Wpisy związane z etyką Siebie pragnę rozpocząć od pewnej negatywnej charakterystyki, od powiedzenia raczej czym ona nie jest, niż czym jest. Pojęcia, które się z nią wiążą, nazwane są za pomocą takich słów, które mogą powodować złudzenie ich natychmiastowej zrozumiałości i oczywistości. Wspominałem o tym w poprzednim wpisie, kiedy mówiłem, że rachunku sumienia - wchodzącego w skład etyki Siebie - nie należy mylić z chrześcijańską praktyką o takiej nazwie. Po cóż zatem używać tych samych słów? Powodów jest wiele - a jednym z nich zwykła, historyczna uczciwość: rachunek sumienia był praktyką istniejącą uprzednio w kulturze greckiej, a później w hellenistyczno-rzymskiej i dopiero stamtąd przejęło go chrześcijaństwo. Przejęło zmieniając zarazem jego sens, uprzedni sens, który wydobywają tacy badacze starożytności jak Pierre Hadot, czy Michel Foucault. Podobnie jest z innymi pojęciami - ich sens i znaczenie zależą od pewnej szerszej konstelacji, do której należą, a to oznacza, że nigdy nie są oczywiste. Jeżeli je jako takie postrzegamy, to wyłącznie dlatego, że cierpimy na niedobór zmysłu historycznego, że uważamy naszą kulturę i jej kategorie, za odwieczne i niezmienne. Tym wpisem chciałbym przyczynić się do usunięcia choć odrobiny tego zadufania, poprzez pokazanie, że to, co zdaje nam się natychmiastowo zrozumiałe wcale nie stosuje się tam, gdzie byśmy to - w owej pośpiesznej oczywistości - widzieli.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Teologia niemiecka". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Teologia niemiecka". Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 października 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)
