bezmyślne stado, które pędzi ku własnej zgubie. Zatrata indywidualności jest tu totalna - ręce, nogi, głowy gubią się w nieprzebranej wielości, przechodzą z jednego ciała do drugiego, są zawsze w nadmiarze. Ale jest tu też niesamowita dynamika - czysty, organiczny ruch, jakiego nie byłoby w stanie podjąć pojedyncze ciało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vwU4SeVLijs/TsMCHkEFFbI/AAAAAAAAACE/631nfu62i3U/s1600/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+zdeformowane+%25282%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-vwU4SeVLijs/TsMCHkEFFbI/AAAAAAAAACE/631nfu62i3U/s200/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+zdeformowane+%25282%2529.jpg" width="170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W tym okresie powraca jeszcze motyw deformacji indywidualnego ciała, ale nie dzieje się to już ze względu na cierpienie, które ma zostać wyrażone, ale po to, by sprawdzić jak daleko da się nagiąć granice. Chociaż widok postaci na obrazie może wywoływać ból, to ona sama już go nie odczuwa. Jej zdegenerowane ciało oswoiło się ze swoją egzystencją, zapominając o swym ludzkim pochodzeniu. Zabandażowana, okrwawiona głowa wyraża tylko jedno - brak twarzy, brak człowieka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Bhp0YVHOons/TsMHCD1VqQI/AAAAAAAAACk/RAiUnVU6NVU/s1600/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+i+maszyna+%25282%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="191" src="http://3.bp.blogspot.com/-Bhp0YVHOons/TsMHCD1VqQI/AAAAAAAAACk/RAiUnVU6NVU/s200/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+i+maszyna+%25282%2529.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JnGF4x6pA4k/TsMHDXjn5qI/AAAAAAAAACs/cFWrzHfpTu4/s1600/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+i+architektura+%25282%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-JnGF4x6pA4k/TsMHDXjn5qI/AAAAAAAAACs/cFWrzHfpTu4/s200/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+i+architektura+%25282%2529.jpg" width="163" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;To jednak wyłącznie moment przejścia, do zupełnie nieludzkich połączeń, które pojawiają się później. Ciała nie łączą się już między sobą, nie łączą się nawet z tym, co organiczne (postać na obrazie przypomina coś pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem: psem i pająkiem w jednym), lecz z architekturą lub z maszyną. Ta ostatnia kombinacja przypomina Gigera, którego prace plastyczne często podejmowały temat scalenia tego, co naturalne i tego, co mechaniczne. U obu autorów często występuje również symbolika śmierci, co może sugerować połączenie między tym co żywe i martwe. Deterytorializuje się już nie konkretne ciało, ale cielesność, organiczność w ogóle. Jeśli pojawia się tu cierpienie, to nie jest to już cierpienie ludzkie, cierpienie jakie znamy. Nie gra ono też głównej roli - to nie ze względu na nie ciała są deformowane. Pierwszeństwo ma tu cielesność i jej stawanie-się, udręka jest tylko przypadkowym elementem. Jest też słaba. Te ciała już nie krzyczą z bólu, lecz przyjmują go obojętnie i milcząco, jako coś na stałe wpisanego w ich kondycję, coś naturalnego, coś z czym dawno już się oswoiły.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9jBo38QOO50/TsMLXZBIegI/AAAAAAAAAC0/vv8FH59Zsgk/s1600/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+i+t%25C5%2582o%252C+krajobraz+%25282%2529.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-9jBo38QOO50/TsMLXZBIegI/AAAAAAAAAC0/vv8FH59Zsgk/s400/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+i+t%25C5%2582o%252C+krajobraz+%25282%2529.jpg" width="381" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 16px;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Najwspanialsze studium owej deterytorializacji organizmu Beksiński uzyskuje tworząc niesamowite percepty &lt;i&gt;otwartych ciał&lt;/i&gt;. Kontury na obrazach są systematycznie usuwane, jak gdyby giną we mgle. Nie ma już granicy pomiędzy ciałem i tłem, ciało zlewa się z tłem - z chmurą, niebem, ziemią. To już nie postać i rozciągający się za nią pejzaż, już nie twarz i panorama, którą podziwia, ale stawanie-się-krajobrazem ciała. Otwarcie na nieskończony kosmos i zatracenie subiektywnej perspektywy (co wcale nie oznacza oglądu obiektywnego).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-9000397837983768009?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/9000397837983768009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/11/1-zdzisaw-beksinski-deterytorializacja.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/9000397837983768009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/9000397837983768009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/11/1-zdzisaw-beksinski-deterytorializacja.html' title='1. Zdzisław Beksiński - deterytorializacja ciała'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-j010tcF6jO8/TsL03bLzucI/AAAAAAAAABs/-2Rox4Yfl6A/s72-c/zdzislaw_beksinski+-+cia%25C5%2582o+zdeformowane+%25283%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-6504114432581002747</id><published>2011-11-05T11:04:00.000-07:00</published><updated>2011-12-01T06:06:22.085-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='estetyka'/><title type='text'>Co w sztuce piszczy...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ponieważ w blogu ważne jest w miarę regularne publikowanie postów, a przygotowanie dobrego wpisu jest bardzo czasochłonne postanowiłem i tym razem "wykpić" się czymś mniej teoretycznym, choć stanowiącym swego rodzaju przygotowanie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Jestem właśnie w trakcie prac nad artykułem z zakresu estetyki, którego tematem będą m.in. dzieła zaliczane do kultury rozrywkowej - będę starał się wykazać, że to co możemy zaliczyć do "dobrej", "wielkiej" sztuki nie koniecznie jest tym, co możemy podziwiać w galerii czy filharmonii. Postaram się wrzucić tu fragment tych analiz, a tym czasem chciałem wskazać wam kilka "pozycji", z którymi warto się zapoznać - aby ewentualna lektura późniejszych analiz teoretycznych podparta była pewnymi konkretnymi doświadczeniami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W pierwszej kolejności chciałbym polecić dwie gry komputerowe - to one będą najważniejszym przykładem w prezentowanym artykule:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;"American McGee's Alice" - w której wcielamy się w postać chorej psychicznie dziewczynki, która przeżywa przygody w "iluzorycznej", koszmarnej Krainie Czarów (niedawno wyszła druga część tej gry, o wiele przyjemniejsza jeśli chodzi o proste doznania estetyczne związane z percypowaniem grafiki - mimo tego polecam przemóc się i zacząć od części pierwszej).&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;"Planescape: Torment" - chyba najlepszy cRPG jaki dotąd powstał. To również nie jest nowy produkt i nie oszałamia graficznie, ale warstwa fabularna "kładzie na łopatki". Postać, w którą się wcielamy - Bezimienny - cierpi na całkowity zanik pamięci: próbując ją odzyskań odkrywa dziwny świat wokół siebie i jeszcze dziwniejsze tajemnice. Gorąco polecam.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W dalszej kolejności: muzyka. Tu proponuję zapoznać się przede wszystkim z utworami zespołu &lt;i&gt;Bathory&lt;/i&gt;, zwłaszcza płytami "Twilight of the Gods" (tak! tytuł nawiązuje do opery Wagnera), "Blood on Ice" oraz obiema częściami "Nordland". Na pewno znajdziecie na youtubie ;) Będę pisał również nieco o &lt;i&gt;black metalu&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- spróbujcie zatem oswoić uszy z Burzumem, ewentualnie Dimmu Borgir. Ze spokojniejszych kawałków polecam ballady Kata i (to już całkiem daleko od &lt;i&gt;blacku&lt;/i&gt;) "Orion" Metallicy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W artykule analizuję również obrazy Hansa Rudolfa Gigera i Zdzisława Beksińskiego - w internecie można znaleźć kilka galerii ich prac. W tym kontekście warto również dowiedzieć się kim jest Stelarc i Zombie Boy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Książkami tym razem nie będę was zamęczał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-6504114432581002747?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/6504114432581002747/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/11/co-w-sztuce-piszczy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6504114432581002747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6504114432581002747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/11/co-w-sztuce-piszczy.html' title='Co w sztuce piszczy...'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-4203561938031421534</id><published>2011-10-19T11:55:00.000-07:00</published><updated>2011-11-24T05:36:46.553-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egologia'/><title type='text'>Filozofia, która mówi "Ja!"</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;Filozofia, która mówi "Ja!", czyli "egologiczna" interpretacja nietzscheanizmu ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;To tylko zarys pewnego pomysłu, który wykrystalizował mi się swego czasu w głowie (podczas fakultetu z dr Borowicz), wiem, że jest jeszcze bardzo ogólny, pełen niedopowiedzeń, a przede wszystkim na tyle nieprzemyślanych elementów, że łatwo wytknąć błędy, ale mimo wszystko chciałbym się tym podzielić. Może trochę po to, żeby mieć to już jakoś spisane, może również dlatego, żeby zapoznać się z jakimiś wstępnymi uwagami.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;Całość opiera się na pewnej prostej intuicji: filozofia Nietzschego jako pierwsza stara się odkryć/&lt;u&gt;skonstruować &lt;/u&gt;samodzielne Ja. Dla przykładu: u Levinasa i w filozofii dialogu - nie ma Ja bez jakiegoś Ty (Ty Boga, albo Ty Innego). Heidegger pokazuje, że zazwyczaj egzystujemy w modus niewłaściwości i upadamy w świat codziennego zatroskania oraz rozpływamy się w Się [niem. &lt;i&gt;das Man&lt;/i&gt;], co można zinterpretować - upraszczając - w ten sposób, że Ja jest całkowicie zależne od "My". Do tego cały ten tzw. postmodernizm z jego "śmiercią podmiotu" - można to odczytać jako rozwinięcie koncepcji Heideggera: nie ma żadnego Ja ponieważ to co uważamy za podmiot, za Ja, za naszą wolną wolę jest tylko i wyłącznie wytworem różnych, &lt;i&gt;zewnętrznych&lt;/i&gt; wobec "nas" uwarunkowań.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;Obeznanemu z historią filozofii czytelnikowi może się nasunąć zarzut, że u Kanta, Kartezjusza czy u wielu chrześcijańskich (i analitycznych) filozofów Ja nie jest czymś zależnym. Ale wydaje mi się, że jest to tylko złudzenie wynikające z niedokładnego przeanalizowania danej koncepcji. To co robi m.in. Heidegger i francuscy "postmoderniści" to, moim zdaniem, pokazanie konsekwencji danych teorii, wykazanie, że tak naprawdę konstruowany przez nie podmiot jest tylko złudzeniem. Zaczęło się z resztą od Hume'a: podmiot jako &lt;i&gt;nawyk&lt;/i&gt; mówienia "ja".&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;Wróćmy na chwilę do Heideggera. Z jednej strony pokazuje on, że to co nazywamy "podmiotem" to tylko "konstrukt społeczny", Siebie-Się (myślę tak jak się myśli, robię tak jak się robi, kocham tak jak się kocha, ubieram się tak jak się ubiera, oglądam te filmy, które się ogląda, czytam to co się czyta, etc.). Z drugiej "nawołuje" on do egzystowania w modus właściwości... Ale na dobrą sprawę na tym nawoływaniu się kończy, brak tam jakiejś konkretnej, pozytywnej wykładni. Są jakieś "prześwity" (bycie-ku-śmierci, sumienie, zew, los, dola), ale ciężko jest na ich podstawie zbudować jakąś teorię.