Problematyka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia społeczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia społeczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

Schizoanaliza i komunizm po polsku

I kolejna porcja moich tekstów na Machinie Myśli.

Przede wszystkim Edwarda Abramowskiego projekt nowej etyki - moja wielka duma i nowa fascynacja. Polski filozof mający tak cholernie dobre pomysły?! Czemu ja wcześniej nie czytałem jego tekstów?! W tym - dosyć długim jak na Machinę - tekście przepuszczam koncepty Abramowskiego przez pojęciowość późnego Foucaulta (ew. antropotechniczną pojęciowość Sloterdijka - dla będących na bieżąco z nowościami, ale mających braki w znajomości klasyki ;)). Gorąco polecam!

I nieco luźniejszy tekst opublikowany w czasie przerwy świątecznej: Jak wytresować Edypa - czyli schizoanaliza filmu animowanego "Jak wytresować smoka". Wbrew tytułowi mało tu psychoanalizy i Freuda, za to dużo Deleuze'a i Guattariego. Łakomy kąsek dla wszystkich fanów stawania się.

niedziela, 5 października 2014

Dyscyplina a reżym. O maszynach, które zniewalają/wyzwalają ciało

Ponad półtora roku temu uraczyłem was kilkoma wpisami z zarysem mojego projektu ontologii maszynowej. Równocześnie powstawał materiał innego rodzaju: referat konferencyjny, który następnie przerodził się w pełnoprawny artykuł naukowy. Rozwija on niektóre elementy ontologii maszynowej, ale przede wszystkim ukazuje ją w działaniu.

Rzeczony artykuł ukazał się w najnowszym numerze Praktyki Teoretycznej i można go znaleźć w tym miejscu. Głównym jego bohaterem jest Foucault, ale przeczytany przy pomocy narzędzi skonstruowanych w oparciu o dwa tomy "Kapitalizmu i schizofrenii" Deleuze'a i Guattariego. Znajdziecie tam również smaczek w postaci odniesień do "Męskich fantazji" Theweleita. Znajomość blogowych wpisów z zakresu ontologii maszynowej nie jest wymagana. Życzę owocnej lektury i mam nadzieję, że podzielicie się wrażeniami.

Grafikę do powyższego wpisu dorzucę, gdy PT przygotuje okładkę do numeru ;)

sobota, 16 sierpnia 2014

Tylko wolny rynek może nas uratować. Z psychologii polskiego libertarianizmu

Powodów, do napisania tego tekstu było kilka. Głosy jakie mnie dobiegają w miejscu pracy, knajpiane dyskusje, medialny szum, na który się czasem natknę, ostatecznie jednak przeważyła dyskusja, która miała miejsce na blogu Smootnego Clowna w związku z tym wpisem. Nim przejdę do sedna koniecznych jest kilka uwag, które pomogą nam uniknąć nieporozumień. Po pierwsze zwracam waszą uwagę na tytułowe "z" - oznacza ono, że poniższe rozważania nie pretendują do miana wyczerpujących. Chcę raczej wskazać na kilka elementów spośród wielu różnorodnych. Niemniej uważam te właśnie składniki za jedne z ważniejszych i o tyle warte wydobycia (i uświadomienia sobie). Po drugie to, że krytycznie odnoszę się do jakiegoś libertariańskiego postulatu nie oznacza, że sam popieram tezę przeciwną (nie oznacza też, że jej nie popieram - jakiś czas temu pisałem o tym, że trzeba wreszcie skończyć z myśleniem w kategoriach binarnych opozycji). Po trzecie wreszcie, sam termin "libertarianizm" rozumiem nie wąsko i specjalistycznie, lecz dosyć szeroko - przede wszystkim jako antypaństwowość oraz opowiadanie się za kapitalizmem i tzw. wolnym rynkiem. Rozumiem, że dla Smootnego Clowna, skonczonego i fatbantha, z którymi dyskutowałem, jest to grube uproszczenie, że dysponują oni o wiele bardziej szczegółową wiedzą - jednak brak takowej wielu innym zwolennikom wolnego rynku, z którymi miałem okazję dyskutować. A skoro brak im wiedzy, to coś innego musi ich przyciągać do libertarianizmu - myślę, że tym czymś są emocje, pragnienia, nadzieje, czyli te fenomeny, którymi zajmuje się psychologia. Uważam również, że występują one i u tych, którzy "wgryźli się" w temat, którzy dysponują specjalistyczną wiedzą. "Coś" im kazało szukać tej wiedzy. Wiele, w moim przekonaniu, wskazuje na to, że to psychodynamiczna struktura jest fundamentem naszego światopoglądu, a nie nasza wiedza. Wiedza byłaby raczej czymś zatopionym w owej strukturze. Toteż psychiki nie należy rozumieć tu we współczesnym, wąskim, akademickim sensie (zwłaszcza z punktu widzenia psychologii poznawczo-behawioralnej), ale bardziej jako odpowiednik egzystencjalnej struktury rozumienia, o której pisał Heidegger w "Byciu i czasie".