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;Warto jednak przywołać ten "element", który zdaniem Heideggera pozwala na przejście od egzystencji niewłaściwej do właściwej: nastrój &lt;i&gt;trwogi&lt;/i&gt;. Trwoga wyrywa nas z dotychczasowej egzystencji, z upadku w świat codziennego zatroskania, w Się. Trwoga stawia nas w obliczu naszej śmiertelności. Nie chodzi tu o lęk przed śmiercią, przed tym, że możemy zginąć w wypadku czy z powodu choroby, ale o zrozumienie faktu naszej skończoności: tego, że kiedyś umrzemy, że to będzie nasza własna śmierć, że nikt za nas nie umrze - a to, zdaniem Heideggera ma nam ukazać, że tak samo nasze własne, indywidualne jest nasze życie, że musimy sami o nim decydować, sami wybierać, nie zaś kierować się "modą" czy "opiniami innych". Tym co dla mnie ważne jest sposób w jaki Heidegger opisuje nastrój trwogi: odebranie mowy, odrzucenie, wyzucie ze wszystkich wartości, utrata znaczenia przez świat (przy czym należy pamiętać, że w "Byciu i czasie" świat nie oznacza - w pierwszej kolejności - przyrody, kosmosu, wszechświata, ale otoczenie, świat naszej egzystencji), rzeczy tracą swój narzędziowy charakter, a inni nie mogą nam już niczego zaoferować - stajemy naprzeciw swojej śmierci. Określiłbym to jako stan&lt;i&gt; wewnętrznego chaosu&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oba te terminy wymagają wyjaśnienia. "Wewnętrzny" nie oznacza tu psychiczny - nie chodzi o jakieś załamanie nerwowe - ale egzystencjalny, a dokładniej: ontologiczny - dotyczący samej struktury egzystującego &lt;i&gt;Dasein&lt;/i&gt; (człowieka). "Chaos" ma zaś nawiązywać do tego, co określał w ten sposób Deleuze. Nie chodzi tu o brak, zaprzeczenie ładu, o jakiś "misz-masz", ale pole transcendentalne (poniekąd analogiczne do tego, co Heidegger określa jako ontologiczne), czyli "obszar", "w" którym dokonuje się geneza form, które znamy "ze świata" empirycznego. Herer, w swojej wspaniałej książce o filozofii Deleuze'a ("Gilles Deleuze. Struktury - maszyny - kreacje") wyjaśnia, że chodzi tu nawiązanie do teorii chaosu, a dokładniej do jego morfogenetycznych interpretacji. Naukowcy zauważyli, że wyłonienie się nowej formy jest poprzedzone wejściem układu w stan chaotyczny (w stan bardzo dużej "czułości", w którym najdrobniejsza zmiana powoduje daleko idące konsekwencje). Można to też porównać - przywołując przykład z innej dziedziny - do teorii dezintegracji pozytywnej Dąbrowskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że Heideggerowską trwogę można uznać za ten nastrój, który zaburza ontologiczny ład bytu ludzkiego w taki sposób, że staje się możliwe wyłonienie jego nowej formy, nowej "podmiotowości". Warto mieć jednak w pamięci to co mówi Heidegger: nastrój trwogi jest nieprzyjemny, człowiek chce się go pozbyć i z tego powodu, niestety, najczęściej jeszcze bardziej pogrąża się w świecie codziennego zatroskania i Się. (Co pokrywa się w pewien sposób z poglądem Dąbrowskiego, że większość ludzi nie potrafi w pozytywny sposób zakończyć procesu dezintegracji.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale możliwy jest przecież scenariusz odmienny od typowego: może wyłonić się "ja" inne od dotychczasowego - a raczej, jak uważam (mając na uwadze to, że przeciętnie nasza podmiotowość jest skonstruowana z relacji do tego co inne: przedmiotów, które pragniemy mieć, ludzi, którymi się otaczamy, kultury, w której żyjemy, atrybutów, które powszechnie uważa się za wartościowe, etc.), "ja" może wyłonić się po raz pierwszy. I będzie to "ja" Nietzscheańskiego nadczłowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim jest nadczłowiek? Przede wszystkim tym, który tworzy, a najważniejszym co tworzy są wartości. W ten sposób uniezależnia swoje "ja" od wszystkiego co zewnętrzne wobec niego. Tworząc bierze pod uwagę tylko samego siebie, swoją "indywidualność", jednostkowość, nie zaś powszechność. "Ten zaś samego siebie odkrył, kto powiada: oto jest moje dobro i zło: tym zmusił do milczenia kreta i karła, mówiącego: &amp;gt;&amp;gt;dla wszystkich dobry, dla wszystkich zły&amp;lt;&amp;lt;." (Nietzsche, "Tako rzecze Zaratustra") Od razu nasuwa się tu zarzut relatywizmu - wydaje mi się jednak, że można go oddalić rozważając Nietzscheańskie rozróżnienie na dobre/złe i szlachetne/liche (nie będę się tym teraz zajmował).&lt;br /&gt;Nadczłowiek jest również tym, który wywodzi swoją wartość z samego siebie, nie zaś z porównania z innymi (patrz: rozróżnienie pomiędzy rasą panów i rasą niewolników w "Z genealogii moralności"). Nadczłowiek kocha samego siebie - nie musi za siebie przepraszać, nie musi tłumaczyć się przed innymi, prosić o wybaczenie (np. grzechów - ale nie dlatego, że nie grzeszy, lecz dlatego, że nie uznaje tego pojęcia - pojęcia, które poniża wartość chcenia, działania i samego istnienia). Nadczłowiek nie zapiera się samego siebie. "[...] samolubstwo, krzepkie, zdrowe samolubstwo, co z potężnej duszy tryska: z duszy potężnej, z którą ciało bujne w parze chodzi: piękne, zwycięskie, rześkie, wokół którego rzecz każda zwierciadłem się staje [...]." (Nietzsche, "Tako rzecze Zaratustra") To nie on jest zwierciadłem - co oznacza, że jego "ja" nie jest odbiciem tego, co go otacza. Raczej sam "promieniuje" na inne byty: wyzwala w nich życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nietzscheańskie mówienie "Ja!" nie jest tym, co Humeowski nawyk mówienia "ja". Zamiast założonej lub dogmatycznie przyjętej transcendentalnej jedności apercepcji, będącej iluzją okrywającą setki działających i podlegających działaniu sił (podmiotów larwalnych), jedna &lt;i&gt;aktywna&lt;/i&gt; siła, która dominuje nad pozostałymi jednocześnie &lt;i&gt;afirmując&lt;/i&gt; je, ich różnorodność, dzięki czemu nieustannie staje-się...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-4203561938031421534?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/4203561938031421534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/10/filozofia-ktora-mowi-ja.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4203561938031421534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/4203561938031421534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/10/filozofia-ktora-mowi-ja.html' title='Filozofia, która mówi &quot;Ja!&quot;'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-8622276880731523349</id><published>2011-10-12T03:43:00.000-07:00</published><updated>2011-10-12T03:49:40.760-07:00</updated><title type='text'>Encore jeszcze raz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Umarł jakoś ten mój blog... A może tylko zapadł w sen zimowy? Albo raczej ja zapadłem... Miesiącami wędrowałem po żerowiskach by wreszcie lec w swej jaskini i powoli trawić nagromadzoną tkankę tłuszczową... Albo mówiąc inaczej: czas dowolnych lektur i swobodnych przemyśleń musiał ustąpić miejsca pracy nad magisterką... A potem zaczęły się wakacje... komputer tylko z doskoku... wyjazdy, rozjazdy... Ale również nowe książki i nowe pomysły.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Tak, chcę wrócić do tego bloga i w miarę często go aktualizować. Czy się uda? Jeśli nie spróbuję nie dowiem się tego ani ja, ani wy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W kwestii tego Wy... Blog, jak to blog, żyje nie tylko dzięki autorowi ale również dzięki czytelnikom. Chciałbym was poprosić o komentarze w postach. Zdarzało się, że po przeczytaniu posta pisaliście do mnie maile albo rozmawialiście ze mną na żywo. Ja wiem, że to wygodniejsze formy niż komentarz pod postem, ale przyczynia się to do tego, że zamiast rozwijać ten "projekt" - coś dostępnego dla szerszego grona - kończy się na niedostępnej dla osób z zewnątrz komunikacji pomiędzy dwoma-trzema osobami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Jeśli chcecie, żebym dalej blogował muszę to widzieć właśnie tu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Przy okazji: jeśli macie jakieś uwagi co do formy samego bloga walcie w komentarzach pod tym postem. Czy pisać dłuższe notatki, jak "Szkic o sztuce"? Brak komentarzy pod rzeczonym wpisem sugeruje, że nie. Albo co sądzicie o takich wyjściach poza tematykę stricte filozoficzną jak poezja (kiedyś miałem stronę z moimi "wierszami" ;) )? Może pierwotna forma - "nowatorskie" koncepcje filozoficzne i dogłębnie przemyślane komentarze - okazała się nieodpowiednia dla bloga i dlatego umarł? Zbyt wiele pracy wymaga skonstruowanie takiego posta. Z drugiej strony... czy filozofia nie jest właśnie myśleniem? Czy można prowadzić blog filozoficzny i nie przemyśleć gruntownie jakiejś kwestii?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Wiem jednak, że te zachęty będą nic nie warte tak długo, jak nie zacznę blogować. Ten wpis ma być tylko krótkim wtrąceniem, dygresją... ale też wyjaśnieniem...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ma też być darem... Chciałbym wam ofiarować kilka pamiątek z moich wakacji...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;Dukaj&lt;/b&gt; - polskie s-f... dopiero zaczynam przygodę z nim (zbiór opowiadań i kilka felietonów), ale wydaje mi się, że warto zagłębić się w te rejony... jeden z tych, którzy wyprowadzają literaturę fantastyczną z krainy płytkich bajeczek dla dzieci i epatujących seksem i przemocą opowiadań dla niedorozwiniętych emocjonalnie dorosłych... gdzie zaś wyprowadza? Do krainy problemów społecznych i filozoficznych... To o czym - dla przykładu - bioetycy rozprawiają w dusznych salach wykładowych, albo zgarbieni za biurkiem tu przeniesione jest do żywego świata i skonfrontowane z konkretnymi sytuacjami... Inżynieria genetyczna: ludzkość podzielona na ulepszoną genetycznie elitę i biologiczny plebs... Ale Dukaj rozważa nie tylko to, co przyniesie nam przyszłość... Potrafi też odnieść się do tego co było i co jest - choćby do omawianej przeze mnie kwestii patriotyzmu, czy różnic rasowych...&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;"Historia i fantastyka"&lt;/b&gt; - spisana na 280 stronach rozmowa pomiędzy legendą polskiej literatury fantasy Andrzejem Sapkowskim i Stanisławem Beresiem - krytykiem i historykiem literatury. Kolejny przykład tego, że fantastyka może być poważną intelektualną przygodą i poruszać ważne problemy - nie tracąc przy tym nic ze swoich walorów literackich... Tym razem problemy obecne są poruszane nie od strony tego, co przyniesie nam postęp technologiczny ale tego, co pobrzmiewa od strony historycznej przeszłości (choć nie jest to oczywiście historia czysta). Ponadto - patrząc już bardziej "naukowo": książka ta pokazuje, że literaturoznawstwo (przynajmniej to polskie) nie przeszło jeszcze lekcji jaką dali jej Deleuze i Guattari... Wiele z tej pozycji można zarzucić również Sapkowskiemu, ale... nie jest to pisarz, od którego wymagałbym aż tak wiele (przy całym moim uznaniu dla jego dzieł).&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;"Płomienie" S. Brzozowski&lt;/b&gt; - pozycja, której brakuje w spisie lektur szkolnych... O czym? O kształtowaniu się lewicowej podmiotowości. Mickiewiczów i innych, dzięki którym stajemy się konserwatywnymi nacjonalistami mamy na pęczki, liberałów kilku też się znajdzie, ale tymi przede wszystkim karmi nas telewizja i kino. Brak za to dzieł, które pokazywałyby, że poglądy socjalistyczne czy komunistyczne nie są idiotycznym wymysłem rozpieszczonej i/lub głupiej młodzieży, że nie są nawoływaniem do państwa totalitarnego a la ZSRR, ale, że u ich podstaw leży inteligencja i wrażliwość. Pierwsze strony pochłaniałem błyskawicznie, z wypiekami na twarzy - ale z końcówką książki bardzo się już męczyłem... Może to literackie braki Brzozowskiego, a może celowy zabieg (wprowadzić czytelnika w nastrój wydarzeń) - nie wiem. Jeżeli myślisz sobie teraz: "ja nie mam poglądów lewicowych, więc to książka nie dla mnie", to powiem ci, że się mylisz. Takiego miłośnika Nietzschego jak ja ciężko podejrzewać o lewactwo, a jednak książkę gorąco polecam - choćby po to, żeby spojrzeć na świat z innej strony, żeby w niezakłamany sposób poznać niezakłamaną lewicę.