piątek, 21 lutego 2014

Śmierć Boga a ateizm(y)

Ten wpis chodził mi po głowie od kilku tygodni, ale jakoś nie mogłem się do niego zabrać: więcej tu pracy "sprawozdawczej" niż twórczej. Z drugiej strony zbyt często spotykam się z pewnymi schematami myślowymi dotyczącymi Nietzschego oraz ateizmu. Przede wszystkim chodzi mi o zwyczajową interpretację Nietzscheańskiego powiedzenia "Bóg jest martwy" (Gott ist tot), jako deklaracji ateizmu - jest ona zwyczajnie błędna. Ponadto o ateizm, deklaracje ateizmu i ateizację społeczeństwa - myślę, że powodów tychże szuka się nie tam, gdzie trzeba. Chciałbym rozbić tkwiące w tej sferze klisze myślowe i sproblematyzować ją samą.

piątek, 24 stycznia 2014

Fenomenologia stanu chorobowego

Gorączka, osłabienie, uczucie łamania w kościach i pieczenia w gardle. Albo nieprzyjemne skurcze żołądka, mdłości i zimne dreszcze. Albo światłowstręt, ból głowy i zatok. Przejawy choroby. Zostajemy jednak cały czas przy powierzchni. W ciele, lecz przy jego powierzchni. Ponadto sztucznie dzielimy ciało, widzimy w nim jakoby dwie strony: materialną i duchową. Starożytni nie "znali" tego rozbicia. Dla nich pathos mógł dotknąć zarówno "organizm" jak i "umysł" (pozostańmy przy tych dwóch terminach mając świadomość ich nieadekwatności - przedstawienie tych rozważań z perspektywy multilinearnych splotów mogłoby zbytnio zaciemnić sprawę).

niedziela, 29 grudnia 2013

Koncepcja aury immanentnej [3 z 3]

Dzisiaj prezentuję ostatnią część mojego artykułu. Jest ona najbardziej twórcza. O ile pierwsza zawiera wyłącznie omówienie teorii sztuki sformułowanej przez Deleuze'a i Guattariego, druga analizę różnych dzieł sztuki, o tyle ta, chociaż rozpoczyna się prezentacją Benaminowskiej koncepcji aury, auratycznego dzieła sztuki, zawiera przede wszystkim pozytywną wykładnię. Staram się tak przepracować pojęcie aury, by zdawało sprawę z nowej sytuacji, w jakiej znalazła się sztuka. Ponadto umieszczam w nim takie elementy, które - w moim przekonaniu - sugerują kierunek, w jakim powinna podążyć sztuka, o ile chce odpowiadać na wyzwania współczesności, a nie jedynie "kisić się we własnym sosie" (np. w galeriach, do których większość chodzi, bo "wypada"). Ta koncepcja jest rozwinięciem pomysłu, który kiedyś zarysowałem w Szkicu o sztuce. Gdyby ktoś zechciał porównać te dwa teksty odkryje, jak nieprzewidzianymi drogami porusza się myśl, która stara się pozostawać otwarta, a nie z góry rozstrzygać (nawet jeśli jej ton pozostaje cokolwiek wyniosły).

wtorek, 3 grudnia 2013

K. Theweleit, "Männerphantasien"

Pod koniec lat '70 ukazało się w Niemczech dzieło! Ach te lata '70... Nasz rynek wydawniczy nie ma do nich szczęścia... Czy wspominałem wam już o "Anty-Edypie"? A tak, wspominałem i jeszcze poniżej wspomnę - i to nie przez złośliwość, o nie... Bowiem pod koniec lat '70 ukazało się w Niemczech dzieło: dwutomowe "Męskie fantazje" (odpowiednio "Kobiety, strumienie, ciała, historia" w 1977 i "Męskie ciała. Pschoanalizując Biały Terror" w 1978), napisane przez Klausa Theweleita.