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;"Poróżnienie" J.F. Lyotard&lt;/b&gt; - jestem dopiero w trakcie lektury, więc "zapowiedź" nieco pośpieszna, ale... Książka idealna dla wszystkich tych, którzy nie lubią czytać, a &amp;nbsp;lubią się wymądrzać (z tego względu gorąco polecam ją pewnemu naszemu wykładowcy, który "świetnie się zna" na tzw. postmodernizmie), a to ze względu na zamieszczoną na początku "kartę tytułową", będącą opisem zamysłu całości... A teraz już nieco bardziej na poważnie (choć znowuż w związku z rzeczonym wykładowcą, ale - przede wszystkim - kieruję tę pozycję do tych, którzy dali się "przekonać" jego argumentacji): celem książki jest namysł nad heterogenicznymi dyskursami. Heterogenicznymi, czyli niesprowadzalnymi do siebie (bez użycia "przemocy"). Tytułowe poróżnienie ma oznaczać zarówno tę niesprowadzalność jak i niemożność odniesienia do "wyższej instancji", "autorytetu", który by owe dyskursy uzgadniał. Zagadnienie może bardzo abstrakcyjne, ale pierwszym "skojarzeniem" jakie się nasuwa, dotyczącym "praktycznego" zastosowania jest kwestia multikulturalizmu. Rzeczony wykładowca (niech służy za pewien archetyp) twierdzi, że porozumienie między różnymi kulturami jest możliwe tylko w przypadku istnienia jakiegoś uniwersalnego dyskursu, uniwersalnych wartości, do których zastosuje się każdy. Lyotard przeciwnie - nie zakłada z góry niczego takiego. Można mu zarzucić, że czyni przeciwnie: zakłada brak uniwersalizmu. Moim zdaniem jest to jednak nieporozumienie. Przyjęcie heterogeniczności nie jest tezą ale "chwytem" metodycznym w duchu fenomenologii: nie zakładać niczego z góry, wrócić do "rzeczy samej". Faktem jest jednak, że Lyotard nie szuka rozwiązania w postaci dyskursu uniwersalnego, ale bada możliwość istnienia [nie stwierdza, &lt;i&gt;że ona istnieje&lt;/i&gt;, ale sprawdza &lt;i&gt;czy istnieje&lt;/i&gt;] zasad dla tych heterogenicznych dyskursów - zasad, które uwiarygodniłyby sąd lub przynajmniej ocaliły godność myślenia... Ponadto: to tym fragmencie, z którym się zapoznałem, muszę powiedzieć, że "styl" książki nie jest daleki od tzw. analitycznego: myśli są wyrażane jasno i precyzyjnie, a wszelkie dziwne metafory czy formułowane paradoksy dokładnie wyjaśniane w następnych akapitach. Na pewno nie jest to Putnam czy Quine, ale przyznam: nie tego się spodziewałem po Lyotardzie, który jako jedyny nazwał siebie postmodernistą. Wszystko to nie oznacza jednak, że jest to lektura łatwa - wprost przeciwnie.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;"Nietzsche i filozofia" G. Deleuze&lt;/b&gt; - wreszcie udało mi się przeczytać tę książkę od deski do deski... wspaniała interpretacja całości dorobku Nietzschego przeprowadzona w iście nietzscheańskim duchu (czego nie można powiedzieć o innych odczytaniach: choćby Jaspersa, a nawet Heideggera - choć to ostatnie jest o niebo lepsze od pozostałych)... Ważna również dla zrozumienia myśli samego Deleuze'a. O wiele lepsza od wydanej po polsku, krótkiej książeczki Deleuze'a pt. "Nietzsche", gdyż dokładnie wyjaśnia to, co tam jest podane jedynie w postaci tezy i jako takie może być niezrozumiałe lub budzić wątpliwości. Cóż więcej powiedzieć? Koherentny obraz, który ukazuje filozofię Nietzschego jako pełną afirmacji, energii, życia, aktywności, śmiechu, tańca i zabawy! Jedyny zarzut jaki można by wysunąć tej książce jest taki, że warto znać (oprócz - oczywista - samych dzieł Fryderyka) zebrane w 2 tomach pt. "Nietzsche" wykłady Heideggera - a zwłaszcza ich pierwszą część ("Wola mocy jako sztuka"), w której Heidi tłumaczy nietzscheańską krytykę prawdy. Bez tego wątku (o ile nie zrozumiało się go z samych pism Nietzschego) fragmenty, w których Deleuze pisze o prawdzie mogą wydać się niedorzeczne/niezrozumiałe.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-8622276880731523349?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/8622276880731523349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/10/encore-jeszcze-raz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8622276880731523349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/8622276880731523349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2011/10/encore-jeszcze-raz.html' title='Encore jeszcze raz'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-585865321210546519</id><published>2010-12-01T05:16:00.000-08:00</published><updated>2011-11-24T05:33:34.799-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><title type='text'>Strange Fruit</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wiersz ten został napisany przez Abela Meeropola, a inspiracją dla niego było prawdopodobnie zdjęcie, które zamieszczam poniżej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TPZE-_8j59I/AAAAAAAAABU/aeJWI5Fq8EU/s1600/strange+fruit.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="285" src="http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TPZE-_8j59I/AAAAAAAAABU/aeJWI5Fq8EU/s400/strange+fruit.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Tłumaczenia są - niestety - albo wierne, albo piękne. Chciałem zbliżyć się do drugiego z tych ideałów, czy mi się udało - nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Dziwny Owoc&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Dziwne owoce rodzą Południowe drzewa,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Krew z ich liści w korzenie się przelewa,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Południowa bryza czarnym ciałem kołysze,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Ja, dziwny owoc, na topoli wiszę.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Eleganckie Południe sielskie życie toczy,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Wykrzywia swe usta i wytrzeszcza oczy,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Słodka magnolia świeżą woń roztacza,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;A me płonące ciało gorzki smród naznacza!&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Oto owoc dla kruków, aby go dziobały,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;By wicher nim targał, by deszcze zraszały,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;By na słońcu zgnił i by wreszcie spadł,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Cóż ze mnie za owoc? Czyżbyś wreszcie zgadł?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Poniżej zamieszczam, o niebo lepszy, oryginał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Strange Fruit&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;dl style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Southern trees bear strange fruit,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Blood on the leaves and blood at the root,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Black body swinging in the Southern breeze,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Strange fruit hanging from the poplar trees. &lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;/dl&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;dl style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Pastoral scene of the gallant South,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;The bulging eyes and the twisted mouth,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Scent of magnolia sweet and fresh,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Then the sudden smell of burning flesh!&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;/dl&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;dl style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Here is fruit for the crows to pluck,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;For the rain to gather, for the wind to suck,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;For the sun to rot, for the trees to drop,&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;dd&gt;&lt;i&gt;Here is a strange and bitter crop.&lt;/i&gt;&lt;/dd&gt;&lt;/dl&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Tutaj znajdziecie jego interpretację w wykonaniu Billie Holiday:&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=h4ZyuULy9zs"&gt;Strange Fruit&lt;/a&gt;. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-585865321210546519?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/585865321210546519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/12/strange-fruit.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/585865321210546519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/585865321210546519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/12/strange-fruit.html' title='Strange Fruit'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TPZE-_8j59I/AAAAAAAAABU/aeJWI5Fq8EU/s72-c/strange+fruit.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-240610553853746063</id><published>2010-11-27T19:08:00.000-08:00</published><updated>2011-11-24T05:33:34.799-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='estetyka'/><title type='text'>Szkic o sztuce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;Dmilithowi i Rekinowi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;(mam nadzieję, że kiedyś jeszcze usłyszę was na żywo)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;I. WSTĘP&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Utwór muzyczny, film, książka, rysunek, wiersz, etc., etc., etc. Zawsze, kiedy mamy do czynienia, z którymś z nich wartościujemy: piękne/brzydkie, głębokie/płytkie, poruszające/nudne... Na tych naszych "pierwotnych odruchach" nadbudował się podział sztuki na wysoką i niską. Nie jest to oczywiście prosta binarna struktura, ale raczej ciągła o dwóch punktach skrajnych i czasem status pewnych dzieł pozostaje niejasny. Można jednak wskazać na pewne elementy, które pomogą w klasyfikacji: kunszt, indywidualny styl, treść... Powszechnie uważa się - a pogląd ten ma, być może, swe wielowiekowe korzenie -, że tą najbardziej podstawową cechą jest piękno (rozumiane dosyć szeroko, np. w muzyce będzie to raczej zdolność do poruszenia odbiorcy) - do sztuki wysokiej zaliczymy piękny, a nie brzydki obraz, piękną rzeźbę, poruszający film czy wiersz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Dzisiaj jednak piękno otacza nas ze wszystkich stron: piękne wystawy sklepowe, okładki książek, samochody, telefony komórkowe, meble, mieszkania, budynki, ludzie dbający o urodę i piękny strój, do tego poruszające piosenki lecące na okrągło w radiu albo w centrach handlowych, filmy, telewizyjne show i seriale, nawet gry komputerowe czy żywność. Wielu twórcom komercyjnych seriali, filmów, komputerowym grafikom czy muzykom grającym pop kunsztu mógłby pozazdrościć nie jeden mistrz sprzed wieków. I, być może, nie jeden współczesny artysta. Współczesny - pragnący być przedstawicielem sztuki wysokiej - artysta... cóż się z nim dzieje? Gdzie się podziewa? On (albo ona) ucieka... ucieka przed pięknem. Gdy piękno staje się naczelną wartością sztuki masowej, gdy następuje estetyzacja całej codzienności, całego naszego otoczenia on ucieka przed tym. Anestetyzuje się i szuka innych wartości: nowość, zdolność do szokowania, czysta forma, albo przeciwnie - rezygnacja z kunsztu. Stąd przyniesiony przez Duchampa, do muzeum, pisuar nazwany rzeźbą o tytule "Fontanna", albo "kapane" obrazy (dripping) Pollocka, "Helikopter String Quartet" (utwór na kwartet smyczkowy i cztery helikoptery) Stockhausena albo 4' 33" (4 minuty i 33 sekundy ciszy) Cage'a. Sztuka, do której podziwiania nie potrzeba któregoś ze zmysłów - posiadanych przez każdego zdrowego człowieka - ale wiedzy. Sztuka, którą podziwiają elity - przede wszystkim po to, by odróżnić się w ten sposób od mas, które uważają ją za idiotyczną, ponieważ jej nie rozumieją. Awangarda kontra pop-kultura.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Notabene: sztuka od zawsze - za wyjątkiem, &lt;i&gt;być może&lt;/i&gt;, pierwotnych wspólnot plemiennych - służyła za jedno z kryteriów podziału na klasę wyższą i niższą. Złożoność i harmonia sztuki arystokratycznej kontra prostota sztuki chłopskiej. Albo trzymanie się ustalonego "raz na zawsze" (wysokiego) kanonu kontra (pospolita) improwizacja. Dlatego też trzeba mieć na uwadze, że próba wyznaczenia nowej granicy oddzielającej sztukę wysoką od niskiej będzie zawierała również wskazówki odnośnie nowego podziału społeczeństwa. A z drugiej strony: próba utworzenia ustroju bezklasowego (czyli, tak naprawdę, złożonego z jednej klasy) będzie wiązała się ze śmiercią sztuki (czyli z występowaniem tylko jednego rodzaju sztuki - za wskazówkę jaka to będzie klasa i jaka sztuka niech wam wszystkim posłużą słowa wypowiedziane, w jednej z socrealistycznych powieści, przez mężczyznę do swej oblubienicy: "Kocham Cię jak traktor".)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wróćmy do cech różnicujących dzieła sztuki. Jeszcze na chwilę oddalmy w czasie ocenę i jedynie wymieńmy kilka z nich:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- styl &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- treść&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- kunszt &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- wymóg wobec odbiorcy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- piękno&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- nowość, pomysł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- zdolność do szokowania&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- zdolność do wywoływania &lt;i&gt;katharsis &lt;/i&gt;(Arystoteles, chyba nie muszę tłumaczyć)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- auratyczność (Benijamin, pokrótce wyjaśnię dalej)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- apel do wolności (Sartr, pokrótce wyjaśnię dalej)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- kombinacja niektórych (lub wszystkich) z wyżej wymienionych&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Jeżeli szukamy takich cech dzieła, które pomogą nam zaklasyfikować je do sztuki wysokiej lub niskiej (a przy tym na nowo wyznaczyć linię graniczną) musimy wskazać atrybuty istotowe, a nie tylko przygodne (mówiąc "po ludzku": takie, które prawdziwe dzieło musi mieć, by nim być, a nie takie, które jedynie mieć może).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;II. TŁO HISTORYCZNE&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Chociaż nie raz zarzucano mi, że nie potrafię myśleć samodzielnie, a jedynie przywoływać poglądy innych, to zawsze pretensje takie słyszałem z ust tych, którzy o myśleniu mieli pojęcie co najwyżej mgliste. Gdyby Einstein nie znał poglądów Newtona nie doszedłby do teorii względności, a Aleksander Głowacki (znany również jako Bolesław Prus) - bez obcowania z dziełami klasyków - mógłby, co najwyżej, pisać harlekiny. Nie żyjemy w świecie pierwotnym, ale tak głęboko naznaczonym historią, że - czy tego chcemy i czy jesteśmy tego świadomi, czy nie - musimy ją znać, jeśli chcemy cokolwiek znaczyć. Zacznę zatem rozważania od przywołania poglądów innych myślicieli.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Sartre, w tekście "Czym jest literatura?", próbując odnaleźć najważniejszą cechę dzieł literackich wskazuje na apel do wolności. Uważa on, że książki powinny być pisane w taki sposób by zarazem dawać oraz wymagać - i to tego samego: wolności. Jako złą powieść wymienia taką, która "chce się podobać przez schlebianie" (Sartre) oraz taką, która traktuje odbiorcę jako biernego i próbuje poruszyć go, narzucając mu emocje: strach, nienawiść, pożądanie (doskonale znamy to ze wszystkich popkulturowych "superprodukcji": Aragorn, którego podziwiamy, Voldemort, którego nienawidzimy, gniew i sprzeciw jakie odczuwamy patrząc jak ziemianie doprowadzają do zagłady ludu Na'vi zamieszkującego Pandorę). Inaczej ma się rzecz z dziełem apelującym do wolności. Z jednej strony &lt;u&gt;daje&lt;/u&gt; ono odbiorcy pewną wolność interpretacji: emocje jakie przeżyjemy, sądy jakie wydamy, sensy jakie odkryjemy nie są na nas wymuszone, ale nasze własne i, co najwyżej, nam zaproponowane przez autora. Powiedziałem "pewna wolność", bo nie jest to jednak całkowita dowolność: nie możemy z Raskolnikowa zrobić kosmity, a z jego zabójstwa nic nie znaczącej farsy. Ale to jak ocenimy jego czyn leży już w naszej gestii. "Słowem, czytanie to tworzenie kierowane." (Sartre) Z drugiej strony dobra powieść &lt;u&gt;wymaga&lt;/u&gt;: wymaga uznania wolności autora i wolności wszystkich innych ludzi - tego, że inni mają prawo zinterpretować książkę po swojemu oraz tego, że ten, kto ją napisał, był wolny (to nie jego przeżycia z dzieciństwa, ani jego pragnienie zarobku pisało, ale on sam) i korzystał przy tym ze swojej wolności (nic nie narzucał) - jeśli mamy podejrzenie, że było inaczej to lepiej nie otwierajmy tej książki i zostawmy ją tam, gdzie leży. Sartre pokazuje, że "stanie się" dziełem sztuki istotowo związane jest z relacją przedmiot-odbiorca. I to nie tylko w tym sensie, że książka, której nikt nigdy nie przeczyta nie będzie książką, powieścią, ale jedynie jakimś obiektem materialnym (papierem pokrytym, w specyficzny i do pewnego stopnia regularny sposób, atramentem). Chodzi przede wszystkim o to, że dany twór, aby mógł zostać uznany za dzieło sztuki, musi być tak skonstruowany, aby umożliwiać pewne nastawienie odbiorcy, ale i wymagać go: ani nie ulegać całkowicie, ani całkowicie nie przymuszać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Słówko  o Heideggerze: uważa on, że dzieło sztuki wysokiej, to takie, które  otwiera nam inny - często już miniony - świat i poszerza (czyli również zmienia) o niego nasz  własny (np. interpretuje on obraz van Gogha przedstawiający stare buty  jako otwierający przed nami świat chłopki, wracającej z pola po całym  dniu znojnej pracy) oraz takie, które sprowadza boskość, świętość do  świata (jak np. starożytna grecka świątynia).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Benjamin jest pierwszym filozofem, który poważnie traktuje (dopiero rodzącą się w tamtych czasach) sztukę masową. Wprowadza on do estetyki pojęcie aury, za pomocą którego próbuje odróżnić sztukę wysoką od popularnej. Aura jest, jak powiada, pewną osobliwą pajęczyną przestrzeni i czasu (swoistym czasoprzestrzennym usytuowaniem, kontekstem, od którego nie można oderwać dzieła sztuki), zjawiskiem pewnej dali, choćby była jak najbliżej (dystansem wobec rzeczywistości, pewnym transcendowaniem jej), niepowtarzalnością, przeciwstawioną reprodukcji, indywidualnym momentem idealności dzieła (dzieło sztuki w taki sposób uchwytuje to, co indywidualne, że nadaje temu cechy idealne). Tworzenia aury, w przeciwieństwie do kunsztu artystycznego, nie można się nauczyć. Można powiedzieć, że aura jest pewnym &lt;i&gt;sacrum&lt;/i&gt; w dziele - wymaga odpowiedniego nastawienia i "świętego skupienia". By jeszcze podprowadzić czytelnika pod odpowiedni rozumienie aury przywołam pewien (być może bardzo subiektywny) przykład: ilu bym nie obejrzał fotografii chmur, nie ważne jak dobrze zrobionych, jakim aparatem z jaką rozdzielczością, przez nie wiadomo jakiego profesjonalistę nigdy nie doznaję tego zachwytu, jaki odczuwam, gdy spoglądam na prawdziwe niebo - cały ten niepowtarzalny kontekst, klimat i "sakralność" to właśnie aura (wg Benjamina aurę mogą mieć nie tylko dzieła sztuki, ale także twory natury).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Sztuka auratyczna (wg Benjamina):&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- istnieje jako oryginał;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- reprodukcja dla jej istnienia jest nieistotna;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- jest niepowtarzalna i cechuje ja trwanie (jest ponadczasowa i dystansuje się wobec rzeczywistości);&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- nacechowana jest autentycznością (wyrasta z autentycznych przeżyć podmiotu);&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- ma związek z rytuałem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Sztuka masowa zaś:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- istnieje w formie reprodukowalnych kopii (nie ma oryginału);&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- jest powtarzalna i powierzchowna;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- jest zakorzeniona w rzeczywistości, z której wyrasta i w której funkcjonuje;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- nie nosi nawet pozorów indywidualności;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- nie występuje w rytuale.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;[Wspomnianej indywidualności nie należy rozumieć na podstawie hasła z reklamy coca coli: "Join to thousands individuals!": każdy jest indywidualny, różny, niepowtarzalny: pije coca colę, nosi jeansy, ogląda telewizję i czyta Harrego Pottera. Chodzi o autentyczną indywidualność, czyli - przede wszystkim - niepowtarzalność własnych decyzji i ich autonomię, tzn. niezależność np. od opinii innych ludzi.]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Dodam jeszcze, że Benjamin nie wartościował całkowicie negatywnie sztuki masowej - widział w niej pewien potencjał. Przeciwnie niż "przyjaźniący" się z Benjaminem Adorno, który twierdzi, że sztuka masowa jedynie utrwala istniejący system, czyli kapitalizm, a niezdolna jest do krytyki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;III. O DZIELE&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Teoria Benjamina jest "ciekawa", jednakże koncepcja aury wiąże dzieło sztuki z pewnymi, zewnętrznymi wobec niego, elementami. Wenus z Milo oglądana w Luwrze, pośród tysięcy innych dzieł sztuki nie "zrobi" takiego samego "wrażenia" jak oglądana na akropolu na jednej z greckich wysp. Otoczenie, kontekst budują nastrój odpowiedni (lub nie) dla odbioru danego dzieła. Jednakże wydaje się, że to, co czyni wspomnianą rzeźbę prawdziwym arcydziełem jest zawarte w niej samej. Często napotykamy na dzieło poza przynależną mu "świątynią", a jednak działa na nas tak, jak zdarza się to tylko raz w życiu. "Przemawia" do nas coś z jego wnętrza. Intuicja tej wewnętrzności (myślę, że podobna towarzyszyła Deleuze'owi i Guattari'emu, gdy pisali o kompozycji podtrzymującej samą siebie) każe mi polemizować z Benjaminem i Adorno (oraz tradycją hermeneutyczną). Wydaje mi się, że kompozycja staje się dziełem sztuki nie dzięki umiejscowieniu (pajęczynie czasu i przestrzeni), nie dzięki odniesieniu do jakichś transcendentnych wartości (jak piękno czy nowość), ale immanentnie, jakby poprzez aurę-w-dziele. Nie aura otaczająca dzieło, ale raczej emanująca, parująca z niego. Nie zależna od miejsca i czasu, ale "strukturyzująca" całą przestrzeń i dzieje. Nie świętość, której dzieło jest wrotami, ale "świętość", którą jest samo. Prawdziwy artysta to nie taki, który wychwala to co święte, ale który "świętość" stwarza. Kiepskim dziełem jest&amp;nbsp; to, które "zamraża" wiązkę mocy je wytwarzających, którego wypadowa sił równa jest zeru, które jest reaktywne, &lt;i&gt;quasi&lt;/i&gt;-biernie odbija swojego odbiorcę (krzywe zwierciadło, to nadal tylko zwierciadło, nawet jeśli potrafi nas rozbawić). Wielkim to, które samo staje się mocą, nową siłą oddziałującą na rzeczywistość, aktywnością. Jedno przesiąknięte negatywnością i drugie - na wskroś afirmatywne. Jedno jest tylko chwilą, drugie rzuca wyzwanie wieczności.