sobota, 9 listopada 2013

Przybliżenia (6): Deleuze, Guattari i maszyny

Po raz kolejny zapraszam was na bloga Filozofia.TV, gdzie możecie zapoznać się z kolejnym z moich historyczno-filozoficznych przybliżeń. Tym razem tekst ważny z dwóch powodów. Po pierwsze omawiam w nim główne źródło inspiracji dla ontologii maszynowej, którą próbuję tu rozwijać. Po drugie powstał on w ramach agitacji na rzecz wydania "Anty-Edypa" i w całości krąży wokół tej właśnie książki. Tekst znajdziecie tutaj: Przybliżenie (6): Deleuze, Guattari i maszyny.

wtorek, 15 października 2013

Kto nie troszczy się o Siebie, kto nie troszczy się o innych? (O posłuszeństwie i władzy pastoralnej)

Wpisy związane z etyką Siebie pragnę rozpocząć od pewnej negatywnej charakterystyki, od powiedzenia raczej czym ona nie jest, niż czym jest. Pojęcia, które się z nią wiążą, nazwane są za pomocą takich słów, które mogą powodować złudzenie ich natychmiastowej zrozumiałości i oczywistości. Wspominałem o tym w poprzednim wpisie, kiedy mówiłem, że rachunku sumienia - wchodzącego w skład etyki Siebie - nie należy mylić z chrześcijańską praktyką o takiej nazwie. Po cóż zatem używać tych samych słów? Powodów jest wiele - a jednym z nich zwykła, historyczna uczciwość: rachunek sumienia był praktyką istniejącą uprzednio w kulturze greckiej, a później w hellenistyczno-rzymskiej i dopiero stamtąd przejęło go chrześcijaństwo. Przejęło zmieniając zarazem jego sens, uprzedni sens, który wydobywają tacy badacze starożytności jak Pierre Hadot, czy Michel Foucault. Podobnie jest z innymi pojęciami - ich sens i znaczenie zależą od pewnej szerszej konstelacji, do której należą, a to oznacza, że nigdy nie są oczywiste. Jeżeli je jako takie postrzegamy, to wyłącznie dlatego, że cierpimy na niedobór zmysłu historycznego, że uważamy naszą kulturę i jej kategorie, za odwieczne i niezmienne. Tym wpisem chciałbym przyczynić się do usunięcia choć odrobiny tego zadufania, poprzez pokazanie, że to, co zdaje nam się natychmiastowo zrozumiałe wcale nie stosuje się tam, gdzie byśmy to - w owej pośpiesznej oczywistości - widzieli.

piątek, 2 sierpnia 2013

"Uczynić z życia dzieło sztuki" (wykłady)

Dziś kolejna z wakacyjnych niespodzianek. Niezwykle dla mnie ważna. Przy Uniwersytecie Warszawskim od jakiegoś czasu funkcjonuje Uniwersytet Otwarty. Jest to projekt edukacyjny, który pozwala na rozwijanie indywidualnych zainteresowań studentom, pracownikom naukowym, ale przede wszystkim ludziom spoza UW, którzy chcieliby pogłębić swoją wiedzę i umiejętności (nie tylko zawodowe). Nie istnieje tu żaden odgórnie narzucony program zajęć. Każdy z prowadzących zgłasza swoją propozycję - temat, na którym się zna i którym się interesuje. Wykładowcą może zaś być każdy pracownik oraz doktorant UW.