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Oto cecha będąca nową linią podziału dzieł sztuki: immanencja, aura-w-sobie (być może będzie trzeba poszukać odpowiedniejszego słowa). Na jakich jednak elementach dzieła nadbudowuje się ten atrybut? Na pewno chodzi o coś związanego ze zmysłami oraz coś związanego z namiętnościami. Deleuze i Guattari rozróżniają te elementy w zależności od tego jakiemu dziełu one przysługują. Prawdziwe dzieło sztuki jest kompozycją perceptów i afektów tworzących bloki wrażeń. To, co jedynie pretenduje do miana dzieła sztuki, to kompozycja percepcji i uczuć (bądź doznań) tworzących mniemania. Percepcje i uczucia związane są z pamięcią autora - są tym, co zarejestrował i czego doznał, i co teraz przywołuje ze swojej pamięci; są również zbudowanymi na ich podstawie jego mniemaniami lub pustym miejscem, w które czeka na wypełnienie przez mniemania odbiorcy. Percepty i afekty przeciwnie: są przeciwko pamięci. To byty autonomiczne i samowystarczalne, niezależne ani od ich twórcy, ani od ich odbiorcy. Percept to chwila świata oczyszczona ze wszystkich śmieci i nasycona Życiem do tego stopnia, że staje się trwała i istnieje sama przez się. Uczyniona odczuwalną nieodczuwalna siła działająca w świecie. Budynek sądu z "Procesu", morskie głębiny z "Wielkiego błękitu"., kosmos z "Oriona" Afekt to nieludzkie stawanie się człowieka. Odkryte przez artystę nowe lub zapoznane "uczucie", takie, którego odbiorca nigdy jeszcze nie przeżył, którego dopiero musi nauczyć się "przeżywać", które przez to nie jest w pełni ludzkie: jedność Ahaba i Moby Dicka, lasu i Quorthona, van Gogha i słoneczników. Prawdziwym dziełem sztuki jest to, co rozwija nasz sposób patrzenia na świat i odczuwania go. Kiepskim (a raczej żadnym) to, co utrwala w nas pospolite pobudzenia zmysłów i pospolite emocje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Reaktywność kiepskiego tworu, jego zdolność do - jedynie - odbijania świata rzeczy jest utrwalaniem zastanego świata (porządku społecznego, systemu wartości, prawa, obyczajów). Aktywność (afirmatywnego) dzieła sztuki jest jego potencjałem krytycznym. Jednak, jak pokazują Deleuze i Guattari, to co aktualnie strukturyzuje rzeczywistość społeczną: Kapitalizm, jest systemem ukonstytuowanym na zmianie, krytyce (a dokładniej: na deterytorializacji - nie miejsce to jednak, na wyjaśnianie tego terminu). Oczywiście jest to krytyka tylko pozorna, zmiany jedynie iluzyjne. Nowe ustawodawstwo, nowe ruchy mniejszościowe, swoboda obyczajów, nowe formy rozrywki, nowe produkty, nowe sposoby na ukazywanie swojej indywidualności i odrębności - wszystko jednak służące logice Kapitalizmu. Zadanie prawdziwej sztuki staje się dziś nad wyraz trudne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;IV. O ODBIORCY&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Powodzenie tego zadania nie leży jednak wyłącznie w rękach artystów, chociaż jest istotowo z nimi związane.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wróćmy do kwestii "świętości" dzieła sztuki. Gdy u Nietzschego da się wyczuć te momenty tęsknoty za świętością, to nigdy nie jest to tęsknota za religijną sakralnością, za Transcendensem. Bliżej tu raczej do hinduizmu i jego kategorii "czystości", wedle której dzielą się kasty. "Świętość" dzieła sztuki jest pewną "czystością", którą powinniśmy "uszanować". Wymogiem "kąpieli", którą powinniśmy odbyć nim będziemy z nim obcować.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Masowość sztuki jest tym, co daje do niej dostęp każdemu i nawet biedny Janko Muzykant może posłuchać głosu skrzypiec, a nawet ich dotknąć. Jednakże ta sama masowość sprawia, że nie będą to już skrzypce diabolicznego Paganiniego, ale co najwyżej plastikowej Vanessy-Mae. Gdy sztuki może dotknąć każdy znajdzie się wreszcie ktoś, kto zrobi to brudnymi, tłustymi, spoconymi paluchami. &lt;u&gt;Plebs kala to co wielkie, nie wie bowiem czym jest szacunek.&lt;/u&gt; Mogło się niektórym wydawać, że motłoch zna respekt - jednakże wzięli oni za przymiot to, co było jedynie echem pańskich batów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Cóż jednak uczynić? Wrócić do feudalizmu? To, że miał on wiele pozytywnych (choćby dla sztuki) cech, nie oznacza, że nie miał też negatywnych. Żył wtedy Rembrandt, ale żył też Janko. Czy to oznacza jednak, że mamy akceptować to, co dziś jest liche? Tak jak konserwuje się demokrację: "może to i zły system, ale lepszego nie wymyślono". Kto tak mówi, ma w tym interes lub jest jedynie nieświadomą marionetką w czyichś rękach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Być może w dzisiejszym świecie najskuteczniejszą wyda się metoda Oświecenia: zmusić ludzi by codziennie się myli. Edukacją zwalczono bród i związane z nim siedliska zarazy, analfabetyzm i totalną zaściankowość (oczywiście nie wszędzie sukces był stuprocentowy). Pora może zatem na edukację estetyczną. Ale czyż nie czytamy w szkole poezji i prozy? Czyż nie natykamy się na reprodukcje obrazów i rzeźb? Czyż nie puszczają nam muzyki poważnej? Czy nie karmi nas tym telewizja i miejskie bilbordy (nie raz słyszy się w tle reklamy albo zawodów sportowych jakiś utwór muzyki poważnej, nie raz widzi się obraz czy rzeźbę), a nawet wystawy sklepowe? A jednak mimo szkoły i telewizora większość nadal ma problemy z poprawnym posługiwaniem się językiem ojczystym, interpretacją wiersza czy w ogóle czytaniem, z tabliczką mnożenia - o bardziej skomplikowanych operacjach nie wspominając - a historii zna tylko tyle, by czuć nienawiść do Niemców i Rosjan. Edukacja? - nic z tego! (Być może wina nie leży w samej edukacji, ale w rodzicach i nauczycielach, którzy edukować nie potrafią... ale czego ja żądam od ludzi, którzy oglądają "Taniec z gwiazdami"?)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Potrzeba zapewne splotu edukacji, ograniczonej dostępności oraz pożądania - ale nie miejsce to, na takie rozważania. Warto jedynie zauważyć, że - być może - zakaz komercyjnego i marketingowego wykorzystywania dzieł sztuki wydaje się dobrym pomysłem. Chodzi raczej o to, że tym, co powinno być kształtowane w pierwszej kolejności musi być nie zmysł estetyczny (nawet nie alfabet czy arytmetyka), ale respekt, szacunek wobec tego, co poza mną. Kiedy mówię, że ma to być pierwsza wpajana rzecz, to mam namyśli nie to, że ma być ona celem ("nowej") edukacji, ale jej punktem wyjścia. Jest to, zdałoby się, najbardziej banalna rzecz pod słońcem, a nie dostrzegają jej nawet ludzie, zdałoby się, wyjątkowo inteligentni. Jeśli zapytam, to większości wyda się oczywiste, że jeśli ćwiczy się swoje zdolności matematyczne (przez zapamiętywanie wzorów, poznawanie teorii, ale - przede wszystkim - codzienne, żmudne, często wielogodzinne rozwiązywanie zadań) to ma się szansę zostać matematykiem, a nie skrzypkiem, a ćwicząc swe zdolności muzyczne (przez naukę odczytywania zapisu nutowego, rytmikę, poznawanie teorii i technik i - przede wszystkim - codzienną, żmudną, wielogodzinną grę na instrumencie) to ma się szansę zostać świetnym muzykiem, a nie matematykiem. Dlaczego zatem, do cholery, ludzie są tak święcie przekonani, że potrafią myśleć racjonalnie, oceniać dzieła sztuki i decydować o własnym życiu? Tak jak gdyby były to jakieś wyjątkowe sfery, do których dostęp uzyskuje się automatycznie. Nie muszę spędzać wielu godzin nad poznawaniem teorii muzyki i słuchaniem utworów z różnych gatunków, by wiedzieć, że ta muzyka jest dobra, która mnie rusza. Nie muszę kontemplować wielu obrazów i poznać związanej z nimi teorii by wiedzieć, że ten i ów są ładne, bo mi się podobają. Nie muszę kształcić się w zakresie historii filozofii i podstawowych dziedzin filozoficznych, by wiedzieć, że potrafię myśleć, w końcu ja to robię najlepiej, i że potrafię żyć, kto inny mógłby wiedzieć na ten temat coś więcej?! Niestety, wciąż większość ludzi uważa, że masturbacja i gwałcenie dmuchanej lalki są lepsze niż upojna noc z poderwaną/poderwanym piękną kobietą/przystojnym mężczyzną.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;[I jeśli Foucault pisał o estetyzacji życia, o uczynienie z niego dzieła sztuki, to nie sądzę, by wolał plastikowe zabawki, zamiast żywych chłopców. Chodziło mu raczej o nadanie sobie wewnętrznej auratyczności niż zatopienie w Się. Deleuze, moim zdaniem, mówi dokładnie to samo: życie ma mieć wartość immanentną.]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;V. PODSUMOWANIE&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- Czy to wszystko oznacza, że mam od teraz słuchać Bacha, kontemplować obrazy van Gogha, analizować (św.) Tomasza, recytować Mickiewicza i czytać Sienkiewicza?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- Nie! To oznacza, że zanim zaczniesz coś oceniać musisz to dokładnie zrozumieć: uzyskać odpowiednią dawkę wiedzy oraz wyrobić w sobie wrażliwość estetyczną. Dostrzeżesz wówczas piękno żółci van Gogha, "inspirujące" i szkodliwe elementy koncepcji Tomasza i płytkość oraz rasizm "W pustyni i w puszczy" czy Trylogii. Z takimi narzędziami będziesz zdolny do samodzielnej oceny zamiast jedynie powtarzać słowa rodziców, nauczycieli, księży i prowadzących telewizyjne talk show. Będziesz miał również możliwość oceny tego co nowe.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- Czy aktywność prawdziwej sztuki oznacza, że zniewala mnie ona? Przeciwnie niż mówił Sartre?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- Raczej rzuca Ci ona wyzwanie - możesz je podjąć, albo stchórzyć. Ale zostawia przy tym wystarczająco dużo swobody, by w odstęp między literami, czy pociągnięciami pędzlem wcisnąć cały kosmos. Jest gorącym płomieniem, który ogrzewa, ale może też spalić. Przeciwnie dzieła kiepskie: są podobne raczej do lodowatego podmuchu powietrza, który zamraża wszystko co żywe: nie rzucają one wyzwania, a jedynie utwierdzają cię w dotychczasowych obserwacjach, doznaniach i poglądach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- Dlaczego niby muszę zaprzątać sobie czas słuchaniem metalu, kiedy wole muzykę poważną, albo poezją, skoro więcej przyjemności sprawia mi czytanie książek fantasy? Czemu mam czytać Deleuze'a a nie wyłącznie Rawlsa? Dla czego w ogóle muszę czytać czy kontemplować obrazy, skoro wolę iść na piwo, albo zrobić w tym czasie coś zupełnie innego?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;- Nie musisz. Jesteś wolnym indywiduum i możesz być kim tylko zechcesz: psem, małpą, albo głupcem. Ja jednak wolę towarzystwo ludzi mądrych, małpy w klatce i psy na smyczy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Źródła: - J.P.Sartre "Czym jest literatura?"&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; - G.Deleuze i F.Guattari "Co to jest filozofia?"&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp; - informacje na temat T.W.Adorno i W.Benjamina pochodzą z wykładów dr-a R.Rogozieckiego&lt;/i&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-240610553853746063?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/240610553853746063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/11/szkic-o-sztuce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/240610553853746063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/240610553853746063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/11/szkic-o-sztuce.html' title='Szkic o sztuce'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-9172082184547417248</id><published>2010-11-11T13:20:00.000-08:00</published><updated>2011-11-24T05:36:27.418-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>Dionizos</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;"Ja jestem prawdziwym krzewem winnym" - powiada o sobie Jezus (J 15,1), dalej porównując Boga-Ojca do ogrodnika, uczniów do pędów winorośli, a później - w konsekwencji - swoją krew do wina. Być może pobrzmiewa tu echo słów Izajasza, ze Starego Testamentu, być może jednak czegoś o wiele starszego... i dostojniejszego, co kultura judeo-chrześcijańska próbowała sobie, nieudolnie, przywłaszczyć, a później zniszczyć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;W epoce brązu na Krecie rodzi się kultura minojska. Kultura, której główną formą jest coś, co można by określić jako mistyczny kontakt ze światem, a której główna treść wiąże się z imieniem, którego znaczenie pragnę przybliżyć. Z imieniem, które po raz "pierwszy" pojawia się pod koniec II tysiąclecia p.n.e. A właściwie z imionami, pod którymi kryje się ktoś, kogo wiele religii, wiele kultur basenu Morza Śródziemnego (i nie tylko - tak myślę) próbowało zagarnąć: Eleuther/Eleutheros (w Rzymie: Liber), Pentheus (albo Megapenthes), Iakar/Iakchos (jedno z imion egipskiego Syriusza), Zagreus, nawet Zeus lub podziemny Zeus (Hades, Pluton), Bachus. Czysty blask pełni lata - Dionizos.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Początkowo jego kult związany jest ze światłem i miodem. Później symbolami stają się byk, wąż, kobieta, bluszcz i - w miejsce miodu - wino. Dionizos:&amp;nbsp; wiecznie pijany,&amp;nbsp; gruby z czerwonym nosem bóg wina, jakiego znamy z książek opisujących mitologię starożytnej Grecji oraz kreskówek i wszelkich innych produktów popkultury? Jak długo jeszcze będziemy myśleli według tych pospolitych schematów, zamiast podjąć samodzielny wysiłek?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Dionizos: bóg okresu dwuletniego... W przeciwieństwie do znanego i naturalnego dla nas rocznego cyklu świąt, uroczystości ku czci Dionizosa powtarzały się co dwa lata. W ciągu każdych 24 miesięcy zmieniała się forma i nastrój uroczystości: z wyciszonego, sennego, nieco żałobnego na euforyczny, radosny. Czemu? Ponieważ pierwszy rok, każdego takiego cyklu, jest rokiem nieobecności boga - nieobecności wśród żywych - i czczenia go jako &lt;i&gt;Chthonios&lt;/i&gt;: Dionizosa Podziemnego, "boga umarłych urzeczywistniającego stan śmierci" (Kerenyi). Czas ten zamyka kilka świętych dni, podczas których kobiety uczestniczyły w &lt;i&gt;"enthousiasmos&lt;/i&gt;, pełnym adoracji i uniesienia zjednoczeniu się z bogiem" (Kerenyi) i śpiewały hymny mające zbudzić go ze snu. Drugi rok, to czas paruzji, obecności boga, który staje się panem wszystkich żywych istot, który teraz sam podżega do zabijania, aż w końcu - u schyłku całego okresu - sam staje się rozerwaną na strzępy ofiarą (symbolizowaną, w święcie, rozszarpywaniem żywego byka*, a czasem nawet przywódcy obrzędów). Umarłe życie zaczyna się słabo tlić, wreszcie wybucha szaleńczą pełnią, tylko po to, by ponownie roztrwonić się. I będzie się to powtarzać w nieskończoność: Dionizos będzie odradzał się, po to by ponownie zostać rozerwanym na strzępy. Życie skupi się, by osiągnąć taką intensywność, która ponownie je rozproszy. [Gdzieniegdzie okres świąteczny został skrócony do 12 miesięcy - wydaje się to naturalne przy uwzględnieniu europejskiego, czyli jednorocznego, cyklu wegetacji. I u samego Kerenyi'a czuć pewne zdziwienie tradycyjnym czasem obchodzenia uroczystości. Jednakże każdy, kto miał bliższy i dłuższy kontakt z naturą, oraz posiada wprawne oko, zrozumie ten stan rzeczy.]&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Czego bogiem był Dionizos? &lt;i&gt;Zoe&lt;/i&gt;, życia. Grecy jednakże posiadali dwa słowa, na oznaczenie życia, dwa słowa zawierające różne sensy: &lt;i&gt;zoe&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;bios&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Bios&lt;/i&gt; oznacza konkretne, określone, wyposażone w cechy charakterystyczne, kończące się śmiercią życie. &lt;i&gt;Zoe&lt;/i&gt; jest niedookreślonym, nieskończonym, nieograniczonym biegiem życia, prawdziwym przeciwieństwem &lt;i&gt;thanatos&lt;/i&gt; - śmierci. &lt;i&gt;Bios&lt;/i&gt; jest wiele, można by porównać je do koralików - wówczas &lt;i&gt;zoe&lt;/i&gt; byłoby nieskończoną nicią, na którą są one nanizane. &lt;i&gt;Bios&lt;/i&gt; jest czymś, co można opisać. &lt;i&gt;Zoe&lt;/i&gt; - najbardziej pierwotnym (pierwszym i najgłębszym) ze wszystkich doświadczeń.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wino. Soczyste i pełne życia kiście winogron dojrzewają na krzaku w czystym blasku pełni lata. Wreszcie, pod ciężarem przelewającego się w nich istnienia, kiść obrywa się i upada na ziemię. Gnije i umiera. Nie nadaje się już do sycenia głodu. Zaczyna jednakże fermentować - przemienia się w wino, które znów można spożywać. Znów jest życiem, chociaż już nie takim samym. Dionizos jest bogiem wina - ale tylko dlatego, że wino jest symbolem życia, nieskończonego &lt;i&gt;zoe&lt;/i&gt;. Tę samą funkcje pełnił we wczesnych etapach jego kultu miód (pitny) - sfermentowany "nektar" pszczeli. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Według mitu tym, który uczy Dionizosa sporządzać wino z winogron, jest wąż.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; Byk rozrywany jest na strzępy, wraz z Bachusem. Kobiety - bachantki budzą boga-życie ze snu-śmierci. Kobiety... Jedną z nich - towarzyszką - była Ariadna, Pani Labiryntu. Labiryntu nie należy jednak rozumieć we współcześnie przyjętym sensie tego słowa: jako miejsca, w którym można zgubić drogę, ale jako meander albo spiralę, która, o ile "nie pochłonie nas z kretesem punkt centralny [...] wijąc się i kręcąc, niezawodnie powiedzie nas z powrotem" (Kerenyi). Labirynt - jako zamknięty - jest miejscem śmierci, złowieszczą przestrzenią, w której czai się Minotaur (pół-byk!). Z drugiej strony niekończąca się, nieprzerwana linia meandra przedstawia niedopuszczające żadnej nieciągłości &lt;i&gt;zoe&lt;/i&gt;. Jest też symbolem tańca - widokiem z góry na linię, po której porusza się tancerz -, ten zaś, ponownie, jest związany z &lt;i&gt;zoe&lt;/i&gt; i Dionizosem. Czemu zatem to Ariadna określona byłaby jako pani życia? Gdyż - według mitu - ona, oblubienica Dionizosa, jest tą, która ponownie wydaje go na świat - gdy wraca do życia po tym, jak został rozdarty na strzępy. Ojcem tego dziecka jest zaś sam Dionizos (Ariadna zostaje zapłodniona jego oderwanym &lt;i&gt;phallos&lt;/i&gt; - dlatego ten organ, wyrzeźbiony w drewnie lub kamieniu, był obnoszony w procesji podczas jednego ze świąt ku czci tego boga). Życie, które samo siebie zapładnia i samo siebie rodzi - nieskończenie, bez żadnych przerw; jedno, wieczne życie, ale obdarzone dwoma pierwiastkami: męskim i żeńskim.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Dionizos umiera rozerwany na strzępy a potem rodzi się na nowo. Przypomina to nieco sytuację z Nowego Testamentu: Chrystus zostaje ukrzyżowany, a po trzech dniach zmartwychwstaje. Jednakże jak inne sensy zawierają oba te wydarzenia. Chrześcijaństwo ukazuje życie jako winne wobec ludzi i ich stwórcy, a cierpienie jako drogę do świętobliwości. Grecka tragedia - rodząca się z dionizyjskiej muzyki - uważa życie za boskie, za samo w sobie dość święte by usprawiedliwić nawet niezmierną ilość cierpienia. Chrześcijaństwo jest marzeniem o śmierci jako końcu cierpienia, dionizyjska tragiczność jest afirmacją życia, nawet najtwardszego. "Bóg na krzyżu jest przekleństwem, rzuconym na życie, wskazówką, iż należy się z niego wyzwolić; pokrajany na części Dionizos jest &lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;,Courier,monospace;"&gt;&lt;u&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;obietnicą&lt;/span&gt;&lt;/u&gt; &lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;życia; wiecznie będzie rodzić się na nowo i powracać z rozbicia." (Nietzsche) Ariadna zaś, jako oblubienica Dionizosa, jest tą, która afirmuje takie właśnie życie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;,Courier,monospace;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;Wszyscy, którzy próbują z Nietzschego zrobić wielkiego apologetę chrześcijaństwa, a całą jego myśl zinterpretować jako zradykalizowany protestantyzm, z oślą upartością zamykają oczy na pewien fakt: Nietzsche studiował filologię klasyczną, a jego pierwsza książka poświęcona była greckiej tragedii. Zresztą - czyż i jego koniec: 11 lat szaleństwa, może być bliższy czemuś innemu niż dionizyjskiej &lt;i&gt;manii&lt;/i&gt;?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;,Courier,monospace;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;"Zrozumianoż mnie? - &lt;u&gt;Dionizos przeciw Ukrzyżowanemu&lt;/u&gt;..." (Nietzsche)&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;Źródło: K. Kerenyi, "Dionizos"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;*być może tu ma swe źródła hiszpańska korrida; czyż zresztą w sangrii i flamenco nie pobrzmiewają równie greckie echa?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-9172082184547417248?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/9172082184547417248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/11/dionizos.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/9172082184547417248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/9172082184547417248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/11/dionizos.html' title='Dionizos'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-366397834494264555</id><published>2010-11-01T06:12:00.000-07:00</published><updated>2011-11-24T05:35:23.475-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia społeczna'/><title type='text'>A jednak patriotyzm!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Czym jesteśmy? Wypadkową nieskończonej ilości sił. Czy oznacza to totalny indywidualizm?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ludzie żyjący w podobnym klimacie, na podobnej glebie, stykający się na co dzień z podobnymi zagrożeniami, mający podobne potrzeby i wykonujący podobną pracę - mówiąc krótko: egzystujący w podobnych warunkach zaczynają rozumieć siebie na wzajem lepiej, niż innych. Powstaje wówczas "naród". Powstaje również wspólny język, gdyż (dobra) komunikacja wymaga nie tylko używania tych samych słów, ale również oznaczania nimi podobnego rodzaju przeżyć wewnętrznych, a więc jakiegoś bliźniaczego doświadczenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Czemu okres zaborów był okresem wzmacniania poczucia wspólnoty narodowej wśród Polaków? Przyczyną była właśnie wspólnota przeżyć: poczucie zniewolenia, kulturowego i językowego wykorzeniania, nadzieja na odzyskanie wolności i Tajemnica: planowanie powstania, wyczekiwanie wojsk Napoleona, lektura poezji Mickiewicza i prozy Sienkiewicza, etc. Mało co jednoczy równie silnie jak wspólna tajemnica.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Czyż nie to samo wzmocniło te "wypierdy germańskiego ducha" (Tuwim) w dwudziestoleciu międzywojennym? Utrata olbrzymich połaci ziemi (w tym imperium kolonialnego),&amp;nbsp;&amp;nbsp; uznanie suwerenności Belgii, Polski, Czechosłowacji i Austrii, demilitaryzacja, a w końcu wielki kryzys gospodarczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;Nie chodzi jednak tylko o wydarzenia najnowsze, ale całą długą historię ludów - odkąd osiadły tryb życia zaczął wypierać wędrowny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Wspólnotę rodziny, zastąpiła wspólnota wioski, tę wspólnota etnosu, regionu, narodu, wreszcie dziś mamy do czynienia ze wspólnotą europejską, a nawet globalną.