wtorek, 7 maja 2013

Antonio Salas, "Ja, terrorysta" - quasi-recenzja

Jakiś czas temu, przygotowując na konferencję referat o Foucaultowskiej koncepcji estetyki egzystencji, wróciłem do tematu nazizmu. Tym razem chciałem zająć się jego współczesną odsłoną: neonazizmem. Poszukując materiałów do pracy natknąłem się na wzmiankę o tym, że PWN zamierza w tym (2013) roku wydać książkę "Dziennik skina". Zaintrygowała mnie. Jak również postać autora. Jest nim hiszpański dziennikarz śledczy, piszący pod pseudonimem Antonio Salas. Tworząc sobie fałszywe tożsamości przenika on do różnych niebezpiecznych środowisk, które następnie opisuje. Wspomniana już książka - "Dziennik skina" - jest zapisem jego infiltracji ugrupowań neonazistowskich. Kolejna, zatytułowana "Handlowałem kobietami" i wydana już w Polsce, przedstawia środowisko handlarzy ludźmi, sutenerów, prostytutek i klienteli domów publicznych. Salas nie tylko obserwuje od środka, nie tylko opisuje, ale i zbiera dowody - dowody, które przedstawia później hiszpańskiej prokuraturze. (Jednakże los owych dowodów i wytaczanych na ich podstawie procesów przedstawia jakże smutny obraz władzy: policjant informujący neonazistów, że są infiltrowani przez dziennikarza, przeciągające się procesy członków mafii, pozwalające najważniejszym z nich uciec za granicę.) Salas badał również grupy antyfaszystów czy dilerów narkotykowych. A także terrorystów. Tej ostatniej kwestii dotyczy wydana przez PWN w 2012 roku książka "Ja, terrorysta" (oryginalnie: "El Palestino", czyli "Palestyńczyk").

czwartek, 21 marca 2013

O przemianie pojęcia normy

Praktycznie przez cały okres swojej działalności intelektualnej Foucault podejmował - mniej lub bardziej jawnie - temat norm. Po raz pierwszy bodajże w "Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu", w której bada zjawisko wykluczenia pewnej grupy ludzi poprzez ustanowienie normy jaką jest zdrowie psychiczne, a więc normy zakazującej i patologizującej. Następnie w "Nadzorować i karać" oraz wykładach prowadzonych w College de France. Wreszcie w dwóch ostatnich tomach "Historii seksualności", gdzie to co normalne wiąże się raczej z tym, co dozwolone.

W tym wpisie zajmę się pokrótce okresem środkowym, a zwłaszcza wykładami z roku akademickiego 1977-1978, zebranymi w tomie "Bezpieczeństwo, terytorium, populacja".

czwartek, 7 marca 2013

Człowiek renesansu znów możliwy! (Maszynizm stosowany)

"Kto nie chce widzieć tego, co w człowieku wysokie, ten
tym bystrzej dopatruje się tego, co w nim jest niskie
i powierzchowne - i sam tym siebie zdradza."
- Fryderyk Nietzsche 
 

Sformułowanie "człowiek renesansu" przywodzi natychmiast na myśl wiele pozytywnych skojarzeń: światłego kosmopolitę, o szerokiej wiedzy, bogatej gamie zainteresowań, niezwykle utalentowanego, humanistę, artystę i naukowca w jednym. Te wszystkie pozytywy przyćmiewa jednak jeden wielki negatyw: człowiek renesansu, to człowiek należący już do historii, niemożliwy w dzisiejszym świecie niezwykle rozbudowanej i nieustannie powiększającej się wiedzy.

Warto jednak dodać, że - dla osób obytych z tematem - ów człowiek renesansu jest tylko "późnym dziedzicem" o wiele wspanialszego człowieka: człowieka greckiego. Niniejszy wpis chciałbym rozpocząć od nakreślenia obrazu tego ostatniego.


środa, 9 stycznia 2013

Mała genealogia edukacji

Ostatnio wprowadziłem koncepcję genealogii. Dziś chciałbym przedstawić przykład takich analiz na podstawie dziejów praktyk edukacyjno-wychowawczych. Oczywiście nie będzie to szczegółowa historia szkolnictwa (taka najpewniej zajęłaby opasły tom). Wybiorę kilka kolejnych modeli nauczania, aby pokazać jak pochodzenie praktyki odciska na niej swe piętno, a zarazem jak modulowana jest ona przez kolejne maszyny (struktury), do których jest przyłączana. 

środa, 28 grudnia 2011

Etyka hierarchiczna

I. KONSEKWENCJA
Wyciągnijmy pewną konsekwencję z etyki immanentnej. Wyobraźmy sobie, że każdy ją przyjmuje i postanawia zgodnie z nią żyć (lub inaczej: pokażmy, kto nie jest w stanie jej zaakceptować). Dochodzi tu do dwóch selekcji.
Po pierwsze: "odrzuceni" zostają wszyscy ludzie niezdolni tworzyć (to słowo nie oznacza ani przetwarzania, kopiowania, ani mechanicznego produkowania, ani bezmyślnej pogoni za nowością, nonkonformizmu wyrastającego ze zwykłej woli zaprzeczania). Każda jednostka, której egzystencja ogranicza się wyłącznie do podtrzymywania swojej wegetacji, pasożytowania na innych, odbierania innym sił i petryfikowania zastanego porządku ujawnia swój brak wartości - brak wewnętrznej mocy, brak "zdolności" do "prawdziwego" chcenia.
Po drugie: "sprawdzian" wiecznego powrotu. Jeśli nawet jesteś w stanie tworzyć, ale nie jesteś w stanie afirmować swojego chcenia, po przyjęciu immanentnej etyki czeka cię nieskończona bierność. Za każdym razem, kiedy będziesz podejmował jakieś zadanie i zastanowisz się, czy chcesz go do potęgi "n-tej" (a nie jesteś do tego zdolny), czeka cię wahanie i - ostatecznie - rezygnacja. Jakość twojej siły jest "kiepska" - negatywna, a nie afirmatywna.