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Co umożliwia poczucie więzi? Jak już była mowa: podobieństwo przeżyć i potrzeb. Co jednak umożliwia coraz szersze poczucie więzi? Coraz większa zwyczajność, coraz większa przeciętność, coraz większa &lt;b&gt;pospolitość&lt;/b&gt; odczuć. Estetyczne mieszkanie, pożywne jedzenie, modne ciuchy, muzyczne hity, filmowe superprodukcje, łatwy seks, dobry sen, mocna wódka, wygodne i bezpieczne życie. Coca Cola, Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, konto na facebooku, Avatar, spodnie z House'a, posiłek w McDonaldzie, weekend przy komputerze, przed telewizorem, albo w galerii handlowej, polityczna debata nie poruszająca zbyt trudnych tematów, ale przy tym pełna emocji, żeby nie była nudna, monitoring w mieście, żebyśmy mogli bezpiecznie spacerować i wykrywacze metalu, przy wejściu do szkoły, żeby nikt nas nie pchnął nożem. Przy czym wszystko to pod setką masek, gdyż jedną z największych potrzeb współczesnego człowieka jest potrzeba odróżnienia się (ale nie radykalnego!) od innych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;A co z przywódcami tego stada? Pastuchowi zawsze bliżej do barana, niż do wilka...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Tak. Potrzebujemy patriotyzmu! Potrzebujemy go, by zachować wszystko to, co już mamy i coraz dalej podążać w tym kierunku, w którym podąża (jakże patriotyczna, jakże chrześcijańska, jakże kapitalistyczna, jakże liberalna) Ameryka: ku bezpiecznemu, wygodnemu, luksusowemu życiu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;"Jakżeby można w ludziach średnich budzić odrazę do ich średniości!" (Nietzsche)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-366397834494264555?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/366397834494264555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/11/jednak-patriotyzm.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/366397834494264555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/366397834494264555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/11/jednak-patriotyzm.html' title='A jednak patriotyzm!'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-5290029781790466269</id><published>2010-10-28T16:54:00.000-07:00</published><updated>2011-11-24T05:35:23.476-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia społeczna'/><title type='text'>Patriotyzm???</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Chociaż starałem się ze wszystkich sił umknąć przed tym zagadnieniem - by nie mieszać się w całą tę gęstwinę płytkich uniesień, która, niczym pleśń, zaczęła pokrywać debatę publiczną - to jednak zostałem zagnany w ślepą uliczkę przez moich intelektualnych - tych żyjących - antagonistów (czy może raczej agonistów, jeśli sięgnąć do greckiego źródłosłowu) i chcąc nie chcąc zacząłem rozważać tę kwestię.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Patriotyzm - czym jest? Zgodnie z tradycyjną definicją słowo to oznacza miłość do ojczyzny. Myślę, że pierwszej składowej nie warto poświęcać zbyt wiele uwagi, ponieważ już nie jedno napisano o tym, żeby tę "miłość" rozumieć nie jako ślepą na wszystko, lecz dojrzałą - a to znaczy, przede wszystkim, krytyczną. Ważniejszy jest drugi komponent tej charakterystyki: ojczyzna. Można ją rozumieć zarówno jako "ziemię i krew" jak i jako kulturę. W obu wypadkach mamy jednak do czynienia z pewnym mitem, mitem zrodzonym przez panującą od wieków metafizykę obecności, mitem mówiącym, że istnieje jakaś niezmienna, aczasowa istota, esencja ojczyzny, podstawa tego, co świadczy o byciu prawdziwym mieszkańcem danego kraju. W wulgarnej wersji będzie to pochodzenie z ziemi i krwi przodków - przy czym im "czystsza" jest to krew, tym bliżej się jest rdzenia. Bardziej "cywilizowana" forma patriotyzmu przenosi tę podstawę w krainę ducha i mówi o kulturze, która zbudowana jest ze wspólnego języka, wspólnej historii, tradycji i - najczęściej - wyznania. Na ten trzon składają się kolejni władcy (lub kolejne rządy) dbające o interes swojego kraju, wychwalający go poeci i pisarze, uczeni i badacze, którzy wsławili go w świecie, znani i bezimienni żołnierze broniący go przed najeźdźcą, etc. W Polsce mamy choćby Mieszka I, Mickiewicza, Kopernika i rzesze powstańców. Wszystko się niby zgadza, więc czemu "mit"?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Termin ten nie ma tu oznaczać pewnego przednaukowego sposobu wyjaśniania, ale raczej pewien iluzyjny obraz rzeczywistości działający na korzyść jednych, a niekorzyść innych (przy czym jego kreacja może być albo świadoma, albo nieświadoma). Mit "Blut und Boden" ukrywa lub deprecjonuje fakt mającej miejsce, na przestrzeni wieków, migracji oraz mieszania się krwi - nie warto się przy nim dłużej zatrzymywać, gdyż dzisiejsza nauka pozwala na łatwe wykpienie całego tego "genetycznego patriotyzmu". O wiele trudniejsze jest jednak zdyskredytowanie mitu kulturowego, gdyż do oświecenia nie wystarczy tutaj żadna tabelka z danymi procentowymi, lecz potrzeba trudnego i żmudnego procesu rozumowania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Zawsze wszystko najłatwiej wyjaśnić na przykładzie - weźmy zatem najbliższy nam: to, co nazywamy Polską. W 966 roku następuje Chrzest, potem mamy tu i ówdzie wojenki, Unię z Litwą, w 1410 Jagiełło nakopuje pod Grunwaldem Krzyżakom, w XVI wieku Kopernik dokonuje rewolucji w nauce, Kochanowski pisze fraszki, pod koniec XVIII wieku dochodzi do rozbiorów, ale nie ma co płakać, ponieważ pojawia się wielki wieszcz narodowy Adam Mickiewicz, dochodzi do powstań, Sienkiewicz pisze i pisze ku pokrzepieniu serc, aż wreszcie - z szabelkami w dłoni - wywalczamy sobie niepodległość, jednak na krótko: przychodzą Niemcy i dokonują ofiary całopalnej, później przeganiają ich nasi wschodni "bracia" wprowadzając w naszym kraju czerwoną (od krwi) gospodarkę centralnie sterowaną (bo ani socjalizm, ani komunizm to nie był), od której uwalnia nas, noszący imię legendarnego założyciela Polski, Wałęsa dokonując skoku (ostatnio się okazuje, że może nawet całej serii) przez płot. W ten sposób docieramy do dnia dzisiejszego i dzielimy się na prawdziwych Polaków: chrześcijan znających całą tę opowieść, jej bohaterów i ich dokonania oraz Polaków fałszywych, czyli np. takich, którzy mówią śląską gwarą lub czytają Gombrowicza lub mieli dziadka w Wermachcie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Czemu mit? Bo cała ta wtłaczana nam do głów, przez cały okres edukacji, wielka opowieść zafałszowuje i deprecjonuje całą serię wewnętrznych napięć, ruchów, zmian i różnic dokonujących się na przestrzeni wieków. Nie mówi się o setkach wyrżniętych w pień (np. plemionach pruskich, które nie chciały przyjąć &lt;u&gt;obcej&lt;/u&gt; im kultury i religii), ośmiesza się poprzez nazywanie nierozsądnymi tych, którzy nie zgadzali się na pewne przemiany (np. rody litewskie, które nie chciały uni), pomija się różnice w tradycjach (jak gdyby były one tylko lokalnymi anomaliami, odstępstwami od normy, nie posiadającymi wartości i istnienia samego w sobie), i dialektach (np. projektując język wstecz przez omawianie na lekcjach języka polskiego &lt;u&gt;przetłumaczonych&lt;/u&gt; na współczesną literacką polszczyznę fraszek i trenów Kochanowskiego), wyklina tych, którzy ośmielili się krytycznie odnieść do Polski (jak Gombrowicza, albo Tuwima) lub pochodzić z innych kultur (jak Schulza i - ponownie - Tuwima) wszelkie pozostałości zwyczajów przedchrześcijańskich nazywa się zabobonami (jak gdyby wiara w anioły była bardziej racjonalna niż wiara w rusałki, a klękanie przed krzyżem lepsze od kłaniania się posągowi Trygława), umniejsza wpływy (np. "francuskie" na Chopina czy "rosyjskie" na Mickiewicza - jak gdyby byli tylko turystami odwiedzającymi inne kraje; albo z innej strony silny wpływ kultury "niemieckie"j czy "rosyjskiej" na całokształt "naszej" - te cudzysłowy mają przypomnieć o tym, że ta kultura, jako jednolity twór, jest mitem - zarówno w odniesieniu do Polski, jak i Niemiec czy Francji), wszelkie zmiany terytorialne traktuje się tak, jak gdyby były tylko dziwnymi anomaliami w stosunku do obecnego układu granic, wszelkie mniejszości jako nic nie znaczących przechodniów, a wreszcie nazywa się zdrajcami rzesze tych, którzy mieli i mają inny pomysł na organizację życia tego społecznego tworu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nie ma żadnej Polski. Nie ma żadnych ojczyzn, narodów i etnosów. Co zatem jest? Tylko i wyłącznie jednostki ludzkie - wypadkowe nieskończonej liczby sił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nie jestem Polakiem, bo nie ma żadnej Polski. Jestem szpitalem, w którym przyszedłem na świat; domem, w którym mnie wychowano; miastem, w którym mieszkałem; lasami i jeziorami, które je otaczały; ludźmi, których spotkałem; filmami, które obejrzałem; nauczycielami, u których się uczyłem; książkami, które przeczytałem; muzyką, której słuchałem; krajami, które zwiedziłem; kobietami, które kochałem; jestem Mickiewiczem i Homerem, Tuwimem i Micińskim, Witkacym i Kafką, Kaczmarskim i Forsbergiem, Kieślowskim i Kurosawą, Rosińskim/Van Hammem i&amp;nbsp; Hideaki Anno, Nietzschem, Deleuzem, Kantem, Heideggerem, Dalim, Beksińskim, Laubensteinem, jedną z bezimiennych bachantek tańczących w orszaku Dionizosa...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Fakt - są pewne siły, "determinanty", które są dla pewnych ludzi wspólne i silniej na nich oddziałały, ale nieporozumieniem jest przedkładanie ich nad inne. To nieporozumienie ma na imię "Ja" - wyobrażone istnienie autonomicznego, niezmiennego rdzenia naszej osoby, które każe nam wierzyć, że gdybyśmy przeżyli coś innego, niż przeżyliśmy, bylibyśmy wciąż tymi samymi ludźmi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Mit ojczyzny jest połączony z mitem "Ja" - skostniałego "podmiotu" do którego struktury wpycha się tradycję, naród, język i religię (te, czy inne - nie ważne), a potem (kręcąc się w hermeneutycznym kółku) cierpi nad ich nieprzekraczalnością.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ojczyzny nie można ani kochać, ani afirmować - chyba, że po raz kolejny chce się poświęcić Świat na ołtarzu Nicości.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Co zatem afirmować? Czas przyszły, zawsze czas przyszły - tego siebie, którym będę. Kondycję, którą będę miał, gdy przekroczę aktualną - na tyle, na ile będę w stanie, mimo wszelkich przeciwności i ociekających jadem słów. Jestem afirmacją tworzącej mnie wiązki sił, gdyż ich wypadkowa nie jest równa zeru lecz ma wektor zwrócony ku przyszłości, pozwalający mi stwarzać się w tym świecie kostniejących kształtów. Afirmacja w ogóle jest inną nazwą siły życiowej (dionizyjskiej &lt;i&gt;zoe&lt;/i&gt;), co zawsze oznacza stawanie się poza istniejące formy. Dlatego też afirmacja nigdy nie może dotyczyć ojczyzny tak, jak się ją rozumiało dotąd - jako posiadającą jakiś aczasowy, niezmienny trzon.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;A co kochać? Te ciała, które nas mijają, te dźwięki, które się z nich wydobywają, te myśli, które się za nimi kryją. Jednak tylko o tyle, o ile są aktywne - a to znaczy: nie są reaktywne, nie są chorym zwierzęciem, które w unieruchamianiu formy kryje się przed życiem (niczym ślimak chowający się w swej skorupie), słabym starcem, nieruchomo leżącym w łożu, odganiającym śmierć i sprowadzającym niemoc na rozchwianych w napięciu bliskich.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Kochać to "społeczeństwo", które tworzą, tylko o tyle, o ile i ono będzie aktywne, o ile nie zastygnie niczym wosk, gdy odjąć od niego źródło ciepła - o ile samo będzie ciepłem, tym ogniem wiecznej zmiany.