czwartek, 15 grudnia 2011

Zarys etyki immanentnej

Zacznijmy od pewnej, pseudo-Heideggerowskiej zabawy słowem, źródłosłowem, etymologią. Nie po to, żeby popisać się znajomością starożytnej greki - bo jej nie znam -, ale po to, by wprawić pewien termin w ruch, tchnąć w niego nowe życie i nowe znaczenie. Chodzi mi o słowo "etyka", pochodzące od greckiego ἠθικός (moralny, etyczny), które pochodzi od ἦθος (charakter; zwyczaj; mieszkanie; ojczyzna). W naszym języku odczuwamy różnicę pomiędzy moralnością (która przywodzi na myśl obyczaj i ogół społeczeństwa) i etosem (który przywodzi na myśl rycerzy i sztywny zbiór zasad). Na wykroczenie wobec moralności możemy często przymknąć oko, ale nieprzestrzeganie etosu zdaje się już czymś poważnym. Obyczaje są czymś zastanym, pośród czego wyrastamy, czymś niezależnym od nas, zaś etos jest czymś, co się świadomie i dobrowolnie przyjmuje. Grecki ἦθος odsyła do mieszkania, ojczyzny... Jaka jest ta nasza (nas - nowych filozofów) dzisiejsza ojczyzna? Jakie terytorium zajmujemy? Nie jest to już Niebo, Królestwo Transcendencji, ale Ziemia - Wielki Step albo Morze Immanencji. Powody, dla których postępujemy tak, a nie inaczej nie pochodzą już z zewnątrz - z kamiennych tablic, z tradycji, od ludzi wokół czy ze względu na obowiązek -, ale z naszego wnętrza.

poniedziałek, 1 listopada 2010

A jednak patriotyzm!

Czym jesteśmy? Wypadkową nieskończonej ilości sił. Czy oznacza to totalny indywidualizm?

Ludzie żyjący w podobnym klimacie, na podobnej glebie, stykający się na co dzień z podobnymi zagrożeniami, mający podobne potrzeby i wykonujący podobną pracę - mówiąc krótko: egzystujący w podobnych warunkach zaczynają rozumieć siebie na wzajem lepiej, niż innych. Powstaje wówczas "naród". Powstaje również wspólny język, gdyż (dobra) komunikacja wymaga nie tylko używania tych samych słów, ale również oznaczania nimi podobnego rodzaju przeżyć wewnętrznych, a więc jakiegoś bliźniaczego doświadczenia.

piątek, 29 października 2010

Patriotyzm???

Chociaż starałem się ze wszystkich sił umknąć przed tym zagadnieniem - by nie mieszać się w całą tę gęstwinę płytkich uniesień, która, niczym pleśń, zaczęła pokrywać debatę publiczną - to jednak zostałem zagnany w ślepą uliczkę przez moich intelektualnych - tych żyjących - antagonistów (czy może raczej agonistów, jeśli sięgnąć do greckiego źródłosłowu) i chcąc nie chcąc zacząłem rozważać tę kwestię.

środa, 20 października 2010

Antyteizm

Czym jest antyteizm? Można by powiedzieć, że radykalnym ateizmem; ateizmem jako odcięciem się od teizmu. Ale jest on też odcięciem się od ateizmu jako ostatniej, ukrytej formy każdego teizmu. Choć ma w sobie nutę sceptycyzmu nie jest też agnostycyzmem. Jest odcięciem się od agnostycyzmu jako pięknej nazwy dla impotencji ducha. Ostatecznie nie jest również żadną formą nihilizmu. Już raczej gwałtownym odcięciem się od niego. Czym jest? Czym zatem jest?!