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Potrzeba nam "polskich" kwiatów: poezji, literatury, muzyki, sztuk plastycznych, kinematografii, nauki, "polityki", edukacji i filozofii, kwiatów o niepowtarzalnej barwie i zapachu. I nie jest to patriotyzm - są złe słowa, z których trzeba wreszcie ozdrowieć. Powtarzam jeszcze raz: nie ma żadnej ojczyzny, żadnej Europy, Polski, Śląska ani Kaszub. Są tylko samotnicy i małe grupki nomadów, wędrujących przez krainy ciała i ducha, spotykających się od czasu do czasu, walczących ze sobą, handlujących, ucztujących i tańczących przy ogniskach, stwarzających się z coraz to nowych sił i energii. Są jeszcze nieliczni i słabi, ścigani przez tych, którym narkotyczne opary mitu zwanego Nacją lub Obywatelstwem odebrały resztki indywidualności i kazały rzucić się na tych, którzy mają odwagę myśleć samodzielnie. Czasami sami błądzą w tej mgle. Są jeszcze sobie obcy i patrzą na siebie z podejrzliwością. Jeszcze nie wiedzą jak się wobec siebie zachować, co powiedzieć, jaki gest uczynić. Ale tylko oni się liczą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-5290029781790466269?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/5290029781790466269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/10/patriotyzm.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/5290029781790466269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/5290029781790466269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/10/patriotyzm.html' title='Patriotyzm???'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-7201686910148586790</id><published>2010-10-20T13:07:00.000-07:00</published><updated>2011-11-24T05:36:27.418-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia społeczna'/><title type='text'>Antyteizm</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Czym jest antyteizm? Można by powiedzieć, że radykalnym ateizmem; ateizmem jako odcięciem się od teizmu. Ale jest on też odcięciem się od ateizmu jako ostatniej, ukrytej formy każdego teizmu. Choć ma w sobie nutę sceptycyzmu nie jest też agnostycyzmem. Jest odcięciem się od agnostycyzmu jako pięknej nazwy dla impotencji ducha. Ostatecznie nie jest również żadną formą nihilizmu. Już raczej gwałtownym odcięciem się od niego. Czym &lt;b&gt;jest&lt;/b&gt;? Czym zatem &lt;b&gt;jest?!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Można by powiedzieć: postawą filozoficzną &lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt;. Ale musi to dzisiaj oznaczać przede wszystkim nowy obraz myśli, nowy światopogląd. Antyteizm jest uwolnieniem myślenia od jakichkolwiek form transcendencji (od Boga, Podmiotu, Innego oraz wszelakich ich odmian i mieszanin, czy to w postaci Nirvany, czy też Państwa, Kapitału, albo Tajemnicy). Oznacza to również uwolnienie od wszelkich narzucanych z zewnątrz wartości - usytuowanie&amp;nbsp; &lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&amp;gt;&amp;gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Poza Dobrem i Złem&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&amp;lt;&amp;lt;&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Rodowód ma najszlachetniejszy z możliwych: grecki! Jest bowiem siłą &lt;i&gt;episteme&lt;/i&gt; przeciwstawioną wszechpanującej &lt;i&gt;doxa&lt;/i&gt;. Potem skrywa się głęboko w ziemi, by przeczekać chrześcijańską suszę, która ogarnia Europę - tak jak skryte w glebie kłącze perzu czeka na krople wody, by znowu wykiełkować. Po wiekach wypuszcza pierwsze pędy - w sceptycyzmie Hume'a i krytycyzmie Kanta. Wreszcie: pierwszy kwiat: genealogię Nietzschego. I choć liczne owady czują jego zapach tylko nieliczne potrafią jego pyłek przerobić na miód, miód z którego powstanie napój na ucztę weselną Dionizosa!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Antyteizm jest postawą mającą być przedłużeniem wspomnianych: sceptycyzmem, w sensie krytycznego zdystansowania się do wszystkich, zwłaszcza powszechnie przyjętych, poglądów i idei oraz genealogią (tzn. badaniem rodzajów sił/energii będących źródłem) tychże. Ten aspekt negatywny nie ma być jednak podstawowym, ale jedynie skutkiem pierwotnego-pozytywnego: konstruowania &lt;i&gt;episteme&lt;/i&gt; jako splotu szlachetnych wartości i aktywnych sił deterytorializacji. Mówiąc prościej - co jednak oznacza niezachowanie pełnego sensu - antyteizm jest badaniem przyczyn obecnego stanu rzeczy, po to by odkryć sposób w jaki można go zmienić i zrobić to. Dlatego nie może być wiarą w jakiś Transcendens (np. Boga), ponieważ ten jest zasadą zakrywania przyczyn i blokowania zmian. Nie może być również agnostycyzmem, bo jest on chorobą niemocy, która jedynie romantycznie marzy o działaniu. Nie może być nihilizmem, bo ten, nawet jeśli szuka to nie wierzy, że znajdzie i nawet jeśli idzie, to tak by zgubić drogę. Ale nie może być również ateizmem, bo ten, choć usuwa "ciało" Boga, jedynie symuluje poszukiwanie źródeł oraz aktywowanie rozwoju, po to, by ukryć fakt, że nie usuwa Jego "ducha".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Ateizm na gruncie europejskim: okazuje się jedynie ostatnią maską chrześcijaństwa, baśniową czapką-niewidką. Ateizm nie chodzi co niedzielę na mszę, nie czytuje Pisma Świętego, oddziela państwo od Kościoła i nie odwołuje się do przykazań bożych. Ale albo wznosi świątynie złotemu cielcowi: Kapitałowi, Nauce lub Sztuce, albo wywołuje dawnego ducha i przywdziewa go w maskę Praw Człowieka, ogłaszając przy tym kult Motłochu, którego symbolem czyni telewizor, wstawiany do wszystkich domów, szpitali, więzień i stołówek szkolnych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Dlatego Nietzsche nie jest nihilistą, ani ateistą, lecz pierwszym z antyteistów. Bowiem wiedza radosna obwieszcza nie tylko śmierć Boga, ale i usunięcie miejsca po nim. Usunięcie Transcendencji i odkrycie, na powrót, Immanencji. Obwieszcza również nadczłowieka, a to oznacza odkrycie Hierarchii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;"A-" jest przedrostkiem  oznaczającym proste zaprzeczenie, "nie-", "bez-", brak. A-teizm jest  zatem nie-wiarą, bez-wiarą, brakiem wiary, ale w sensie czysto pasywnym, tak jak amnezja jest pasywną utratą, brakiem pamięci. Przejawia się to w biernym stosunku do własnych poglądów, to znaczy braku namysłu nad nimi (w tym sensie np. wszyscy Ci chrześcijanie, którzy wierzą bez wątpliwości są ateistami; przeciwnie Kierkegaardowski rycerz wiary, który nieustannie się waha). Nawet dzisiejsi "wielcy" walczący ateiści, jak choćby Dawkins, przesiąknięci są tą biernością: nie szukają prawdziwego źródła swoich poglądów, którym tak naprawdę jest "jeszcze bardziej" ukryty Transcendens, tym razem w postaci Nauki i Humanizmu. "Anty-" anty-teizmu - jako wrogość, sprzeciw, opozycja, rywalizacja&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt; - wyraża postawę jak najbardziej aktywną. Podejmowanie nigdy niekończącego się (ale nie w takim sensie, w jakim Peirce pokazuje, że do Prawdy możemy jedynie w nieskończoność się przybliżać, ostatecznie nigdy jej nie osiągając) wysiłku usuwania Transcendensu - zarówno jako miejsca, jak i tego, co je wypełnia. Antyteizm nieustannie bada własne źródła, by oczyścić się ze wszystkiego co transcendentne, a zarazem szuka sił deterytorializacji (linii ujścia "z obecnej sytuacji"), które pozwolą mu na coraz głębsze wkopywanie się w glebę Immanencji. Przy czym dotarcia do immanencji nie należy traktować jako &lt;i&gt;telos&lt;/i&gt;, ostatecznego celu, a jedynie jako poszukiwanie źródła czystej energii dla nieustającego procesu myślenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Antyteizm jest samo-dzielnością myślenia. Za Horacym woła: &lt;i&gt;sapere aude&lt;/i&gt;, odważ się być mądrym! I chce tę mądrość zdobyć własnymi siłami. Nie chce jej podanej na tacy przez żadnego kapłana żadnego z bogów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Antyteista staje się nomadą, który w dziczy tworzy swą machinę wojenną, by zaatakować machinę państwową. Nomadą, który nieustannie podróżuje, by odnaleźć niebezpieczne przygody. Nomadą, który porywa innych, by wraz z nim galopowali przez Wielki Step: Płaszczyznę Immanencji. Ale nomadą, który nie porywa byle kogo, który rozumie Hierarchię.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Antyteizm... Tym właśnie jest &lt;b&gt;antyteizm!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-7201686910148586790?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/7201686910148586790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/10/antyteizm.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/7201686910148586790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/7201686910148586790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/10/antyteizm.html' title='Antyteizm'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8579755361084734770.post-6739828568345715284</id><published>2010-10-19T13:08:00.000-07:00</published><updated>2010-10-20T14:19:52.188-07:00</updated><title type='text'>Immanencja</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tak jak religia istnieje wyłącznie wtedy, gdy istnieje transcendencja, tak filozofia tylko wówczas, gdy istnieje immanencja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Filozofia tworzy pojęcia i wytycza płaszczyznę, glebę, która wymyka się bóstwom, arenę agonu i rywalizacji pomiędzy przyjaciółmi. Płaszczyzna immanencji nie jest pojęciem pomyślanym, ani dającym się pomyśleć, nie jest pojęciem wszystkich pojęć. Jest raczej "obrazem myśli, obrazem jaki tworzy ono w odniesieniu do tego, co oznacza myślenie, wykorzystywanie myślenia, orientowanie się w myśleniu..." Jest ona tym co przedfilozoficzne, choć nie istnieje poza filozofią - jest warunkami wewnętrznymi filozofii, tym co filozofia zakłada, pewnym intuicyjnym rozumieniem (tak jak pojęcia odsyłają do rozumienia niepojęciowego). Ta przedfilozoficzność jest sercem filozofii "i oznacza, że filozofia nie może się zadowalać tym, iż jest rozumiana tylko w sposób filozoficzny lub pojęciowy" - ma ona w swojej istocie kierować się również do niefilozofów!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Spinoza jako Chrystus immanencji. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czym jest filozofia? Nie jest ani kontemplacją, ani refleksją, ani komunikacją. Raczej jednym z trzech sposobów myślenia - obok sztuki i nauki. Próbą nadania spójności chaosowi, tak, aby przy tym nie utracić nieskończoności. Pewną praktyką. Tworzeniem światopoglądów. Kreacją pojęć. Powoływaniem do życia postaci pojęciowych. Jest eksperymentem i niebezpieczną przygodą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nietzsche jako wielki eksperymentator.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Nadchodzi czas, by zastąpić astrologię geologią. Przestać szukać Boga i dokopać się do wszystkich bulw i cebulek, by odkryć oplatające je kłącze, wraz z jego nieskończonymi ruchami i wszystkimi warstwami.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Deleuze jako szalony geolog.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;Z czego trzeba zdać sobie sprawę? Z tego, że jeszcze nie myślimy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial,Helvetica,sans-serif;"&gt;P.S. Ten post należy traktować jak przedmowy w dziełach Hegla: stanie się zrozumiały dopiero na końcu. Po prostu trzeba było jakoś zacząć...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8579755361084734770-6739828568345715284?l=immanencja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://immanencja.blogspot.com/feeds/6739828568345715284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/10/immanencja.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6739828568345715284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8579755361084734770/posts/default/6739828568345715284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://immanencja.blogspot.com/2010/10/immanencja.html' title='Immanencja'/><author><name>Dziewic</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09993884901399690014</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_bpiKNsxWAZs/TM7F6evQeEI/AAAAAAAAAAQ/4kgvUNNA-8I/S220/P1080421.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
